poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Skąd brać zdjęcia na bloga?

Skąd u mnie taki tytuł?
Ano włóczę się ostatnio po różnych blogach i nadrabiam zaległości. A że jak chyba wszyscy mam pamięć obrazkową, wkurzam się niemiłosiernie. Bo co i rusz natrafiam na te same zdjęcia.


Listy darmowych fotostocków hulają w blogerskich zakątkach sieci i nic dziwnego, że sporo ludzi z nich korzysta. Ale jak już trafię na to samo zdjęcie trzeci raz, to mam trochę dość. I ten blog traci w moich oczach. 

Przykłady? Ależ proszę.

Oto nasze przykładowe zdjęcie. Mozna je znaleźć na stronie kaboompics oraz na pixabay.
Dowód:



A teraz sobie prześledzimy tę fotę w internecie. Za pomocą googlowego wyszukiwania obrazem trafiamy:

1. do portalu Siostraania.pl, w którym 2 lipca pojawia się wpis z poradą:



2. na świeżo założonego bloga minuty-sekundy, gdzie 1 sierpnia znowu pojawia się nasze zdjęcie,




3. na bloga Koralowa Mama, w którym zdjęcie pojawia się 5 sierpnia w całkiem innym kontekście:



4. oraz na bloga Gruszka z fartuszka, gdzie także 5 sierpnia możemy przeczytać taki wpis, i brawa dla autorki, bo cokolwiek ze zdjęciem zrobiła.



Rozumiesz już, o co chodzi?

Wniosek (do wyboru):

1. Latem jest gorąco i arbuzy pasują do wszystkiego.
2. Latem jest gorąco, ale nawet arbuzy nie pasują do wszystkiego.
3. Latem jest gorąco, ale jeśli się bloguje, mimo upału trzeba myśleć. Obrazkowo.


A oto mój drugi ulubieniec. Nie krępuj się napisać w komentarzu, ile razy mignęło Ci przed oczami to zdjęcie. W ostatnim tygodniu.



Właśnie dlatego w ciągu trzech lat użyłam cudzego obrazka chyba aż raz (nie licząc okładek książek, oczywiście), i to tylko dlatego, że pisałam o akcji tymże obrazkiem ilustrowanym.

Co zrobić, żeby uniknąć arbuzowej pułapki, kiedy się własnymi fotami nie dysponuje?
Skorzystać z fotostocka - a jeśli fotostock ma w zasobach sto bardzo ładnych zdjęć, spodziewać się, że będzie się je oglądac częściej, niżby się chciało. U innych też. Więc nie brać pierwszych z brzegu - i wzięte obrobić.

Nie trzeba do tego dogłębnej znajomości fotoszopa, wystarczy zajrzeć na jedną z wielu stron ułatwiających to maksymalnie, jak choćby Canva, albo zaprzyjaźnić się z prościutkim programikiem z pakietu Microsoft Office - Picture Manager. Efekty moga być spektakularne - o ile licencja zdjęcia na to pozwala, oczywiście.

A skoro już zabrałam się za moją ulubioną rozrywkę, czyli naprawianie świata: czy są tu chętni na szybki kurs ogarniania zdjęć na bloga?  Od dłuższego czasu się zastanawiam nad stworzeniem takiego kursu, ale muszę najpierw wiedzieć, czy Ty tego chcesz. Wystarczy, że zostawisz komentarz.


8 komentarzy:

  1. kurs każdy bardzo chętnie!:-) i bardzo Ci dziękuję za podane już wiadomości:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja także jestem chętna;) Dzięki za dobre porady ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dopiero dziś tu trafiłam.i już polubiłam....też chętna

    OdpowiedzUsuń
  4. Dopiero dziś tu trafiłam.i już polubiłam....też chętna

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...