wtorek, 27 października 2015

W6K. Więcej warzyw! Zadanie # 3

Po ostatnich dwóch tygodniach w totalnym niedoczasie wracam do świata ludzi odrobinę zorganizowanych. Właśnie odprowadziłam Joasię i Witulka do przedszkola i w drodze powrotnej zajrzałam do warzywniaka. I zapisałam kulinarny plan na następne dni.
Co w tym planie?
Warzywa na wiele sposobów, oczywiście. 

Po pierwsze - sok.

Zawsze chciałam robić w domu soki owocowo-warzywne. Ale, ale. Sokowirówki i inne wyciskarki, że je tak sobie chwilowo wrzucę do jednego wora, są albo drogie, albo czasochłonne. maiłam czasochłonną, mycie wszystkich elementów po kolei mnie wkurzało, więc czekałam, aż budżet domowy się rozciągnie i kupimy ręczną wyciskarkę. Budżet, jak to zwykle z nimi bywa, się nie rozciągnął. Podeszłam więc do sprawy racjonalnie, policzyłam, ile czasu zajmuje mi zrobienie półtora litra soku - począwszy od przygotowania owoców, skończywszy na myciu sokowirówki, okazało się, że to trzydzieści pięć minut. Zaakceptowałam ten fakt i teraz robimy soki.
Dzieci - uwielbiają.

Sok za każdym razem jest trochę niespodzianką, bo eksperymentujemy ze wszystkim, na co pozwala producent, i wrzucamy do maszyny, co nam przyjdzie do głowy. Zabieram dzieciaki do warzywniaka, pozwalam im wybierać owoce i warzywa do soku, potem wspólnie obieramy i wrzucamy w ryczącą czterdziestkę.

A potem wychodzi nam zielony sok - z zielonej papryki, selera, jabłek, gruszek i winogron. Albo pomarańczowy - z  jabłek, pomidorów, marchwewi i czerwonej papryki. I tak dalej, i tak dalej.
Najlepsze jest to, że w soku można przemycić warzywa, które zazwyczaj nie cieszą się u nas powodzeniem.

Po drugie - pasta.

Ponieważ od pięciu miesięcy jem rozdzielnie, szukam zamienników nadających się do chleba (oddziela się białko od węglowodanów, więc kanapka z szynką albo pasztetem odpada). Sam chleb z masłem i warzywa do chrupania są fajne, ale ileż można!

Dlatego co jakiś czas eksperymentuję z pastami.
Pastę robi się bardzo prosto, jeśli ma się blender. Ja mam zwykły, ręczny - i daje radę. Podstawą pasty są ziarna: fasola, soczewica, cieciorka - a do niej dodajemy gotowane, duszone lub pieczone warzywa. I przyprawy. Wszystko miksujemy - i gotowe! Mniam.

Inspiracji szukam na blogu Am mniam - zresztą bardzo Wam go polecam. Autorka, podając przepisy, zaznacza przy okazji, dla jak dużych dzieci nadaje się konkretne danie.
I na przykład pasta z fasoli i pieczonych warzyw - już od 12 miesiąca. Cenna informacja.

Po trzecie - co jecie?

To właśnie nasze dzisiejsze zadanie.
Dwuetapowe, a co tam!

1. Zainspiruj.

Co robisz z warzyw, żeby - ekhem - nie wyglądały na warzywa? Pasztety, musy, kremy, pasty, soki?
Podziel się z nami przepisem. Tu, na blogu, w komentarzu - albo w naszej fejsbukowej grupie. A może blogujesz i podrzucisz link do siebie?

2. Zrealizuj.

Czy jest jakiś warzywny przepis, który od dawna chcesz wypróbować, ale ciągle nie ma czasu, chęci, możliwości? Zrób to w tym tygodniu!

Ja zamierzam wreszcie zrobić warzywny pasztet z soczewicy. Zabieram się za niego od dwóch miesięcy i widzę, że dopóki nie zacznę go robić, pozostanie w sferze planów. Więc teraz ja sobie piszę, a soczewica moczy się grzecznie w miseczce.
Druga rzecz, której chciałabym się nauczyć - to warzywny bulion. Taki, który smakuje lepiej niż najlepszy rosół. Chcę sprawdzić, czy to w ogóle możliwe!


Jak co tydzień czekam na Wasze komentarze. Dajcie znać, że jesteście, bo w statystykach widzę, że czytacie, ale czuję się trochę, jakbym pisała w pustą przestrzeń:) A odrobina motywacji jesienią bardzo, bardzo w cenie!












1 komentarz:

  1. pasty są bardzo fajne! szczególnie te fasolowo-soczewicowo-ciecierzycowe, ale zawsze zapominam namoczyć ziarenka

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...