niedziela, 18 września 2016

Pustynia

Co jakiś czas zdarza mi się kryzys. Dół, chandra, nazwijcie, jak chcecie. I wtedy bardzo, bardzo potrzebuję porozmawiać. Więc obdzwaniam moją krótką listę ludzi, którym mogę powiedzieć niemal wszystko.



Zazwyczaj wtedy nikt nie odbiera. Zupełnie nikt. Jakby się umówili.  To mnie jeszcze bardziej sprowadza do parteru, bo normalnie przecież nie mam problemu, żeby się dodzwonić. Pan Bóg działa przez ludzi, po to mi tych ludzi stawia na drodze, żebym mogła na nich liczyć, prawda? To co to ma być, do jasnej anielki? Dlaczego, kiedy naprawdę ich potrzebuję, nikogo nagle nie ma?  I się czuję, jakbym była na jakiejś cholernej pustyni?


Aż wreszcie mnie olśniło.
Pustynia. Dokładnie tak!

"I wyprowadzę ją na pustynię, i będę mówił do jej serca".

W pierwszym momencie pomyślałam sobie: niemożliwe.
A potem... zaczęłam z Nim po prostu rozmawiać. Jak z przyjacielem.
I odkryłam coś - jak zwykle - oczywistego.

To Bóg chce być moim przyjacielem.
Chce, żebym do Niego się zwracała w pierwszej kolejności. Chce mnie słuchać, jak narzekam, marudzę, płaczę, wściekam się i klnę. Chce ze mną rozmawiać - o każdej porze dnia i nocy. Chce leczyć moje serce. I robi to najlepiej. Chce być pierwszy, przed wszystkimi, najważniejszy.

Polubiłam pustynię. 














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...