sobota, 4 stycznia 2020

O czułości, czyli tekst na pożegnanie


Ten ostatni tekst będzie o elastyczności, końcach i początkach i... czułości.
O czułości najbardziej.




Z końcami jest tak, że naprawdę rzadko wiemy, że robimy coś ostatni raz (poza końcami oczywistymi, gdy opuszczamy szkołę albo zmieniamy pracę). Na ogół dopiero po czasie orientujemy się, że to była ostatnia herbatka (chyba, że ktoś, z kim ją wypiliśmy, umarł), ostatni wspólny wyjazd w góry, ostatnia kawa z krowim mlekiem, ostatni sms, ostatni wpis na blogu.

A ja mam ten przywilej, że wiem.
I dobre to jest: wiedzieć, że się właśnie coś zakończyło. Jest w tym spokój. Jest też pierwsze uchylenie furteczki dla nowego. Jest ta mała ekscytacja, która towarzyszy każdej pustce: co ją wypełni?

Choć można do pustki podchodzić z niepokojem, jasne.
Ale ja tam pustkę lubię. Jest jak doniczka, w której rósł jakiś kwiatek, ale usechł, więc zmienia się ziemię i sieje się coś nowego, i zanim wykiełkuje, jest pustka, ale taka... obiecująca.

Co wypełni w moim życiu pustkę po Młodej Matce? Po siedmiu latach, siedmiuset tekstach, dwustu kilku odrzuconych zaproszeniach do współpracy, w tym paru do DD TVN? Po komentarzach i wiadomościach, że tekst w samo sedno i serce, po rozmowach na placach zabaw zaczynających się od "a ja cię chyba znam, piszesz bloga, prawda? I rodziłaś w domu"?

Nie wiem.
Jeszcze nie wiem.

Wiem za to, że noworoczny obiad zjedliśmy w lesie.
Prawie.
Tak dokładnie to w samochodzie na leśnym parkingu.

I że jest w tym zapowiedź nowego; w tym, że dzieci urosły, że więcej się da, że wszyscy jesteśmy nieco bardziej elastyczni. A na pewno ja. Zeszłoroczne motto "jeśli coś idzie nie po twojej myśli, natychmiast to zaakceptuj" wciąż działa, choć na ten rok mam inne.

Jak się do tego wszystkiego ma czułość?

Ona podtrzymuje świat, żeby nie runął i nie rozstrzaskał się o skały obojętności.
Ona zmiękcza w nas to, co twarde, żebyśmy mogli być elastyczni i dopasować się bez żalu do potrzeb tego członka stada, który teraz potrzebuje najbardziej.
Ona pozwala każdy koniec projektować z łagodnością, na którą liczymy, świadomie lub nie.

Czułość.
Ona pozwala przeżyć i przeżywać wszystkie końce i początki.

Gdybym miała teraz prawo do tylko jednej myśli na koniec, ta myśl byłaby taka: patrz z czułością. Na siebie. Trudne! Na innych. Dzieci. Żonę, męża. Rodziców. Na rodzinę i na przyjaciół. Na sąsiadów, tych najmniej lubianych też. Na ludzi, co wkurzają. Na ludzi przypadkowo napotkanych. Na tych z drugiej strony.
Na wrogów.

Czułość otwiera w naszym sercu sekretną bramę, małą i wąską, przez którą dobro może się wydostać i kogoś przytulić, zachwycić, pocieszyć, obdarować. Tak o, po prostu.
Czułość pomaga nam pytać i słuchać, patrzeć i dostrzegać, czuć i się opiekować, być całkiem nie dla siebie, i choćby to trwało tylko chwilę, ta chwila jest cenna.
Bardzo.

To był dobry rok. I dobre siedem lat. Patrzę na pierwsze teksty i widzę, jak daleko zaszłam, Młoda Matka jest dowodem na to, że jednak się rozwijam, jednak pracuję, jednak pisanie jest tak moje, że nie mogę go porzucić, a na pewno nie na długo. I że jest ważne nie tylko dla mnie.

Patrzę i jestem wdzięczna za to, że Ty czytasz. Że miałam dla kogo pisać. I za to, że mogłam się dowiedzieć, że moje pisanie zmienia świat - czyjś, troszeczkę - na lepsze.

Blog w wersji archiwalnej czeka na ten ostatni wpis. Razem będzie ich niecałe trzydzieści, Waszych ulubionych, zostaną sobie tu jeszcze.

Wszystko posprzątane, ogarnięte.
Można iść.

DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO.

A na koniec - fotograficzne podsumowanie roku. A co.

























Do zobaczenia, bo świat jest przecież mniejszy, niż myślimy :)

Miej się dobrze. Dbaj o siebie.
Pa!
M.M.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...