wtorek, 5 grudnia 2017

Komandos i miłość



- Tyłem - mówię do Piotra, który zamierza zejść z kanapy.
- Ty, ty - powtarza Piotr, ale moją koncepcję bezpiecznego schodzenia ignoruje. Gdyż opracował własną metodę. Skuteczną i nieco bardziej... widowiskową.
A przede wszystkim - swoją.


Jaką?
Ano taką.
Najpierw rozgląda się, czy na kanapie nie leży poduszka, potem zrzuca poduszkę na podłogę, przygotowując miejsce lądowania, a potem wyciąga ręce i leeeeci... głową w dół.
Za pierwszym razem - zawał murowany.
Za piętnastym wciąż lekko zapiera mi dech.
A Piotr, jakby nigdy nic, spada sobie, przewraca się na bok, wstaje i zadowolony rusza przed siebie.
Komandos, ani chybi.

To samo jest w wannie.
Wanna jest duża, a Piotr wciąż mały, więc kąpiel stwarza dużo różnych możliwości, z nurkowaniem włącznie. Nurkowanie wygląda tak, że Piotr siedzi sobie w wodzie i nagle robi skłon do przodu, zanurzając całą twarz i bulgocząc radośnie.
Kiedy taka straszna rzecz przydarzała się Asi albo Witkowi - czekałam już z ręcznikiem, żeby ratować, wyjmować i uspokajać.
Lecz nie Piotra.
Piotr wynurza się nieco skonsternowany, ale zaraz uśmiecha się szelmowsko, przeciera łapką zalane wodą oczy - i nurkuje jeszcze raz.

On, po prostu, prze do przodu. I nie ma w zwyczaju się wycofywać.
Idzie, a jeśli rzeczywistość stawia opór, zaczyna na nią krzyczeć, tłuc małą łapką, a na końcu przykłada z główki. Na przykład ścianie. Na tyle lekko, żeby nie zrobić sobie krzywdy, na tyle mocno, żeby ściana odczuła jego niezadowolenie.

Piotr nie negocjuje ani nie bierze jeńców; świetnie wie, czego nie wolno brać do buzi (małych przedmiotów) i gdzie można je upolować. I czasem wybiera się na polowanie, oglądając się przez ramię, czy patrzę. Zapuszcza się do pokoju starszaków, urywa głowę zabłąkanemu na podłodze ludzikowi Lego, po czym za satysfakcją pakuje do małej paszczy jego kask i ucieka pod biurko, machając ostrzegawczo małą rączką: nie podchodź, mamo, to moja zdobycz, trzymaj się z daleka!

Jeśli przyjąć założenie, że główne cechy charakteru nie zmieniają się, tylko rosną, z Piotrem będzie naprawdę wesoło. Bo jest uparty, niecierpliwy, doskonale wie, czego chce i potrafi się tego skutecznie domagać. A jeśli nie dostaje, straszliwie się wkurza. Co - na jego nieszczęście - jest dość zabawne i przesłodkie.
Przynajmniej przez pierwsze piętnaście sekund.

Nie wiem, co będzie, jak dorośnie. Czy skończy jako facet, który trzaskając drzwiami i rzucając telefonem wychodzi samotnie w las i wraca po sześciu godzinach? A może będzie spokojny i z dystansem do rzeczy wkurzających, i tylko co jakiś czas będzie robił trzysta pompek, żeby spuścić parę z uszu? A może całą tę energię, którą trzeba wkładać w gniew, będzie wkładał w perkusję, tak, jak teraz tłucze łyżką garnki i pokrywki?

Nie wiem. I wcale nie chcę wiedzieć.
Do niczego mi to nie jest potrzebne.

Na razie wystarczy mi pewność, że nigdy nie przestanę go kochać.
I że skoro przez rok tak się zdążyliśmy poznać i polubić, to kolejny rok, i kolejny, i kolejny będzie tylko ją wzmacniał. I wystarczy jej na całe życie.

No jak to - czego wystarczy?
Miłości.




-----

Przy okazji - chwalę się.
Razem z ekipą z mojego/naszego drugiego bloga - Maluczko - zrobiliśmy kalendarz. Do wzięcia w PDF. Jeśli Adwent jest dla Ciebie ważny, ale jeszcze nie masz na niego pomysłu, choć już się zaczął - zajrzyj.

kalendarz adwentowy maluczkomaluczko.com/kalendarz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...