sobota, 17 września 2016

Czy umiesz wybaczać?

Trafiłam ostatnio na tekst, który popełnia chyba każda pisząca młoda matka: o tym, ile nowych umiejętności człowiek nabywa, gdy pojawiają się dzieci. Że systematyczność, że cierpliwość, że empatia i inne takie. I to się wszystko zgadza. Ale jest jeszcze coś.



Poza tym wszystkim, co faktycznie macierzyństwo daje, jest jeszcze jedna rzecz. I wcale jej nie widziałam od początku. Dopiero teraz dostrzegam. 

To wybaczanie.


Chyba z nikim nigdy nie przeżyłam tylu kłótni i awantur, co z moimi dziećmi. Jest taki okres w życiu małego człowieka, w którym odkrywa, że może o sobie decydować, ale nie za bardzo mu to wychodzi. Nie znoszę tego. Cierpnie mi skóra na samą myśl o kolejnych spacerach, które w połowie zamieniają się w jeden wielki wrzask "Nie chcę tędy iść!!!" (Żeby było jasne, nie ma tu żadnej alternatywy, nie ma możliwości zawarcia kompromisu, nie ma drogi, którą chce iść: po prostu nie tą - i już). Nienawidzę poranków, w które zamieszanie herbaty albo wlanie mleka do płatków okazuje się być końcem świata - bo moje dziecko zamierzało nalać albo pomieszać samo, tylko zapomniało o tym uprzedzić, choć zazwyczaj uprzedza. I nie ma już odwrotu, pomieszane, nalane, drugiego podejścia nie ma, jest za to krzyk budzący cały pion. A przynajmniej połowę.

Do tego pięknego obrazka dodajcie sobie jeszcze matkę - choleryczkę, która ma naprawdę dużo cierpliwości, ale ta cierpliwość przypomina trochę dmuchanie w balonik: wydaje się, że jest jej coraz więcej, a potem nagle pęka - i to naprawdę słychać. Do moich ulubionych elementów awanturki należy walenie pięścią w stół. Im więcej na nim szklanek i talerzy, tym lepiej, chodzi w końcu o pewien rozmach i widowiskowość, a nie jakieś cienkie popiskiwanie "Synu, czemu to zrobiłeś?".
Jakie ulubione elementy mają w swoich repertuarach dzieci - lepiej nie pytajcie.

No więc: te kłótnie, wrzaski i awanturki to nie przykre a rzadkie wypadki, tylko macierzyńska codzienność. A jak już człowiek myśli, że się cudem skończyły - wracają ze zdwojoną siłą. Psują nastrój, psują dzień, psują plany. Najbardziej mnie.


Bo po nich - po tych moich słodkich, grzecznych dzieciakach, uwielbianych przez sąsiadki - spływa jak po gęsi woda. Pół godziny po awanturce pierwszej klasy już jest cisza i spokój.
- Uspokoiłam się już. Zrobisz mi herbatki? - pyta z uśmiechem Joasia, kiedy ja wciąż jeszcze w zębach mielę mało stosowne przy dzieciach słowa.
- Psytulimy się? - pyta Witulek, cały zasmarkany, chociaż ja jeszcze na niego nie mogę nawet spokojnie patrzeć.

Ale robię tej herbatki. I psytulam. Choć jeszcze przed chwilą największą ochotę miałam wyjść z domu i nie wracać. Obrazić się na dobre i udawać, że wcale nie mam żadnych dzieci.


A potem słyszę gdzieś z głębi moich objęć trochę jeszcze zapłakane "Jus się nie gniewam, wies?" - i nagle czuję, że ja też się już nie gniewam. Że plecy mi się rozluźniają, że ciężar w sercu jakoś się rozpływa. Że już nic, że nieważne. Że się kochamy. Że jesteśmy blisko - i tak nam dobrze.

I kiedy już jesteśmy pogodzeni, kiedy sobie o tym opowiemy - dzieją się jeszcze dwie ważne rzeczy.

Po pierwsze - proszenie o wybaczenie. Nawet, jeśli to nie ja spowodowałam tę całą awanturę, to mam w niej swój udział. I nie był on mily, o, nie.


Po drugie - zapominanie. Żeby zamknąć ten gorszy rozdział. Nie wyciągać go przy kolejnej awanturce. Nie przypominać i nie wypominać. I już nigdy więcej do niego nie wracać.

Wiecie, co jest najbawniejsze w tym mało jednak zabawnym temacie?
Że takiego podejścia uczą ci najmądrzejsi, specjaliści, doświadczeni ogarniacze tematu - i dzieci. 


Że model kłótni "zezłość się, krzycz i płacz, przytul, przeproś, zapomnij" - jest bardzo, bardzo dziecięcy. Chyba dzieciaki inaczej po prostu nie potrafią. Żyją chwilą. Wracają do emocji i zdarzeń, ale nie po to, żeby mieć do kogoś żal. A dopiero potem, od dorosłych, uczą się, że można inaczej.
Taką przynajmniej mam teorię. Co na to psychologia i jej badania - nie wiem. Jeszcze. Ale wiem, że ten model się sprawdza, najlepiej ze wszystkiego. W relacjach z dorosłymi też, chociaż bywa o wiele, wiele trudniej. Bo większość z dorosłych była małymi dziećmi bardzo dawno temu i już wcale nie pamięta, jakie to dobre uczucie - wybaczyć i zapomnieć.

Fot. Ojciec dzieciom

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...