wtorek, 1 września 2015

Pierwszy dzień, czyli krótka historia Joaśki

Pierwszy dzień moich dzieci w przedszkolu trwał godzinę. Ze zmienianiem butów i oglądaniem szatni łącznie. I bardzo dobrze, bo taki był plan.

Chociaż nie wiem, czy w ogóle mogę mówić o jakimś planie. Bo trudno planować w rzeczywistości nie do przewidzenia.

Nie będę Wam tu streszczać wszystkiego, bo jeśli Wasze dzieci poszły już kiedykolwiek do przedszkola, to wiecie. Chcę tylko opowiedzieć coś ważnego o Joasi.

Joasia wczoraj wieczorem opowiadała, jak to będzie się bawić z czteroletnimi dziewczynkami (żal mi ją było wyprowadzać z błędu). Wstała godzinę wcześniej niż zwykle. Wyskoczyła z łóżka, pobiegła się ubrać w wybrane i przygotowane wczoraj ubranka. Pilnowała, czy wszystko jest zabrane - papier, chusteczki, mydełko, ręczniki. Z entuzjazmem. I z radością. I niemal mnie poganiała. Opowiadając, że Witu zostanie na godzinkę, a ona - na cztery.

W przedszkolu znalazła swój znaczek, zmieniła buciki - i była gotowa. Niecierpliwa. Żeby iść do sali.
Po drodze zobaczyła płaczącego w niebogłosy chłopczyka, którego jedna z naszych pań niosła na rękach do sali. W środku okazało się, że co trzecie dziecko płacze. Powiesiliśmy ręczniczki, pogadaliśmy z paniami, włożyliśmy ubranka do szufladek - i zamierzałam wyjść, tak, jak się umawialiśmy.

A tu Joaśka w ryk. Rozpacz sto procent. Przyczepiła się do mnie jak mała wiewióreczka i za nic nie chciała zejść. Przerażona hałasem i chaosem.

Więc zostawiłyśmy Witulka - na pół godziny - i wyszłyśmy z sali. I z przedszkola. Siadłyśmy sobie na ławce i porozmawiałyśmy. Spokojnie. Bez wymówek, wyrzutów i ośmieszania, jakie się często słyszy, kiedy dziecko nie chce zostać w przedszkolu i płacze.

I co się okazało?
Że owszem, Joasia trochę się bała zostać sama. I trochę za dużo było dzieci, zwłaszcza tych płaczących. Spodziewała się spokojniejszego miejsca - na dniach otwartych było przecież spokojnie.

Ale najgorsze było dla niej to, że myślała, że da radę - i nie dała.
Myślała, że jest przygotowana - i nie była.
Chciała zostać cztery godziny - a nie została sama ani minuty.
Zawiodła się na sobie i doznała porażki.

Po dziesięciu minutach weszłyśmy do przedszkola z powrotem, posiedzieć w szatni ten kwadrans, który został do odebrania Witulka. Kupiliśmy duże lizaki i poszliśmy do biblioteki.

W drodze powrotnej, po wylizaniu jednej trzeciej lizaka, przed przejściem przez ulicę Joasia oświadczyła:
- Nie muszę iść za rączkę, bo jestem duża.
Pięć minut później dodała:
- Jutro zostanę w przedszkolu na dwie godziny. I będe się bawić z Witulkiem autkami.

Niezła jest ta moja córka.

P.S. Gdybyście się zastanawiali - jutro po prostu będziemy siedzieć w szatni. A Joasia wejdzie do sali, kiedy będzie gotowa.

P.S.2 - Fot. Ojciec dzieciom.

4 komentarze:

  1. no i pięknie:-)

    bardzo dobrze, że o tym piszesz. o rozmawianiu, o słuchaniu, o empatii, o byciu obok - zamiast wyśmiewania, krytykowania, krzyków i zniecierpliwienia. i świetnie, że masz to przedszkole tak zaplanowane, że możesz w każdej chwili wrócić z dziećmi do domu, w miarę potrzeby. zdarzają się niestety rodzice, którzy uważają, że zostawią malucha, pomachają rączką, a sami pobiegną do pracy. i wtedy robi się naprawdę nieciekawie. wydaje mi się to ważne, żeby pomyśleć, postawić się w sytuacji malucha - co może go stresować, co może być trudne dla niego, jak możemy mu pomóc, co możemy zrobić, żeby było mu łatwiej. dobrze, że o tym piszesz, bo nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak ważny jest taki kontakt. i że, choć trudniejszy niż nakrzyczenie na dziecko, ułatwia bardzo i poprawia przyszłe kontakty w sytuacjach stresowych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopiero dzis trafiłam na tego bloga i już mi się podoba. Ja właśnie siedzę w szatni podczas pierwszego dnia mojego czteroletniego synka, który co prawda chodził już do klubu, ale to typ wycofanego obserwatora nieufnego ponad miarę do obcych. Opiekunki patrzą na mnie krzywym okiem, ale trudno. Sama pamiętam jaką traumą było dla mnie przedszkole, więc jeśli mogę ułatwić synkowi jego pierwszy dzień, nie zawaham się tego zrobić.

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...