środa, 26 sierpnia 2015

Co się stało

Mało ostatnio piszę. To znaczy nie, wróć, mało ostatnio publikuję. Piszę dużo, dużo zaczynam pisać, blogger podpowiada, że mam sto siedemnaście szkiców tekstów, a w notesie kolejne dwie strony pomysłów. Dopracowuję projekt dla mnie i dla Was, projekt - motywację do dobrych zmian. Gram w Candy Crush Saga, bo Herosów wywaliłam z dysku jakiś czas temu. Trochę rysuję. Dużo myślę. Dużo śpię.


Chyba idzie jesień, bo tak zazwyczaj na mnie działa jesienne przesilenie. Różne smutki podnoszą łeb. Różne plany nie wychodzą i boli. Różne rzeczy marnuję i psuję, i nie dbam i nie chce mi się.

Psychicznie szykujemy się do przedszkola - to już za sześć dni, Joasia podekscytowana opowiada, że ona zostanie w przedszkolu na cztery godziny. Witulek nie chce. A za chwilę chce. Z jednej strony uważam, że moga tam wiele zyskać, z drugiej strony zastanawiam się, po co im w ogóle to przedszkole. Może to mnie jest potrzebne. A może to presja otoczenia. Wszyscy pytają mnie przecież "to kiedy idą do przedszkola" - jakby pójście do przedszkola było jakimś smutnym wymogiem, życiową koniecznością - a nie jest.

Temat przedszkola generuje we mnie dużo pytań. Bardzo dużo. Spotkanie dla rodziców jest pod koniec września, wcześniej jedno było, ale je przegapiłam, bo myślałam (o naiwności), że ktoś mnie o nim poinformuje. Więc nie wiem nic, poza tym, że pantofelki, ręcznik i że pierwszego września do przedszkola. Nie wiem, jakie metody dydaktyczne. Nie wiem, czy są kary, czy nie ma. Nie wiem, jakie są panie opiekunki, poznałam je co prawda, ale trwało to trzy minuty, a trzy minuty to stanowczo za mało, żeby się czegoś o człowieku dowiedzieć. O człowieku, który od jutra będzie się przez kawał czasu zajmował twoim dzieckiem.

Pytałam Was na fejsbuku o przedszkole - bo moje dzieci są w jednej grupie, w której Joasia jest jedynym czterolatkiem. Jedynym. Byłam tym przerażona, wszystkie sześć przedszkolanek, które poprosiłam o radę, powiedziały to samo - do kitu, to samo powiedziały też niemal wszystkie mamy, które się do mnie w tej sprawie odezwały. I tutaj też bardzo Wam dziękuję za te wszystkie rady.

Kiedy po dniu namysłu postanowiłam, że Joasię przeniosę, okazało się to niemożliwe, pani dyrektor zapewniała mnie, że Joasia nie straci roku, że nie przestanie się rozwijać przez przebywanie z maluchami zamiast ze swoimi równieśnikami - albo starszymi dziećmi, że musi być dla niej przygotowany program dla czterolatka. Z jednej strony owszem, ma doświadczenie - z drugiej strony chyba nie ma wyjścia. Mam jednej ze znajomych dziewczynek, która chodzi do naszego przedszkola od roku, mówiła mi właśnie, że jej córeczka była w gurpie mieszanej, czterolatkówbyło tylko kilkoro i ani razu nie przyniosła do domu zadania dla czterolatków - wszystkie były dla trzylatków. Budzi to moje wątpliwości, chyba uzasadnione.

Dużo niewiadomych, nie tylko w przedszkolu, z pracą też wszystko dopiero się okaże, a proces okazywania się jest nieco denerwujący. Do tego to towarzyszące mi poczucie, że i tak nie wiem, co będzie za rok, co będę robiła, gdzie będziemy. Czy będzie referendum i czy wreszcie ktoś się poważnie zajmie naprawianiem szkoły, a nie jej psuciem. I czy Witek pójdzie do szkoły, jak będzie miał pięć lat. Bardzo poważnie rozważam edukacje domową.

Z edukacja domową jest jak z posiadaniem domu: kiedy tylko mówię, że chciałabym mieć dom, słyszę:
- Nie wiesz, ile to jest roboty. Odśnieżanie, koszenie, a jak ci się dach zepsuje, to ci spółdzielnia nie naprawi.
Jak to słyszę, mam ochotę krzyczeć, bo wiem, ile to jest roboty, i nie lubię, kiedy ktoś mi na dzień dobry mówi, że sobie nie poradzę.
I tak samo jest z edukacją domową.
Wydziwiam.
A co to jest takiego?
A to nie idziesz do pracy?
Dzieci ci się nie uspołecznią.

Grrrr.

Jakby tego wszystkiego było mało, zmienam właśnie zupełnie swoje podejście do wychowania. Czyli zmieniam siebie, nie ma się co oszukiwać, najpierw ja muszę się paru rzeczy z głowy pozbyć, a kilku się nauczyć. Trudne. Wkurza. Boli. Ale efekty są spektakularne.

No, to tyle u mnie.

A co u Ciebie?









4 komentarze:

  1. Ja też uważam że nie powinna być w takiej grupie i absolutnie bym głośno wyraxiła niexadowolenie czemu akurat moje dzievko.i dlaczrgo o jedno dziecko problem gdyby były trxy lub cztery to rozumiem....

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też uważam że nie powinna być w takiej grupie i absolutnie bym głośno wyraxiła niexadowolenie czemu akurat moje dzievko.i dlaczrgo o jedno dziecko problem gdyby były trxy lub cztery to rozumiem....

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam mamę która zdecydowała się na edukację domową. Z tego co opowiada do fajna sprawa. Ma czas żeby w ciągu dnia pójść z synem na wystawę czy do muzeum i w zupełnie inny sposób przekazać mu wiedzę. A że trudniej? Nic co wartościowe nie przychodzi łatwo.

    Mnie też bardzo ciekawi wynik referendum. Najbardziej jestem rozczarowana że pytanie ma przywrócić wiek szkolny 7 latków a nie pozostawić to w gestii rodziców.

    OdpowiedzUsuń
  4. marzyła mi się edukacja domowa kiedyś. ale jednak wydaje mi się, że społeczna strona szkoły jest bardzo ważna. boję się strasznie, bo widzę co się dzieje ze szkolnictwem - od środka widzę. i widzę, że jest koszmarnie, tragicznie, strasznie. boję się tego bardzo:(

    a Herosów zainstalowałam ostatnio ponownie, to chyba niezbyt dobry objaw;-)

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...