wtorek, 21 kwietnia 2015

Lista wdzięczności

Kiedy byłam w ciąży, mnóstwo spotkanych przy różnych okazjach ciężarnych narzekało na znieczulicę, bezmyślność, chamstwo i lekceważenie. To samo mówiły mamy małych dzieci, próbujące z przychówkiem i wózkami wejść w symbiozę ze społeczeństwem. A ja?

Nasłuchałam się tych historii, że hej.  Ale sama mam na koncie zupełnie inne.
Jasne, że czasami ktoś powiedział albo zrobił coś niezbyt miłego. Ale wciaż jednak przeważają dobre odruchy. Miłe słowa. I to nie tylko od bliskich. Od obcych właśnie, po których raczej się niczego nie spodziewam, bo przecież nic dla mnie robić nie muszą.

A tymczasem ci obcy, spotkani w windzie, na przystanku, w sklepie i na ulicy ludzie - zdają egzamin z wrażliwości na piątkę. Z plusem.


Na przykład starszy pan ze zbyt wysokopodłogowego tramwaju.
Mówię dzieciakom, że na następnym przystanku wysiadamy. Pan, kiedy to słyszy, najwyraźniej nastawia się na to, że mi pomoże - i faktycznie, tramwaj jeszcze nie zdążył się zatrzymać, a on już jest gotowy do znoszenia wózka.
- Nie ma za co - uśmiecha się na do widzenia.

Pani w warzywniaku, u której kupowałam dziś truskawki. Zaczęła je wybierać, potem spojrzała na wózek.
- To dla dzieci?
- Tak.
- To wybiorę pani ładne.

I wybrała, jedną po drugiej. Pół kilo. Z miłym uśmiechem.


Pani w drugim warzywniaku, która z uśmiechem patrzy na Joasię, która podaje jej kalarepkę i na Witula, który nadgryza białą rzodkiew, choć jedną już mamy zważoną i policzoną.
- Nic się nie dzieje, niech pani sobie zamieni.

I pan w jeszcze innym warzywniaku.
Zamiast okazywać niezadowolenie, bo Witulek poprzekładał jabłka w skrzynkach i jednego spróbował, zostawiając ślady małych ząbków - po prostu daje mu to jabłko.
I za nic nie chce doliczać go do rachunku.
Innym razem ruchem magika wyjmuje dwa lizaki i wręcza je zachwyconym dzieciakom, które wcale nie tkwiły w grzecznym bezruchu, ale radośnie brykały, zaprzyjaźniając się bliżej z główkami czerwonej kapusty, cebulą i brudną marchewką.

Pani sprzątaczka w spółdzielni.
Spółdzielnia posiada windę i można ową windą wjechać sobie na piętro do biblioteki, zamiast tłuc się po wysokich schodach. Powinno być już zamknięte, ale jeszcze nie jest, więc wjeżdżam windą i sprawdzam, czy drzwi prowadzące do biblioteki sa otwarte. Już nie są. Ruszam z powrotem do windy, kiedy w korytarzu materializuje się pani sprzątaczka i otwiera mi kluczem te zamkniete drzwi.
- Widziałam, że pani idzie - oznajmia.
- Dziękuję.
- Nie będę zamykać, to sobie pani wróci windą.
- Ale mnie z kwadrans zejdzie - oponuję, bo wiem, że powinna zamknąć już dobrą chwilę temu.
- Nie szkodzi, i tak jeszcze będę w środku sprzątać.

Nie będzie sie pani tłuc z dwójką dzieci w wózku po schodach- dodaje.


Pan w taniej odzieży. 
Ten sklep jest duży, ma dużo alejek, po których świetnie się biega, pojemniki na tekstylia, na które fantastycznie się wspina, oraz metalowe drążki wieszaków, na których fajnie się dynda. Jak się ma około metra, oczywiście. 
Dzieci bardzo próbują być grzeczne, ale nie do końca im wychodzi, ja bardzo próbuję być cierpliwa i spokojna. W końcu pan do nas podchodzi. Czekam na reprymendę, ale on mówi:
- Czy można dzieci poczęstować czymś słodkim? Takie są grzeczne.
A potem wręcza Joasi i Witulkowi po michałku.

To są ludzie, którzy znają mnie z widzenia - podobnie jak ze dwie setki swoich klientów - albo nie znają mnie w ogóle.

Ludzie, którzy mogliby nas strofować - dzieci i mnie - robić uszczypliwe uwagi, udawać, że nie zauważają. Ale widzą. Pomagają bez proszenia. Są uprzejmi bez przymusu.


A ja?
Ja jestem im - i za nich - zwyczajnie wdzięczna.

Fot. Ojciec dzieciom.

11 komentarzy:

  1. Bardzo motywujący, dobry i balsamiczny na dusze post:) Tak jest, że wraca do nas to, co dajemy innym:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że trafiłas na samych dbrych ludzi :) super!!! ja kiedys w tramwaju usłysząłam od pani w średnim wieku, że nie mam tak nad nia z tym swoim brzuchem wisieć bo ona i tak mi miesjca nie ustapi..... Później z wózkiem chcąc dostać sie do tramwaju, zdecydowanie nie był z tych niskich, starsi ludzie odwracali się udając, że mnie nie widzą, a pomagali.....studenci!! tak, tak, ci o których starsze pokolenie mówi, że nie wychowani są!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ pozytywnie się zrobiło! Super! Miło się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja ostatnio biegłam na tramwaj i oczywiście bym nie zdążyła, gdyby jakaś miła dziewczyna w wieku około 15 lat nie kliknęła mi przycisku przy drzwiach (specjalnie zawróciła do tych drzwi, żeby to zrobić). Byłam bardzo zaskoczona i wdzięczna, bo ludzie w tym wieku przeważnie do uprzejmych nie należą... A studenci też są często pomocni, praktycznie nie zdarza mi się, żebym musiała sama otwierać sobie drzwi na wydział, jeśli akurat wchodzi/wychodzi jakiś facet... A drzwi są wielkie i ciężkie, więc nie jest to bynajmniej tylko symboliczny gest. Zawsze głośno im dziękuję i widzę, że to doceniają (bo niektóre babki nawet na nich nie spojrzą). no a przecież takie gesty, szczególnie w takim dżęderowym miejscu nie są przecież ich obowiązkiem. nieskładny ten komentarz, ale miałam dziś 11 h zajęć, więc mózg już nie ten :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam bardzo zaskoczona i wdzięczna - siet, to brzmi jak żywcem przetłumaczone z angielskiego, sory

      Usuń
    2. A ostatnie dwie godziny z tych jedenastu to był angielski:P

      Kurczę, z tym trzymaniem drzwi jakoś tak jest. Ja też szerzę starświecką propagandę. Jak mi któryś sąsiad pomoże, przytrzyma drzwi albo wniesie wózek, to mu ladnie dziekuję. I potem chęniej trzyma te drzwi innym kobietom:)

      oho, tez u mnie ze składnią - składnością - nie najlepiej
      spać!

      Usuń
  5. Oo, jak Mlodej Matce ladnie w tym szafirowym zakieciku!
    Nic dziwnego, ze panowie chetnie pomagaja.
    Tylko dlaczego panie?...
    Hm.
    Pazdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. to prawda czasami się zdarzają mili ludzie choć to bardzo rzadkie

    OdpowiedzUsuń
  7. ooj.. aż łzy w oczach. jak dobrze przeczytać takie dobre historie z życia wzięte :)

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...