wtorek, 22 listopada 2016

Przed


Pytacie, kiedy wreszcie będzie coś na blogu - więc proszę, proszę bardzo. Oto jest. Kilka moich ulubionych historii sprzed porodu. Tak, na klimat.


***

Dzika godzina. Dla niewtajemniczonych - około siedemnastej, dzieci dostają nagłego przypływu sił i szaleją. Na skutek szaleństwa Witek nabija sobie małego guza. Przybiega do mnie.
- Chodź, przytulę cię - mówię.
Odpycha moje ręce i tuli się do brzucha.
- Bo ja nie chcę się psytulać do ciebie, tylko do Piotusia - oznajmia. - Nie mogę się docekać, kiedy się uodzi, wies?
Hmm.

***

Śniadanie.
- Mamusiu, a czy przy porodzie panie ćwiczą?
- Tak - odpowiadam. - Mogą ćwiczyć na piłce, albo przy drabinkach, głównie po to, żeby - i nie kończę, bo "żeby mniej bolało" może zaowocować kolejnym pytaniem. Kłopotliwym.
- Żeby czuć się lepiej, tak? - wyczuwa pismo nosem Joaśka.
- Tak - potwierdzam z ulgą.
Chwilę je w milczeniu swoją kanapkę z pomidorkiem.
- Mamusiu?
- Tak?
- A co to jest rozwarcie?
Szlag.
No cóż, jak się jest w końcówce ciąży i ma ciężarne przyjaciółki, to nie ma rozmowy bez użycia tego terminu. Nic dziwnego, że dziecko pyta. Biorę byka za rogi i głęboki wdech. A co.
 - Wiesz, to jest taki medyczny termin, którym lekarze określają, czy dzidziuś już się rodzi, czy jeszcze nie. Jak nie ma rozwarcia, to jeszcze się nie rodzi. Jak jest pełne, to zaraz będzie - mówię, błagając w myślach, żeby nie dopytywała, czego to jest właściwie rozwarcie i jak wygląda.
- I wtedy się rodzi i jest taki malutki i cały goły! - rozmarza się Joaśka.
Uff.

***
 
U położnej.
- No, dzisiaj to chyba porodu nie będzie - ocenia zapis KTG pani B.
- A szkoda - mówię - bo mogłabym już urodzić, naprawdę.
- No, jest po terminie - rozważa dalej pani B. - A mieszkanie pewnie już pani sprzątnęła - uśmiecha się.
- Umyłam okna, powiesiłam firanki, ustawiłam książki kolorami, łażąc po schodkach z Ikei - i nic - wzdycham.
- No to jeszcze jedno ci zostaje - dorzuca pani A. - A w sypialni niegrzeczna jesteś?

***

Bardziej od kobiet przedłużającym się czekaniem przejmują się faceci. Poza ojcem dzieciom, oczywiście, bo to nie jego pierwszy poród i zaprawiony w bojach jest. Oraz odporny na czekanie.

Dostaję sms i nie odpisuję od razu. Za chwilę następny:
"Rodzisz?!"
Odpisuję, że jeszcze nie.
"No weź, bo się już nie mogę doczekać!"

Dzwoni R.
- I jak tam?
- No nie rodzę jeszcze.
- Wiem, wiem. Ale wiesz, mogłabyś już urodzić, bo się zaczynam denerwować!

A spróbuj, kobieto, nie odebrać.
- No co tak nie odbierasz i ludzi stresujesz? Myślałem, że już urodziłaś! 

Kochani są, naprawdę.

***

Telefon z narzędzia komunikacji stał się przyczyną domysłów.

Dzwoni K.
- Rodzisz?
- Nie.
- Eee, szkoda. Bo ja sobie wyobrażałam, że zadzwonię, a ty nie będziesz mogła rozmawiać, bo będziesz mieć skurcze!

Dzwoni D.
- I co?
- I nic.
- No, tak myślałam, bo tu słyszę, że miałaś rodzić, ale widzę, że na fejsbuku lajkujesz, czyli pewnie nie urodziłaś.

Ja dzwonię.
Trzy czwarte znajomych zamiast od "słucham" zaczyna od "rodzisz?" - taki nowy synonim. Ciekawe, co by na to powiedział Kopaliński.

Nie odbieram.
Oddzwaniam.
- No? I co? Już?

***

Joaśka z Witkiem bawią się w coś tam pod suszarką, coś tam okazuje się być zabawą w domek. Za chwilę Asia jedzie do szpitala. Witek z nią. Uszy same mi się nastawiają na odbiór.
Po dłuższej chwili wpadają z powrotem do pokoju.
- Zobacz, mamusiu! Urodziły nam się dzieci! Czworaczki! Ja jestem ich mamusią, a Witulek tatusiem! - woła dumnie Joaśka, tuląc do siebie pluszową pandę, królika, jaguarka i wiewiórę. - I teraz będziemy się nimi zajmować!
Potem trochę nie słucham, i nagle:
- Szóste nam się urodziło! - woła J. do Witula. - Mam nadzieję, że bardziej się nie będziemy już kochać, bo nie wytrzymam, jak będziemy mieć tyle dzieci!
- Ale ja cię bardzo kocham - oznajmia Witulek.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...