niedziela, 7 lutego 2016

Matka na niedzielę. Na głębię

(Łk 5,1-6)
Zdarzyło się raz, gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret - zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać.


W macierzyństwie często tak jest.
Na przykład cała cierpliwość, empatia, chęć wysłuchania dziecka ulatnia się po piątej awanturze. Bezpowrotnie się ulatnia. Cały dzień próbowaliśmy - i nic nie wyszło.

Zamiast po raz szósty spokojnie podejść do mojego rozwrzeszczanego dziecka, zamiast jeszcze raz je przytulić, jeszcze raz uspokoić - ja też zaczynam krzyczeć. Jestem zmęczona. Mam dość. Zrobiłam wszystko, co mogłam. I nie wyszło. Chcę odpocząć.

Zupełnie jak Piotr, który łowił całą noc. A łowienie to nie jakieś tam kołysanie się w łódce z wędką. To ciężka praca.

I Piotr ma dość. Wynik - zero. Do domu, spać. Odespać zmęczenie i rozczarowanie.

I wtedy właśnie przychodzi Jezus.
A mógł przecież przyjść na początku, prawda? Pobłogosławić im i sprawić, że połów będzie obfity. Ale nie. Najpierw Piotr i jego koledzy posmakowali beznadziei. Przecież byli doświadczonymi rybakami - a tu nic. Ani rybki. Potem jeszcze słuchali, jak Jezus naucza.

I wtedy cieśla, który zna się na rybach, że ho ho, każe im płynąć tam, gdzie już łowili całą noc, i oczekuje, że popłyną.
A oni mogliby Go wyśmiać. Powiedzieć: nie znasz się. Mogliby zostać i iść do domu spać.
Ale płyną. Bo słuchali, jak mówił. I najwyraźniej załapali, że warto.
Efekty są nadzwyczajne. Tam, gdzie nie było nic, nagle pojawia się obfitość.

I tak samo jest ze mną.
Kiedy zamiast protestować i krzyczeć, zamiast mówić "teraz już sama się uspokój" i mieć serdecznie dość wrzasków, jeszcze raz wypływam na głębię dziecięcych emocji.
Tylko dlatego, że kiedyś Ktoś kazał komuś napisac, że miłość cierpliwa jest.

Właśnie dlatego.

I wtedy nagle wszystko się uspokaja. I w mojej sieci jest mnóstwo ryb. Całkiem spokojnych i wcale nie wrzeszczących histerycznie.

Czasem musi być naprawdę trudno, żeby zrozumieć, co jest najważniejsze.
A jak już się zrozumie, nic nie jest trudne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...