niedziela, 6 marca 2016

Matka na niedzielę. Bez słowa

Z dzisiaj. Przypowieść o synu marnotrawnym, czyli o miłosiernym ojcu. Odsłona druga.


"A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go (...)"

Kiedyś już pisałam o tym, co znaczy dla mnie "a gdy był jeszcze daleko". Dzisiaj za to usłyszałam co innego.

Otóż ojciec milczy.

Kiedy syn nadchodzi - ojciec się wzrusza, wybiega mu na spotkanie, rzuca się na szyję - i milczy.

Kiedy syn zaczyna swoją przygotowaną kwestię - ojciec mu przerywa, ale nie mówi do niego, tylko do sług.

Wyjaśnia sługom. Wyjaśnia zazdrosnemu bratu.
Do wracającego syna nie mówi ani słowa!

Nie ma tu żadnego "Co ty narobiłeś".
Nie ma też "Jak dobrze, że wróciłeś".

Są tylko gesty. I milczenie.

I tak sobie myślę, kiedy patrzę na moje dzieci, przychodzące niepewnie, żeby mi powiedzieć, że coś przeskrobały: że to jest najlepsza metoda.

Nie krzyczeć. Nie robić wyrzutów. Nie chwalić, jeśli nie ma za co.
Kochać. Pokazać miłość gestem: przytuleniem, całusem.
I milczeć.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...