niedziela, 26 marca 2017

Dzielę się - Share Week 2017

Trwa Share Week 2017. A w zasadzie zaraz się skończy.

Od ponad tygodnia planuję napisać ten wpis, ale nie ma to jak dedlajn, zresztą to silniejsze ode mnie - pisać na ostatnią chwilę. Chyba adrenalina mi wtedy skacze. I uzależnia.
No, ale do rzeczy.


Po pierwsze - robiona po raz siódmy akcja pozwoliła mi się zastanowić, kogo ja tak w ogóle czytam.

No i wyszło mi, że w ostatnim półroczu czytam głównie Budzyńską, Kłosińskiego i Tucholskiego. Jest to nieco problematyczne, gdyż Share Weeke wymyślił Andrzej Tucholski, a w tym roku wśród swoich trzech poleceń ma Budzyńską i Kłosińskiego.

Postanowiłam więc odrobinę zmodyfikować moją trójkę faworytów.

I będzie na niej jakoś tak:

1. Pietruszka, Zochacz i Jachol. Stara miłość nie rdzewieje. A ja wciąż czytam bloga Mamy Pietruszki et consortes i nie zapowiada się, żeby kiedykolwiek mi się to znudziło.
Bo jest lekko, zabawnie, mądrze, inspirująco. A wszystko w króciutkich historiach prosto z życia.
Idźcie zresztą zobaczyć sami, jeśli jakimś cudem nie byliście :)

2. Blog II. Pisze go Jacek Bocheński, rocznik 1926, czyli 90 i pół roku temu. Urodzony w moje imieniny, to może coś tłumaczy.  Życia streszczać nie będę, po historię pisarza zapraszam do Cioci Wiki lub gdzie indziej. Dość, że różni nas wszystko, zwłaszcza poglądy, ale - rany, jak on pisze! Trochę blogerów pisze w stylu blogowym, reszta tylko próbuje, potykają się, kaleczą, produkują grafomaństwo i gnioty - i nie mówię o treści, lecz o formie - a Bocheński tworzy blogową literaturę, zdania są piękne, myśli odpowiednio wyeksponowane, doprawione tym i tamtym w zależności od potrzeb, do tego obserwacje w punkt, lata warsztatu i wprawy, no. Tyle o Bocheńskim.

3. Gosia. Gosia na blogu opowiada historie. Historie są długie, ale za każdym razem wydają się za krótkie. Są prawdziwe i dobre, reportersko-emocjonalne. I mówią o szkolnej młodzieży i o tym, jaka jest dobra, kiedy trafi na właściwego nauczyciela. A także o tym, że ludzie są dobrzy - tylko czasem trzeba im w tym odrobinkę pomóc.

Teraz jeszcze Wam napiszę, czemu Budzyńska, Tucholski i Kłosiński.

Ola Budzyńska, czyli Pani Swojego Czasu - bo to, co ona tam u siebie wypisuje, zwyczajnie działa. Jak się człowiek za siebie weźmie, of kors. Kiedyś się wezmę i napiszę "Jak Ola Budzyńska zmieniła moje życie", ale chyba już nie dziś.

Andrzej Tucholski - co prawda idealnym targetem to ja nie jestem, z moim dziesięcioletnim doświadczeniem zawodowym (nie wiem, jak ja to zrobiłam, skoro wciąż mam osiemnaście lat), ale to co pisze Andrzej, wciąż do mnie trafia. No i jego ostatnio rozpoczęty serial literacki, czyli powieść w odcinkach - mniam!

Jacek Kłosiński - tak, wiem, podobno jest zeszłorocznym odkryciem. Też go zeszłorocznie odkryłam. I jak tylko do mojej skrzynki wpada jego newsletter z info o nowym tekście, rzucam wszystko, co robię, i idę czytać. Nawet przy karmieniu. A to nie byle jaka rekomendacja, wiecie przecież :)

Cecha wspólna tych trzech blogów?
Motywują do ogarnięcia się raz a dobrze.
Cenne, nieprawdaż?

No, to miłej lektury. A ja zmykam pisać dalej.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...