niedziela, 2 sierpnia 2015

Matka na niedzielę. Dżem
















Jak zazwyczaj bywa w piątek, do moich drzwi zadzwoniła pani. Dwoje dzieci, weźmie wszystko, co mogę jej dać.
Mam zasadę, że nikt, kto prosi, nie odchodzi od moich drzwi z pustymi rękami. Nie daję pieniędzy, ale jedzenie - tak. Dlaczego? Mnieście uczynili.
Zrobiłam więc szybki przegląd lodówki i znalazłam - zamknięte mleko i twarożek. A potem jeszcze dołożyłam robiony przez siebie jabłkowy dżem. Ze swoich jabłek. Z wysiłkiem. Nim też mogę się podzielić.

Pani poszła, chwilę później wrócił ze sklepu ojciec dzieciom. Przyniósł między innymi butelkę mleka.
- O, dobrze, że kupiłes mleko, bo właśnie dałam jednej pani mleko, serek i dżem - powiedziałam
- O, a jakiś dżem jeździ w windzie - odparł na to mój mąż.

Poszłam do windy.
Rzeczywiście.
Mój pracowicie i po nochach robiony dżem, w nieotwartym słoiku, zapakowany w woreczek, leżał na podłodze windy. 
Zabrałam go do domu. Trochę rozżalona. Że mój dżem nieodobry, że pani potrzebuje, a tu jednk nie do końca. Że wybrzydza.

Ale nie skupiajmy się na potrzebujących - lub nie - żebrakach.

Olśniło mnie.
Przecież Pan Bóg daje mi tak samo.
Rzeczy, które wydają mi się dobre - jak jej się wydawało mleko i ser - i niedobre. 
Jak dla niej mój dżem.

Dwa wnioski:

Dżem może być najlepszy.
I czy Panu Bogu bywa przykro? 

1 komentarz:

  1. czasami też Bogu jest przykro kiedy coś daje a my tego nie doceniamy lub niezauważany... ale jest wytrwały i czeka aż spróbujemy iść jego drogą....

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...