środa, 24 kwietnia 2019

Jestem beznadziejna. A ty?



Jestem beznadziejna.
Po prostu beznadziejna.
Nie potrafię nawet porządnie sprzątnąć własnego mieszkania, w którym tysiąc rzeczy zmienia miejsce każdego dnia, a podłogi i ściany brudzą się same, gdy nie patrzę.
Nie potrafię sprawić, żeby słuchały mnie moje własne dzieci.
Nie nadaję się na matkę. Są kobiety, które mają do tego naturalny talent - ale nie ja.

Nie nadaję się do relacji.
Co chwila ktoś mi to udowadnia.
Zależy mi na ludziach, na których nie powinno, którzy zaglądają do mojego życia, gdy jestem im potrzebna na wczoraj. Albo wcale nie zaglądają, bo nie interesuje ich, co u mnie; wiadomo, jestem beznadziejna. Szkoda na mnie czasu.

Są tacy, którzy widzą we mnie tyle talentów tylko po to, żeby mi ich zazdrościć; ale gdy swoim talentem chcę komuś sprawić radość - okazuje się niepotrzebny.
Nie umiem nic ważnego.
Wszystko, co naprawdę potrafię, nikomu się nie przydaje. Jest zbędne. Jest dodatkiem, opcją, czymś, co łatwo można zastąpić.

I mnie też łatwo można zastąpić.
Zamienić. Na kogoś fajniejszego.
Spławić, gdy rozmawiam chwilę za długo, gdy piszę o jedną wiadomość za dużo.

Moje plany realizują się na dziesięć procent. W porywach - na piętnaście. Gdy zaczynam się za coś zabierać, na przykład za napisanie ważnego maila, umiera mi laptop, dwóch sąsiadów zaczyna kuć ściany, a całą rodzina dostaje grypy żołądkowej.
Jak można nie odpisać na jednego maila! Przez półtora tygodnia!
Jestem beznadziejna.

Nawet marzenia mi nie wychodzą.
Dlatego gdy ktoś pyta, co bym zrobiła, gdybym teraz mogła zrobić wszystko, odpowiadam: poszłabym spać. Nie dlatego, że to prawda. Dlatego, że nie muszę wtedy myśleć o tym, jak jest naprawdę.
Bo jest kilka rzeczy, których bardzo pragnę - ale wiem, że na pewno nie nastąpią.
Nie ma opcji.
Nad ranem, gdy najmłodszy znowu zaśnie, a starsi jeszcze nie wstaną, wyobrażam sobie, jak NIE spełniają się moje marzenia. Z rozmachem. Ze wszystkimi raniącymi detalami. Moje serce pokornie przyjmuje wszystkie wyimaginowane ciosy - należą mi się. Przecież jestem beznadziejna.

Nie da się ze mną gadać.
Nie mogę dać więcej niż mam, a nie mam prawie nic, więc po co się ze mną znać.
Nie umiem wychować dzieci.
Mam ciągle niesprzątniętą kuchnię.
Nikomu nie jestem naprawdę potrzebna.

Może któraś z tych myśli jest też twoja.
Może możesz zrobić własną listę...
Może robisz ją codziennie.

Jeśli tak, przestań.

Gdy pozwolisz sobie to wszystko wmówić - to jakby rósł wokół ciebie mur z czarnych tarcz. Jedna koło drugiej, aż koło się zamknie, aż zacznie brakować powietrza, aż nie będzie już widać nic dobrego, pięknego, prawdziwego - tylko samą beznadzieję.
Tylko twoją obezwładniającą niepotrzebność.



To nie jest prawda o tobie, o nie!

To kłamstwa, sprytne i podchwytliwe, które chcą cię zniechęcić. Osaczyć. Sprawić, że uwierzysz, że nic się nie da, nic nie możesz, jesteś do niczego. Że najlepiej będzie robić minimum. Że na nic więcej i tak cię nie stać. Że nikt cię do niczego nie potrzebuje; twojego serca, umiejętności, poświęcenia, miłości. Że nie ma po co być sobą.

To kłamstwa.
Tylko co będzie, jeśli w nie uwierzysz?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...