czwartek, 1 października 2015

Mała apokalipsa w dyskoncie spożywczym


Kwadrans przed ósmą.
Wchodzę.
Mija mnie niska blondynka, pod pachą trzyma kolorowy, dziecięcy polarek. Za nią grubsza brunetka ściska kurczowo dwie kurtki - różową i granatową. Kawałek dalej stoi potężny facet, w jednej ręce trzyma małą różową bluzeczkę, drugą przyciska do ucha telefon. Wygląda na nieco zagubionego.
- To jest osiemdziesiąt sześć, ale chyba jest trochę duże - słyszę, przechodząc koło niego.
W oddali widzę już dziki tłum, otaczający kosze.
Witamy w Lidlu.


Dzisiaj mi się udało: chory ojciec dzieciom został w domu z chorymi dziećmi, a nieco zdrowsza ja wybrałam się na polowanie. Gdyby dzieci szły do przedszkola, do Lidla dotarłabym może na dziewiątą, żeby obejrzeć nędzne resztki pozostałe po najeździe mam, babć, cioć i zdezorientowanych dziadków.
Chcę kupić Joasi zimowe buty, bo te lidlowe kosztują trzy-cztery razy mniej niż w sklepie z dziecięcym obuwiem. I są porządne. Dojcze, dojcze, wiadomo. Poza tym na krótkiej liście mam jeszcze kilka rzeczy.
Inni też je mają. Wszyscy ukradkiem patrzą sobie na ręce.
Jakaś pani w wieku babciowym dzwoni do koleżanki, która jest najwyraźniej w drugim Lidlu. Konsultują rozmiary: tu nie ma, tam jest. Pani koło mnie, szukająca butów w innym rozmiarze niż ja, zdradza, że właśnie była w tym drugim Lidlu i tam były takie numery, jak szukam, dwadzieścia osiem, dwadzieścia dziewięć - duże. Na piechotę poszła, zaraz rano, ale nie znalazła tego, co chciała, więc przyszła tu.

Tłum rośnie, w koszach jeden wielki bałagan, tu chyba były kurtki, ale teraz jest wszystko: spodnie, skarpetki, bluzeczki, bluzy, buty. Trudno się połapać. To pierwsza fala złożona głównie z babć. Potem, koło dziewiątej trzydzieści, będzie przerwa, pracownicy uporządkują to,co zostało, i koło dziesiątej zjawi się druga fala - mamy z wózkami. Do dwunastej z kurtek i polarów nie zostanie niemal nic.

Parafrazując pewną piosenkę:
"Ciuchy z Lidla są dobre,
bo są dobre i tanie,
kupujemy je przez cały czas"

Czasem wyobrażam sobie, jak jedna sąsiadka puka do drugiej i woła:
- Krycha, spodnie do Lidla rzucili!
A potem obie pędzą na złamanie karku, żeby dostać choć po parze.
I ja też pędzę. Bo te ubrania są dobrej jakości. I ze dwa-trzy razy tańsze niż w sklepie z ubraniami. A dziecięce ubranka kosztują. Nasz budżet średnio to znosi. Gdybym miała każdej jesieni kupić dzieciom nowy zimowy zestaw w jakimś dziecięcym sklepie, lekką reką wydałabym z pięćset złotych. A w Lidlu wydaję dwieście. Jest różnica.

Wracam do domu z niemal wszystkim, co chciałam, w tym z polarkiem w paski, który wypatrzyła w gazetce Joasia. Był - jeden jedyny. Założyła go i nie chce zdjąć. Zgodziła się nawet na zdjęcie.
Buty okazały się za małe.

Smutne to jest, ten tłum przy koszach przed ósmą rano, gorączkowo szukujący odpowiedniego rozmiaru bluzy dla swoich dzieci. Smutne, bo widać, jak bardzo jesteśmy niezamożni. Jak musimy szukać okazji, uganiać się za produktami z gazetek. Żeby wystarczyło.
Czasami wyobrażam sobie, że kamery monitoringu nagrywają te akcje rozgrywające się w poniedziałki i czwartki, a potem pracownicy obsługi montują z tego krótkie filmiki dla właściciela. A on siedzi sobie w skórzanym fotelu, z cygarem, i śmieje się w kułak z biednych Polaczków.

Smutniejsze jest co innego. Jak ustaliła nie tak dawno temu brytyjska dziennikarka śledcza Claire Provost, właściciel Lidla I Kauflanda przez ostatnie dziesięć lat dostał od Banku Światowego około 900 milionów dolarów na rozwój w Europie Środkowo-Wschodniej. Te pieniądze w założeniu miały iść na pomoc drobnym przedsiębiorcom, rolnikom - żeby znaleźli nowe rynki zbytu. Nic takiego się nie stało, rolnicy mają ceny na granicy opłacalności, mali przedsiębiorcy muszą się zebrać w duże zrzeszenie, żeby dostać zamówienie.

Głupia perspektywa: nie stać mnie na nasze, więc dokładam się do rujnowania polskiego rynku.

5 komentarzy:

  1. Tak, to faktycznie trochę słabe. To samo jest z osławioną " chemią niemiecką". Wschód(w domyśle Polska i dalej) dostają jakieś rozrzedzone ochłapy tego co jest faktycznie w proszkach i płynach zachodnich. Jesteśmy chyba troche postrzegani troche jak obywatele 2 kategorii w UE. Niemniej dajemy się pociąć za styropianowe crocsy za 60 zł byle tylko je mieć. Nie wiadomo czy jednak sami naszą pokrętną mentalnością nie wspieramy takiego obrazu Polaków...

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja dziś wyhaczyłam polarek w Biedrze, o. ;) (też żałuję, że nie wspieram w ten sposób polskiego biznesu. Lubię kupować polskie a dobre - np. firmy mroofi, Terjan, Pinokio. Ale, ale, wiadomo, jak z ceną... więc najczęściej trafiam do dyskontów, albo na wyprzedaże).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście bez przecinka przed "albo". ;)

      Usuń
  3. Faktycznie tak to jest w tym Lidlu zwłaszcza!!! Ja w tym roku kupiłam młodej kozaczki w ...Deichmannie - trafiłam na przecenę modeli wyłożonych jeszcze z zeszłego roku, co prawda 69zł, ale za to eleganckie :) Na te śniegowce z Lidla, młoda juz za duża trochę, poza tym mimo, że są świetne bo miała je kilka zim z rzędu, stwierdziłam, że jako uczennica czas na kozaczki :) Kurtke upolowałam w Pepco - polecam :) PS wyrób sobie kartę do ccc lub Deichmanna!!! WARTO :) karta nic cię nie kosztuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. no cóż w lidlu ciuchy sa bardzo dobrej jakości trzeba to przyznać i w biedronce też niezłe więc się kupuje... a ciuchlandy szał minął choć czasami wchodzi się i jakieś perełki dla dzieci się znajdzie...

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...