czwartek, 19 listopada 2015

Z pamiętnika starego blogera


Zaglądam sobie ostatnio w różne nowe miejsca w blogosferze. Takie, które mają miesiąc, dwa, pół roku. I widzę, jak bardzo się zmieniło podejście do blogowania na przestrzeni ostatnich kilku lat.
Te blogi, które dopiero startują, bardzo się starają wyglądać profesjonalnie.  Szablonik, piękna strona o mnie, socjale, zakładeczki, perfekt zdjęcia z fotostoka, spersonalizowana grafika: cud, miód i orzeszki.

Przypominam sobie, jak ja zaczynałam. Z moim tłem w kropki, które jakiś anonimowy komentator polecił mi szybko zmienić.


 Z bannerem narysowanym ołówkiem, zeskanowanym i wrzuconym na górę. I zupełnie bez zdjęć.
Tak, dobrze czytacie - bez zdjęć.

Czytam sobie wpisy w różnych grupach dla blogerów: o zdobywaniu fanów na fejsie, o istnieniu w innych socjalach, o własnej domenie jako konieczności. Czytam o stu innych rzeczach, które mają pomóc bloga rozhulać, rozpowszechnić, sprawić, że będzie pływowy i dochodowy. 
 O tym, jak pisać recenzje smoczków, jak nie wyjść źle na barterze i dlaczego firmy nie chcą blogerom płacić. Jak wszystko zrobić tak, żeby blog wyglądał najestetyczniej w świecie. I miał dwadzieścia tysięcy fanów na fejsie.

Czytam, oglądam - i trochę już nie mogę. Dla mnie esencją bloga jest treść.


Wkurza mnie, kiedy napisanie tekstu zajmuje mi czterdzieści minut, a kolejną godzinę użeranie się ze zdjęciami, układem, wrzucaniem linków na fejsa i G+.
Nie chce mi się analizować tych wszystkich danych, które zbiera dla mnie Google Analytics, a z których tak naprawdę dla mnie niewiele wynika.

Nigdy nie zamierzałam - i wciąż nie zamierzam - na blogu zarabiać, monetaryzować go, spieniężać, wchodzić we współprace afiliacyjne i zwiększać zasięgu przez gościnne występy w telewizjach śniadaniowych. Wszystkim proponującym mi współpracę mimo zniechęcającej zakładki "o mnie" grzecznie odpisuję, że nie, dziękuję, nie wchodzę w to.
Jedyne, co mi się marzy, to kilka naprawdę dużych akcji, które jako blogerka chciałabym przeprowadzić we współpracy z naprawdę poważnymi graczami na kilku rynkach. Ale do tego trzeba dużo czasu,  a ja go na razie nie mam.I dzieci jeszcze nieco za małe.

Z drugiej strony podejście do blogowania mi się zmienia. Może właśnie dlatego, że mam coraz mniej czasu. I coraz więcej pracy, którą bardzo lubię. I coraz większe dzieci, które są w większości samodzielne - ale paradoksalnie wcale nie potrzebują mniej mojego czasu.

Widzę, że wiele pomysłów, które sprawdzają się na innych blogach, u mnie nie sprawdza się w ogóle. Ani trochę. Im bardziej oddalam się od początkowego zamysłu, tym jest mi gorzej. Wikłam się w tak uwielbiane i polecane cykle, które u mnie - poza jednym - nie mają oddźwięku. W odsłonach, nie w komentarzach. Próbuję tego i owego, i za każdym razem dochodzę do wniosku, że to, co wychodzi mi najlepiej, to pisanie.

Nie mam czasu, nie mam systematyczności, nie mam treści poradnikowych.   Mam tylko talent.

I coraz większą niechęć do przymusu robienia wszystkiego tak, jak polecają znani i szanowani blogerzy. Z całym szacunkiem dla nich. To po prostu nie moja droga.

Tylko jaka jest moja?
Nad tym się ostatnio właśnie zastanawiam. Dlatego mało piszę. I nie korzystam z cudzych rad, żeby publikować wpisy systematycznie, żeby liftingować stare i wrzucac na nowo, jak to ktoś ładnie określił "na wypadek braku czasu albo choroby". Bo dla mnie to nie jest autentyczne. Piszę wtedy, kiedy chcę. A najlepsze jest to, że Wy wciąż jesteście. Wciąż czytacie. Wtedy, kiedy piszę mało.

Mogłabym pewnie wrzucać wpis co dzień, o tym, co powiedział Witulek, jak Asia wygląda w nowej sukience i co upolowałam w Lidlu, ale przecież nie o to chodzi.

Szanuję Wasz czas, który poświęcacie na czytanie mnie. I z szacunku do Was  nie będę pisać o niczym.


Za to nieśmiało pojawia się w mojej głowie trochę inna formuła. Nie na zawsze. Na trochę. To też jest piękne w blogowaniu - że można sobie próbować, eksperymentować, a jeśli efekty nie są takie, jak się chciało - iść w zupełnie innym kierunku.

I na koniec jeszcze taka myśl - wyrachowana, jakby napisał Kucharczak. Najlepsze blogi są na bloggerze. Z tym blogspot.com na końcu, wszystkie niemal na jednym szablonie, zwykłe, wyglądem zdradzające, że mają już ze trzy-cztery lata.
I pełne życia. Prawdziwego.

Czytam je zachłannie jak najlepszy reportaż. Jak dobrą książkę. Zwłaszcza te, na które do tej pory nie trafiłam i teraz je odkrywam. Nie mają fanpejcza na fejsie ani istagrama. Nie mają zakładki "współpraca" ani barterowych bannerów i stu konkursów na miesiąc. Nie mają wysmakowanego, minimalistycznego dizajnu, logotypu z graficznej pracowni i spójnej, zindywidualizowanej polityki wizerunkowej*.Ale mają to coś, w blogach najważniejsze: życie. Zwykłe, codzienne, proste albo i nie. I chwała za to ich autorom i autorkom.


*To nie znaczy, że jestem przeciw. Czasem tylko się rozczarowuję, kidy trafiam na taki blogowy przerost formy nad treścią.

11 komentarzy:

  1. U nas to już drugi blog ale na tym pierwszym było podobnie ;) tło w chmurki 0 zdjęć itp.
    www.kolorowe-usta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mój pierwszy blog dla odmiany był po prostu niebieski:)

      Usuń
  2. Mój pierwszy blog? Jakieś 15 lat temu. I nadal istnieje - Sieć niczego nie zapomina. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten z kolczykami? Czy jeszcze inny? :)

      Usuń
    2. Inny, starszy. :) Taki typowy dziennik internetowy.

      Usuń
  3. ech, Młoda Matko - jak zwykle w sedno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo sedno się plącze w pobliżu. Samo sobie winne :)

      Usuń
  4. Oh, a ja blogi kiedyś bardzo zmieniałam. Co chwilę inny :D
    Mam nadzieję, że z tym tak nie będzie. ;)
    Pozdrawiam,
    Panna Natja

    OdpowiedzUsuń
  5. ostatnio czytałam sobie porady dotyczące seo itp. i nawet tam było napisane, że możesz sobie przestrzegać tych wszystkich zasad albo nie, ale dobra treść obroni się sama. na klasycznym blogu (nie fotoblogu lub jakimś z poradami itp) treść jest najważniejsza. wygląd liczy się w pierwszym momencie, bo może przyciągnąć bądź odstraszyć nowego czytelnika, ale chwilę później może odstraszyć go jakiś tekst i wtedy już raczej nie wróci. poza tym moda na blogach działa tak samo jak wszędzie indziej - nie można jej zbytnio eksploatować. ja już mam np. dość blogów, które wyglądają jak z Ikei. ważne jest też, żeby tekst miał dobrą edycję, bo jak widzę 6000 znaków ciągiem i bez żadnego obrazka to raczej tego nie czytam.

    OdpowiedzUsuń
  6. polecam blog pełen Życia: rodzinailustrowana.pl

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...