piątek, 11 grudnia 2015

Kiedy dzieci mnie wkurzają. Pięć sposobów na złość

Złość. Gniew. Furia.
Bardzo dobre uczucia, jesli umie się je wykorzystać.
Nieszkodliwe, jeśli umie się nad nimi zapanować.
A ja już umiem.
No, przynajmniej czasami.


Kiedy rzeczywistość przekroczy granicę mojej wytrzymałości, w sekundzie wpadam w złość. Dawniej zdarzało mi się to rzadko, bardzo rzadko. Od kiedy mam dzieci - znacznie częściej.
Bo dzieci mnie wkurzają. Czasami naprawdę bardzo. Czuję się wtedy jak solidna burza z piorunami. I nie ma w tym nic złego, że bywam na nie wściekła.

Ale kiedy już wpadnę w taką konkretną złość, nie mogę sobie pozwolić na wrzaski, trzaskanie drzwiami, rzucanie talerzami albo grubszym słowem. Bo mam dzieci.
No dobra, talerzami nie rzucam tak czy siak.
Jak sobie radzę?

Załatwiam trudne sprawy w urzędach i BOK-ach


Brzmi jak niezły dowcip, i zależy też od rodzaju sprawy, ale jeśli to rzecz z gatunku "należy mi się i proszę od pół roku bez rezultatu" - telefon wykonany w chwili furii sprawia, że wszystko jest załatwiane od ręki i jak trza. Na spokojnie jestem miła i łagodna, a w dodatku czasami brzmię przez telefon jak szesnastolatka. Złość sprawia, że w moim głosie pojawiają się sugestie cienkich a ostrych narzędzi. To działa. A poczucie skucesu związane z załatwieniem trudnej i starej sprawy szybko poprawia mi samopoczucie.

Współczuję 

 

Jestem miła dla pani w piekarni, na którą przed chwilą marudny klient nakrzyczał.
Zaczynam rozmowę z sąsiadką, która ma kłopoty ze zdrowiem, i pozwalam jej się wygadać.
Pytam sprzedawczynię z całodobowego, jak sobie radzi na nocnej zmianie, a potem wyrażam podziw i współczucie.
To też działa. Ponieważ to obce osoby, staram się pohamować przy nich złość, a kiedy skupiam się na czyichś problemach, moja wściekłość się rozprasza. Nie wiem, co na to psychologia. Może to nawet lepiej.

Pozwalam sobie na chwilę zapomnienia 

 

Poświęcam kwadrans na wciągający kryminał albo internetową gierkę logiczną. Warunek: to musi być naprawdę wciągająca czynność. Oderwanie się od rzeczywistości pozwala do niej wrócić z dystansem i wtedy człowiek bardzo się dziwi, że go taki drobiazg wkurzył.

Ćwiczę 

 

Najlepsze są pompki. Przy siódmej odbiera mi dech i złość znika. Gdybym biegała, pewnie szłabym pobiegać. Tyle, że nie można iść pobiegać, jak nie ma z kim zostawić dzieci. Dlatego zostają mi rzeczy możliwe do zrobienia w domu. Sto szybkich brzuszków też świetnie robi. Koncentracja na ćwiczeniu, konieczność oddychania i fizyczny ból (no, jak się ma mięśnie-widmo...) bardzo szybko wyrzucają złość z głowy.

Kocham

 

Bo kiedy kocham - potrafię patrzeć ponad własną złością. Mimo wściekłości szukać przyczyn, motywacji, sposobu. I stać mnie wtedy na empatię. Dzięki niej mogę wszystkim zobaczyć biedne, małe stworzonko, nie radzące sobie z własnymi emocjami i do tego przytłoczone moimi.
Moje dziecko.

Nie szkodnika, nie psuję, nie marudę, nie złośnika, nie małego terrorystę.
Małego człowieka z potrzebą bycia rozumianym, zauważanym, akceptowanym, kochanym. Tu i teraz. W każdym nastroju, jaki ma. Kochanym z całym uporem, złością, naiwnością i bezradnością, jakie w sobie akurat nosi człowiek, który dostał mnie jako swoją matkę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...