niedziela, 19 listopada 2017

Kochanie przez słuchanie

Ósma rano, poniedziałek.
Siedzimy z chłopakami w kuchni.
Asia z ojcem dzieciom właśnie wyszli do przedszkola. Witek nieco chory. Został w domu, nudzi mu się, Piotr hula po podłodze. Robię śniadanie, jemy, zmywam, zamiatam podłogę.
Witek mówi.


Mówi o parkingu i maszynach, o rakietach i smokach, o duchach i tym, że można je wystraszyć, o tym, co robił u babci, o tym, jak się ma jego gardło i czy lepiej, mówi o blokach wielkich jak rzeka i oceanie wielkim jak blok, i o smoku wielkim jak pół bloku.

Piotrek sygnalizuje, że pora spać, więc kładę go spać, a kiedy wracam do kuchni, jest troszkę po dziewiątej.
- Wies, chcę ci coś powiedzieć, mamusiu - mówi Witek - i leci kolejna opowieść o rakietach.

Zmywam do końca. Wrzucam obiad na gaz. Jemy drugie śniadanie. Robi się jedenasta.
Słucham, słucham, słucham.

Witek robi przerwę na oddech i wypala:
- No kiedy sobie wrescie pogadamy?


Patrzę na zegar i widzę, że mówił do mnie prawie trzy godziny. I wtedy przychodzi sms.
Biorę telefon, żeby odpisać, i słyszę:
- Mamusiu! Chcę ci coś powiedzieć!!!
- Przecież mówisz cały czas - odpowiadam niezbyt uważnie, z nosem w telefonie.
- Chcę ci powiedzieć, że baudzo cię kocham!

Och. Synu.
Tym jednym zdaniem rozwalasz mi system.
Bo tego to ja już baaardzo dawno od ciebie nie słyszałam.

Bo wiecie. My się ostatnio nie lubimy, Witek i ja.


Witek musi stawiać na swoim. Działać po swojemu. Nie wolno mu nic sugerować. Nie wolno poganiać, kiedy guzdrze się tragicznie tylko po to, żeby zaznaczyć swoje odmienne zdanie.
Nic nie wolno. Wszystko musi sam, chyba, że to ja mówię, że musi sam - wtedy dla odmiany natychmiast wymaga mojej pomocy. Jest uparty, wie lepiej, ma swój plan, a ja mam się nie wtrącać.
Klasyczny, trudny do zniesienia facet w gorszym okresie życia.

Wkurzamy się na siebie okropnie.
Bo niby wiem, że to minie, ale tak bardzo utrudnia życie...
Bo niby się staram wytrzymać, znieść, pomóc, zrozumieć, przytulić i pogłaskać - ale zawsze następuje ten moment, w którym trafia mnie szlag. Bo wychodzenie zimą z domu z trójką dzieci, z których jedno na mnie warczy, bo odmówiłam biegania do sklepu po lizaka, drugie leży na podłodze i gapi się demonstracyjnie w sufit, zamiast zakładać skarpetki, a trzecie drze się z gorąca i zębów - ach, to sama przyjemność, radość i luz.

I choćby taka sytuacja zdarzała się raz na miesiąc - i tak trafia mnie szlag. Bo jestem cholerykiem, niestety, choć na odwyku, to jednak i wciąż. A przecież wychodzenie z domu to może jedna dwudziesta tego całego interesu z posiadaniem dzieci.

I proszę: rozwiązaniem okazuje się... słuchanie.


Trzy godziny uwagi.
A przecież to nie były żadne Bardzo Ważne Historie. Opowiadał, przerywał, gapił się przez okno, zastanawiał się, namyślał, zamyślał - i zerkał spod oka, czy ja jeszcze go słucham. Czy wciąż mam czas na najgłupsze głupoty świata smoków i rakiet (oraz holowników i karetek) opowiadane w tempie ślimaczym.

Taki witulkowy papierek lakmusowy dla miłości.

I kiedy to do mnie dotarło, zdałam sobie nagle sprawę, jak bardzo jesteśmy w tym do siebie podobni - mój syn i ja.

Że naszym językiem miłości jest czas. 


I skoro już to wiem - to o wiele łatwiej będzie mi się z nim na nowo zaprzyjaźnić.


Przypomniał mi sie też artykuł Jespera Juula o budowaniu relacji w świecie pełnym elektroniki. Juul pisze tam tak:

"Żeby rozwinąć bliskość emocjonalną i intelektualną w relacji z dziećmi i partnerem, potrzebujemy dwóch–trzech godzin dziennie na bycie razem, w którym jest także miejsce na ciszę i brak wszelkich planów. Wtedy dopiero mamy szansę usłyszeć rzeczy, których nie słyszeliśmy nigdy wcześniej, i sami powiedzieć coś, o czym nawet nie wiedzieliśmy, że możemy powiedzieć. Takie chwile z naszymi dziećmi przynoszą nowe wglądy i są wspaniałą okazją do wspólnego rozwoju."

I jeszcze pisze o tworzeniu wysp bycia razem: o tym, że mimo małej ilości czasu i dużej ilości obowiązków trzeba o to po prostu w swoich najbliższych relacjach zadbać.

I tak bardzo, bardzo ma w tym rację.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...