piątek, 7 sierpnia 2015

Głupi dorośli, sfrustrowane dzieci

Nie lubię nowiutkich i wypasionych placów zabaw. Nie dlatego, że zawsze tam jest tłum dzieciaków. Dlatego, że razem z nimi są dorośli. Okropni dorośli.

Przypadek pierwszy.

Plac zabaw, gorące popołudnie. dziewczynka na oko cztero-pięcioletnia przybiega do mamy, żeby pomogła jej odpiaszczyć rączki. Wodą. Mama nie ma wody, ma colę.
- Tak ręce upiaszczyłaś! Bo ten piasek mokry był, deszcz padał, nie mogłaś o tym pomyśleć? Tym ci nie umyję, bo to słodkie, osy się zlecą. Czemu ty w ogóle nie myślisz? Cała spocona i do piasku, po co się do tego piasku pchasz? Teraz się nie dziw, że masz ręce w piachu!
I tak dalej, i tak dalej.
Długo.
Siedzimy z ojcem dzieciom na ławce nieopodal, nie możemy nie słyszeć. Dziewczynka popłakuje, matka uskutecznia monolog. Za długo. O wiele za długo.

Mam ochotę podejść i resztką naszej wody umyć małej ręce, a matce strzelić w ucho.


Ale nie podchodzę.Moje dzieci będa chciały tę wodę wypić.

Później dziewczynka włazi na steper, na którym siedzi Witulek, Witulek protestuje, matka dziewczynkę woła i zabiera ją do domu.
- Nie do domu, jeszcze nie do domu! - prosi mała.
- Ze mną się nie dyskutuje!
 Dziewczynka zaczyna płakać. Najpierw cicho, potem na maksa, matka niemal ciągnie ją do furtki.
- Czemu ty płaczesz, no powiedz mi, czemu ty płaczesz? - słyszę jeszcze.

Przypadek drugi.

Siedzimy w piaskownicy.
Mamy sporo fajnych zabawek. Przychodzi jakiś nowy chłopczyk, chyba nie z naszego kawałka osiedla. Zaczyna się bawić, pyta o łopatkę, dzieciaki mu pozwalają, przygląda im się, a potem - sypie piachem.


Matka siedzi na ławce i gada ze znajomą. A chłopak sypie. 



Trafia w końcu w naszą małą sąsiadkę.
- Nie syp!
Matka zrywa się z ławki.
- Co ty robisz! Już do domu! 
Chłopaczek zaczyna krzyczeć.
- Do kogo ty krzyczysz?! - pyta go matka, wyciągając za rękę z piaskownicy
Chłopaczek szarpie się, w końcu uderza ją w rękę.
- Kogo ty bijesz? - krzyczy matka i wlecze zawodzącego chłopczyka za furtkę, i dalej, gdzieś tam, do domu. Po drodze dziecko rzuca się jeszcze na chodnik. Matka nie pozostawia tego bez komentarza.


Kiedy widzę taką sytuację, jestem na siebie zła. I czuję się winna.
Bo milczę. 
Bo nie powiem jednej z drugą, że sama doprowadza dziecko do histerii.
Ta dziewczynka nie pomyślała, że piach się do niej przyklei. Zazwyczaj się nie przykleja. Chciała sie bawić z Witkiem, ale trudno jej było zagadać.
Ten chłopczyk chciał nawiązać kontakt z innymi dziećmi. Ale nie umiał. Matka była daleko i nie pomagała. Więc spróbował zwrócić uwagę. Głupio - ale podziałało.

Kiedy dorosłemu się nie chce siedzieć na nudnym placu zabaw, czeka  na najmniejszą okazję, żeby się z niego wynieść. Winą obarczając dziecko.



Fundując dziecku emocjonalną jazdę bez trzymanki. A potem wszystkim się opowiada, jaki to Kacper jest niegrzeczny w piaskownicy! 

Przestańcie wreszcie, głupi dorośli, swoje stresy odreagowywać na dzieciach.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...