piątek, 15 kwietnia 2016

Wiosna, czyli trochę za dużo wszystkiego

Jest taki moment, w którym wszystko zaczyna się dziać naraz.

Zaplanowane zadanie, logicznie rozłożone w czasie, nagle się przesuwają i dezorganizują. Zaplanowane strefy buforowe - bo przecież wiadomo, że coś wypadnie, ktoś zadzwoni, ktoś rozbije sobie głowę, a ktoś jeszcze nie odpisze na maila na czas - kurczą się i nie wystarczają.
Plan dnia pęka w szwach, chociaż wcale miał nie pękać. Tu znika kwadrans, tam godzina, w końcu brakuje doby. Czas przesuwa się między palcami, wymyka, nie pozwala sobą zarządzać. Wystarczy jedna prośba, której nie można odmówić, jedna dodatkowa, mała rzecz, żeby wszystko się posypało jak domek z kart.

Rzeczy dawno już wyrzucone z kalendarza wpychają się do niego na siłę, nieproszone. A w głowie i sercu panoszy się frustracja, panika i poczucie, że znowu trzeba z czegoś rezygnować. Zbawienna rutyna zamienia się w kajdanki, a elastyczność w narzędzie zbrodni na chwilach odpoczynku.

Tak jest.
Przyszła wiosna.
A każda wiosna zmienia wszystko.

I to bardzo dobrze. Bo trzeba wreszcie podjąć niepodjęte decyzje. Trzeba wytrzepać kalendarz jak dywan po zimie. Trzeba zmieniać, bo bez zmian życie staje się nieznośne.

A przede wszystkim - trzeba powietrza, przestrzeni i (całkiem niedużo) czasu.

























Innego spojrzenia trzeba. Oderwania na chwilę od tego, co jest, żeby móc do tego wrócić raz a dobrze, zdecydowanie i bez sentymentów.

Choć odrobinę wypoczętego umysłu.
Nowej perspektywy.
Najlepiej z wysoka.





























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...