niedziela, 27 września 2015

Matka na niedzielę. Z życia

Dzisiaj z życia.


Jedziemy na mszę.
Kilka dni temu okazało się przypadkiem, że Joasia poza "Aniele Boży" umie też powiedzieć ze dwie trzecie "Ojcze nasz". I mówi sobie w samochodzie, zadowolona.
- Ładnie - komentuje z podziwem Witulek, jak skończy.
- Mogę cię nauczyć, chcesz? -pyta Joaśka. - Ojcze nasz...
- Ojcze nasz - powtarza Witek.
-...któryś jest w niebie
- W niebie! - cieszy się mój syn.
- Tak,w niebie - potwierdza Joasia. - Nie widać Go, ale On nad nami czuwa - wyjaśnia.
My, na przednich siedzeniach, jak myszy, żeby nie uronić ani słówka.
- Cuwa, cuwa, cuwa, aż cuje, że pada desc! - woła Witulek - a potem robi w kałuzy fikołki! Plask!
- Pan Bóg robi fikołki w kałuży! - też już woła Joasia.

No cóż. Właściwie dlaczego nie miałby?

Przepadam za teologią w wykonaniu moich dzieci.



1 komentarz:

  1. dokładnie czemu by Bóg nie miałby chlapać się w kałuży z naszymi dziećmi :D no super moje chłopaki też potrafią aniele Boże ojcze nasz i zdrowaś marjo a najbardziej rozczulają słowa od siebie dodawane lub fragmenty próśb ostatnia była Areczka " Panie Boże proze o zdrówko dla Mateuszka i żeby szybko wrócił ze szpitala" ech cudowne modlitwy płynące z małych usteczek są cudnie piękne...

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...