czwartek, 14 czerwca 2018

Jaki mam sposób na frustrację i zniechęcenie?

Wiesz, że świat będzie nieustannie robił zamach na nasz optymizm?
Na rodzicielski optymizm. I na radość. Bo radość jest bronią na złe momenty.


Niedziela rano.
Późne rano, czyli ósma. Miasto jeszcze senne, przejeżdżają pojedyncze samochody, słońce zagląda przez zasłony, lekki wietrzyk nimi porusza, ptaki śpiewają. Cichy poranek upalnego dnia. Ten moment, w którym wszystkie myśli mogą się w głowie przeciągnąć i rozprostować, i nic im nie przeszkadza.

Chciałabym zrobić sobie kawy i pobyć sobie ojcem dzieciom w tej porannej ciszy, w naszej małęj kuchni. Chociaż chwilę. I przez chwilę to się udaje, ale zanim sobie zrobimy tej kawy i zanim myśli przestaną nam ziewać, do kuchni przybiegają dzieci.

Witek z miejsca zaczyna marudzić, że on chce płatki z mlekiem, ale nie ma płatków ani mleka, a owsianki nie będzie jadł i on chce płatki i mleko i niech tata idzie kupić mleko i płatki i on chce już płatki i mleko i jest głodny i czemu nie ma mleka.

Asia się nudzi, nie wie, co dziś będzie robić i chce, żeby ktoś jej powiedział, co może robić, żeby mogła odrzucić wszystkie propozycje i zacząć nudzić o L.O.L Pets i ile ono kosztuje na allegro i czy jakby je zamówić dzisiaj, to by doszło na jutro i czy już rozmawialiśmy z tatusiem i zdecydowalismy, czy jej takie kupimy kiedyś i kiedy i czemu nie teraz.

Piotr nic nie mówi, tylko oblewa ojcu dzieciom plecy piciem z butelki.

Ojciec dzieciom gorzej znosi takie złudnie dobrze zapowiadajace się poranki, więc wewnętrznie ciężko wzdycha, starając się ogarnąć wszystkie potrzeby na raz. Poza kawą.

Kawa i cisza odsuwają się na czwarty plan, a ja czuję, jak rośnie we mnie frustracja i poczucie niesprawiedliwości, bo chciałam tylko te parę minut, tylko chwilę razem, w ciszy, bez marudzenia, w tyle głowy tłucze mi się stare marzenie o drewnianym tarasie z widokiem na przykład na dzieci bawiące się w ogrodzie i niczego przez chwilę nie potrzebujące.
Czy chociaż raz nie może tak być? Dlaczego?

A potem biorę głęboki wdech i patrzę na to wszystko innym spojrzeniem.

Widzę siebie z boku, taka naburmuszoną, i wszystko inne naraz, dzieci starsze po dwóch stronach stołu, mówiące równocześnie i Piotrka z zapałem chlapiącego tym nieszczęsnym piciem, ojca dzieciom w środku tego wszystkiego i zaczynam się śmiać. Bo jest tak, jakbym oglądała kadr z komedii "Kawa i małe nosy", w stylu "Kawy i papierosów" Jarmuscha, połapane rodzinne scenki z poranków z dziećmi dużą dawką ironii, a zamiast szachownicy - bałagan na kuchennym blacie, to nieodłączne tło macierzyństwa.

Śmieję się i czuję, jak przechodzi mi złość. I widzę, że te paskudne roszczeniowe małe stwory w mojej kuchni to nasze własne dzieci, śliczne, mądre, kochane i tak bardzo nas potrzebujące. Że to jest wielki dar; nasza piątka. Nasza rodzina. Że dużo się może dziać i wiele może być problemów, ale o jednym nigdy nie można zapomnieć: o radości.

Bo radość jest jak broń.
Potężna broń.

Niedawno robiłam na Maluczko wywiad z Kamilem Zbozieniem, szefem RTCK. Opowiadał coś, co bardzo wpadło mi w serce: o radości, która działa jak z automatu. "Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twojego serca" - i tak to działa, musisz tylko wejść w stan radości, niezależnie od emocji, jakie w Tobie teraz są. To wymaga wysiłku - ale jakie jest skuteczne!

Zawsze sie radujcie. To nie znaczy: głupio cieszcie się ze wszystkiego. To znaczy: radość jest bronią na złe momenty. Radość jest przestrzenią, w której można współpracować ze Stwórcą - tylko trzeba tę przestrzeń w sobie stworzyć.

No i wiedzieć jeszcze o jednej, ważnej rzeczy.
Że świat będzie nieustannie robił zamach na nasz optymizm. Na rodzicielski optymizm. Najczęściej przy użyciu dysonansu poznawczego.

Wiecie, co to dysonans poznawczy? Ciocia Wiki mówi o nim, że to takie nieprzyjemne napięcie psychiczne, które się pojawia, gdy ktoś przeżywa dwa niezgodne elementy poznawcze naraz. Lub, gdy zachowania nie są zgodne z postawami.

Przykład? Ależ proszę.
Gdy Twoje ciche i spokojne dziecko, które wszystkie dotychczasowe zakupy spędzało w wózku, pogryzając jabłuszko czy bułeczkę, nagle wyrywa się z tegoż wózka, łapie z regału szklaną butelkę z barszczykiem czerwonym i dziko wrzeszcząc,roztrzaskuje ją o podłogę. Do tej pory było w Tobie przekonanie, że Twoje dziecko jest zakupowym aniołem, lecz zostało właśnie rozjechane czołgiem przez chwilową pewność, że jest wstrętnym, komplikującym życie potworem, za którego trzeba się wstydzić.
I to nieprzyjemne uczucie, które powstaje, to jest właśnie dysonans poznawczy.

A można tak też na szerszą skalę.
Myślałaś, że macierzyństwo to owszem, trochę nieprzespanych nocy, trochę chorób, trochę płaczu i krzyku - a tu nagle okazuje się, że to zupełnie co innego i te nieprzespane noce to jest w ogóle jakaś rzecz bez znaczenia, bo spod ziemi wyskakują nagle problemy przez nikogo nie zapowiadane, a sprawiające, że zamiast jak matka czujesz się jak szmatka, którą najpierw ktoś wytarł z podłogi błoto i rzygi, potem dobrze wykręcił, a potem położył na stole i żądał, by robiła za piękny, biały, wyprasowany obrusik.

Dysonans poznawczy, taaak.
Poteżne narzędzie zamachu na optymizm, który, zduszony, piszczy cichutko, że to naprawdę tylko kwestia czasu i że to wszystko przejdzie, i że za tydzień nie będziesz o tym pamiętać. Ale o wiele głośniej krzyczy frustracja, gniew, zniechęcenie.

O tak, przede wszystkim zniechęcenie. Drugie narzędzie zamachu.

Niech ci ręce opadną. Do ziemi. Żebyś już nie miała siły podnieść. Żeby ci było wszystko jedno. Dziecko je z talerza - ok, dziecko je z podłogi - ok, dziecko rozsmarowało masło po dywanie - ok. Może zliże. I tylko ramiona się jeszcze ruszają, w górę i w dół. Wszystko jedno. Nie chce mi się. Zrób jak chcesz.

Tak zmęczona rzeczywistością, że nie masz siły się ucieszyć z tych najprostszych, najmniejszych chwil, kiedy Twoje dzieci robią coś radosnego, pięknego i twórczego. Kiwasz tylko głową, próbujesz się uśmiechać i myślisz, ile bedzie po tym sprzątania.

Tak sfrustrowana tym, że jest inaczej, ciągle inaczej, niż chcesz - że nie masz energii, by zobaczyć, że na kupie na środku dywanu świat się nie kończy. Że możesz pomyśleć inaczej, popatrzeć inaczej i że to naprawdę, naprawdę zależy od Ciebie.
Zależy, mówię Ci.

Jeśli kiwasz teraz głową i myślisz: tak, tak, Młoda Matko, chyba mało jeszcze w życiu widziałaś - powiem Ci tylko, że wcale nie trzeba widzieć dużo.
Wystarczy choć raz spotkać człowieka, który miałby pełne prawo położyć się i umrzeć ze zmartwienia, bólu i braku sensu, ale jakoś znajduje w sobie siłę, by cieszyć z drobiazgów. I ta radość go z tego bagna podnosi. W tajemniczy i nie do opisania piękny sposób.

Bo radość taka jest.
Że działa. Usuwa tę frustrację i zniechęcenie tak, jak soda z octem usuwa spaleniznę z dna garnka. Jest skuteczną ochroną przed zamachem. Tylko trzeba jej użyć.
A tak łatwo jest o tym zapomnieć. Dać się ponieść smutnym myślom, emocjom, które jak fale obijają się o nasze stopy. Raz za razem. Aż przestaniemy w ogóle podnosić wzrok i gapiąc się na te fale, przegapimy najpiękniejszy w życiu zachód słońca
Dlatego ostatnio piszę sobie na nadgarstku właśnie to hasło: ZAMACH NA OPTYMIZM.
Żeby pamiętać i patrzeć innym spojrzeniem. Podnosić wzrok.

I kiedy w tej kuchni, w niedzielny poranek, bez kawy, zła i sfrustrowana patrzę w końcu na nas jak na kadr z rodzicielskiego Jarmuscha, radość wyrzuca ze mnie złość i daje mi spokój. Poczucie, że może nie jest tak, jak ja chcę - ale jest dobrze. Że tyle mam i z tylu trwałych rzeczy mogę się cieszyć, nie przejmując się tymi, które zaraz znikną i jutro nie będę już o nich pamiętać.

Radość działa. I udziela się innym.
Witek się uspokaja i decyduje się na owsiankę (pyszną owsiankę zareklamowaną po mistrzowsku przez ojca dzieciom). Asia odkrywa, że jest głodna (wreszcie!) i z satysfakcją sama ogarnia sobie swoje śniadanko. Piotrek zostawia picie i przychodzi przytulić się na mleczko.

A kiedy duzi, najedzeni i z uśmiechem biegną do siebie (to my już idziemy się bawić!), a Piotr zasypia słodko - robimy sobie tej kawy i siedzimy w milczeniu, w naszej niesprzątniętej kuchni, ze słońcem rozpuszczającym masło na blacie. Ze wszystkimi problemami do obgadania i zaradzenia w tyłu głowy.

I radośni.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...