czwartek, 24 września 2015

Podręczna apteczka Młodej Matki

Znowu dopadło nas choróbsko, siedzimy w domu, próbuję pracować, dzieci próbują się bawić, kichamy, kaszlemy, smarkamy i czekamy na tatusia. W związku z tym mam ogromną ochotę ponarzekać sobie na blogu. Ale oszczędzę Was i zrobię coś konstruktywnego. Niech się przydaje.

Po pełnym chorób zeszłym sezonie jesienno-wiosennym mam już pewną wprawę, a w mojej apteczce są teraz nie przypadkowe leki zaordynowane przez kolejnych lekarzy, tylko konkretny zestaw pierwszej wirusowej pomocy. A w nim, co następuje.

1. Czarny bez, czarny bez. Pod dwiema postaciami (och, skrzywienie zawodowe). Suszone kwiaty - napotne oraz syrop z owoców - antywirusowy. Bardzo, bardzo antywirusowy. jako że apteczny kosztuje 120 zł za litr, zrobiłam swój i bardzo polecam.

2. Lipa. Albo ususzona własnoręcznie, albo apteczna herbatka do zaparzania.

3. Szałwia. Jedna w torebkach w apteczce, druga, świeża, na balkonie. Niezastąpiona.

4. Miód. To jest mała apteka sama w sobie.

5. Tymianek - tym razem w przyprawach - i na balkonie. Robi się z niego syrop wykrztuśny.

6. Do tymianku pasuje podbiał, więc zrobiłam z niego syrop wiosną, ale... spleśniał. I musiałam wylać.

7. Witamina C. Nie tam żadna w kropelkach,  kwas L-askorbinowy  czysty do analizy. Kilo białego proszku. Działa niesamowicie. Jeszcze mnie nie zamknęli.

8. Witamina D - tym razem już apteczna.

9. Calcium. Co prawda odkryłam, że działanie bananowego wapna w syropie dla dzieci wynika z tego, że jest w nim benzoesan sodu, używany jako środek wykrztuśny, ale samo calcium też działa. Choć inaczej:)

10. Echinacea, czyli sok z jeżówki purpurowej. Stymuluje układ odpornościowy. Jestem tego żywym przykładem, od dziecka. Niezbyt małego, bo zazwyczaj jest na etanolu.

11.  A skoro już o odporności, to zaraz obok niej syrop z mniszka. Domowy. Mniam.

12. Inhalol oraz olejek eukaliptusowy. Eteryczny. Uwaga - podobno tylko dla dorosłych. Małe dzieci mogą się poddusić.

13. Bańki! Próżniowe takie.  Skracają chorobę o przynajmniej połowę. Żeby Was bardziej przekonać, napiszę, że jedyny przypadek grypy żołądkowej, jaki zaliczyłam, z bańkami trwał półtorej doby. Inni podobno stracili trzy dni. Oraz noce. Brr.

14. To już nie w apteczce, ale w sumie powinno tam być. Czosnek i cebula. Oj, tak, tak.

Poza tym mam w podręcznej apteczce... Nebbud i Berodual,  ale to już inna historia.

A Wy co macie w apteczkach? Bardzo jestem ciekawa!



2 komentarze:

  1. U nas rządzi woda morska, herbatki rumiankowe, z lipy, z czarnego bzu, sok z malin, inhalator :)

    OdpowiedzUsuń
  2. syropek z cebuli to jest to zamiast cukru to miód :D bez, malina i lipa pychotki :D

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...