poniedziałek, 14 września 2015

Witaj, prawdziwe życie, czyli migawka z przedszkola

Ostatni tydzień przedszkola został nam oszczędzony, bo dzieciaki złapały wirusa i siedziały w domu. Dzisiaj wróciliśmy. Z tą tygodniową przerwą to chyba jeszcze gorzej. Nie wiem, czy dla nich, czy dla mnie.

Wiecie, co jest najgorsze w przedszkolu?
Zostawianie dzieci w sali.

Przekroczenie progu sali wiąże się z rykiem. Nie za każdym razem, oczywiście. Ale obserwuję, jak spada im morale. W domu Joasia opowiada, w co się będzie bawić i jak. W drodze do przedszkola radośnie podskakuje. W szatni zmienia sama buciki. W połowie korytarza  na jej buzi pojawia się podkówka, a w progu sali zaczyna wrzeszczeć. Nie, że tam płakać. Nie, że tam krzyczeć.

Znacie ten wibrujący, wysoki wrzask wściekłego i trochę wystraszonego dziecka?
Właśnie z takim wrzaskiem zostawiłam dzisiaj dzieci w przedszkolu.
Oboje.

Z wyrzutami sumienia, bo złamałam swoje zasady.
Z ulga, że nie muszę tego wrzasku słuchać, i z wyrzutami sumienia, że czuję tę ulgę.

Jesli zapytacie mnie o to, jaka rzecz w moim osobistym rankingu rzeczy, który nie znoszę, jest na pierwszym miejscu, oto odpowiedź. Odprowadzanie dzieci do przedszkola.
To jak patrzenie na wzbierające na horyzoncie tsunami, na które nic nie możecie poradzić. Tylko je przyjąć. I przeżyć.

A że dziś zaczynam wreszcie nową pracę, trochę mało mam miejsca na przyjmowanie fali cudzych trudnych emocji. Moje własne dzisiaj wychyliły się z kryjówek i pojemniczek na emocje dzieci został zmiażdżony i wyrzucony na śmietnik emocjonalny. O.

Niech żyje stres, zły doradca matek dzieci adoptujących się w przedszkolu.

Otrzymałam za to wsparcie ze strony pań przedszkolanek, zadowolonych z takiego obrotu sprawy.
Dzisiaj bardzo, bardzo chcę im wierzyć, że tak będzie lepiej.

No cóż.
Żegnaj, adaptacjo.
Witaj, prawdziwe życie.


5 komentarzy:

  1. Najgorsze są poniedziałki... Albo po chorobie... Wiec dzisiaj była kumulacja. Nic to pierwszy miesiąc minie i bedzie dobrze... Żyję tym przeświadczeniem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, nawet nie wiesz, jak bardzo ja TEŻ:)

      Usuń
  2. Tak bedzie lepiej. Mysle, ze panie 'wokamngnieniu' uspokoily mlodziez, ktora to zazwyczaj zaskakujaco szybko odzyskuje zdrowy rozsadek, gdy tylko protoplasci znikaja za horyzontem. Niewykluczone, ze mlodziez wyczula twoj niski biorytm zwiazany z nowa praca i klebem wlasnych, zapewne rownie trudnych emocji i postanowila wykorzystac sytuacje. Mam nadzieje, ze nie upatrujesz tu swojej kleski, ani nie brodzisz w wyrzutach sumienia. Kryzys placowkowy mniejszy lub wiekszy, przychodzi zawsze, gdy okazuje sie, ze uczeszczanie to dozywotni wyrok, a nie nowa, okazjonalna forma spedzania wolnego czasu. Trzymam kciuki, by personel dal rade :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie brodzę. Nakrzyczałam na pana na poczcie, bo on zaczął i nie miał racji (ach! jak my to wszyscy lubimy) i od razu mi lepiej. Nawet nie myślę o dzieciach, tylko o odzyskanej wolności. Od dwóch godzin nie robiłam jedzenia, picia, nie wycierałam pup i nie ocierałam łez.
      Kocham być zastępowalna.
      Też trzymam kciuki. I podziwiam szczerze wszystkie przedszkolanki, zwłaszcza we wrześniu.
      Dzięki za komentarzowe wsparcie:)

      Usuń
    2. Super komentarz Pani Kaczki! Podpisuje się wszystkimi kończynami! (choć ja nie umiałabym tego ująć w tak błyskotliwy sposób). :)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...