niedziela, 26 lipca 2015

Wszystko naraz, czyli wreszcie jestem

Wróciłam. Jak zawsze.
Wypoczęta. Z nowymi pomysłami, dwunastoma kilogramami jabłek i trzydziestoma słoikami pełnymi tychże jabłek oraz porzeczek. Z piaskiem w kieszeniach. Opalona. I z tęsknotą w sercu.
Bo tęsknię za morzem cały czas, kiedy tam nie jestem.


Znam wielu ludzi, którzy nie lubią morza. Być może morze kojarzy im się z nudnymi koloniami i godzinną drogą przez las. Być może kojarzy im się z alternatywą pokój-plaża-nudne miasteczko, co w przypadku kiepskiej pogody, a taka bywa często, jest raczej średnie. 

Mnie się kojarzy z przestrzenią i wolnością.
Może dlatego, że jestem tam u siebie. 
Może dlatego tak tęsknię.

Moje dzieci też się zakochały w morzu.
Joasia ma na plaży taki błysk radości w oczach, jaki rzadko u niej widać gdzie indziej. 
O ile nie wieje tak, że urywa głowę, zaraz po znalezieniu miejscówki, kiedy ja dopiero zdejmuję plecak, ona już zrzuca spodenki i bluzeczkę  i w kostiumie biegnie przywitać się z morzem. Sprawdzić, czy woda zimna. Skonstatować, że nie taka zimna. Zmoczyć pupę i wrócić do mnie z chichotem. Najradośniejszym.
Witulek ma w oczach to samo. Tyle, że on zazwyczaj z radosnym piskiem tańczy na piachu taniec zwycięstwa. Pcha się do wody, chociaż szczęka mu dygocze. 
- Idziemy na głęboką wodę, mamusiu! Choć, choć - ciągnie mnie za rękę.
Zanurza się po klatę, dech mu zapiera, bo woda zimniejsza, niż twierdzi Joacha.
A potem, kiedy już złapie oddech, śmieje się do rozpuku.

























Poza plażą i ogródkiem jest las.
Las z mojego dzieciństwa. W którym uczyłam się chodzić, a babcia M. układała mi na piaszczystych ścieżkach domki z szyszek i patyków.
Las, w którym pachnie sosnami, szumią drzewa i morze. Maliny też rosną, i poziomki, i słońce prześwieca przez korony drzew, łagodne światło rozprasza się i można nim oddychać, jest cicho, ciepło i pięknie. 
























W lipcu ciemno robi się po dwudziestej drugiej. I dzieci nie chodzą wcześniej spać. Dla nas oznacza to nocne spacery po plaży i zachody słońca. Wreszcie.








Tyle na dziś. Idę odsypiać noc w samochodzie.
Aha - matka na niedzielę też jest.


P.S. Foty, na których jestem, robił ojciec dzieciom, of kors.





2 komentarze:

  1. Pięknie.......fantastyczne zdjęcia i takie pewnie były te chwile! Czuję ten zapach lasu, o którym piszesz :)))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia! I wspomnienia. :)

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...