wtorek, 26 maja 2015

Skąd się bierze cierpliwość

Dobra matka widzi potrzeby swoich dzieci. I nie dość, że widzi, to jeszcze potrafi je zaspokoić. Z miłością, troskliwością, cierpliwie. To widzenie potrzeb bierze się ze znajomości własnych dzieci.
A znajomość - z przebywania ze sobą. Uważnego. Skierowanego na drugiego człowieka. Z miłością.


Trudne.
Czasami bardzo trudne.

Bo dzieci chcą się bawić. Do zabawy potrzebny jest entuzjazm, radość, pełne zaangażowanie. 


A kiedy jestem zmęczona, mam dużo na głowie i w perspektywie czterogodzinną noc, trudno mi się oderwać od tej rzeczywistości, która mówi mi: ale ci te dzieci przeszkadzają. Tyle mogłabyś zrobić,gdyby się same, cicho i spokojnie, bawiły, ale nie, one nie mogą. Muszą ci przeszkadzac. Muszą krzyczeć, muszą co chwila czegoś chcieć. Nigdy nie popracujesz spokojnie. Zapomnij.

Ta rzeczywistość to nie jest rzeczywistość miłości.
Wręcz przeciwnie.
Bo jak wiadomo, miłość cierpliwa jest.

Cierpliwość wynika ze zrozumienia, z empatii. Z tego, że znam moje dziecko, jego emocje, jego kłopoty, jego trudne momenty. Wiem, co sprawi radość Joasi, a co wkurzy Witulka. 
Cierpliwość wynika ze zdolności przewidywania -  i z pokory.

A pokora - to branie pod uwagę drugiego nie jako części swojego planu, ale jako odrębnej osoby z jej własnymi planami.


To jest chyba najważniejsza rzecz, o której zapominam: że rodzina jest związana wewnętrznymi relacjami, ale to nie są tylko relacje poddaństwa: rodzice - dzieci. Że im dzieci starsze, tym bardziej będą się różnić od nas, tym bardziej będą mieć własne zdanie, będą chciały po swojemu. I trzeba ich zdanie szanować. Negocjować. Czasami ustępować, rezygnować ze swoich planów. Nie iść tam, gdzie bardzo by się chciało i planowało się to wyjście od dawna, bo marudne stworzonko bardzo chce się przytulać.

I żadne tam "mamie się należy", żadne tam "niech się wreszcie przyzwyczai, że cię czasem nie ma w domu". Z drugiej strony żadne tam "jak ja się poświęcam dla moich dzieci".

To jest chwiejna równowaga, chwilowa harmonia, bo co trochę o tym zapominam. Że ja jestem nie po to, żeby ich strofować, wymagać, zarządzać, pilnować, poganiać - tylko po to, żeby im służyć.

Żeby kochać. 

Żeby być obok. Być obecną.


Obecność. Kluczowa rzecz.  Dzieci tak bardzo chcą się bawić z rodzicami, bo pragną ich obecności. Kiedyś naszkicowałam sobie teorię współprzebywania. Dzieci bawiły się spokojnie, kiedy oboje z ojcem dzieciom siedzieliśmy sobie koło nich na podłodze. Piliśmy kawę, czytaliśmy gazety, rozmawialiśmy, przytulaliśmy się - nie bawiliśmy się z nimi intensywnie, ale byliśmy tuz obok, w jednej przestrzeni, nieoddzieleni żadnym elektronicznym sprzętem. Z dostępna uwagą. 

Obecność.
Nie wiem, co na ten temat mówią mądre książki, bo dawno żadnej nie czytałam, ale widzę to co krok. Bądź. Przytul. Usiądz przy śniadaniu spokojnie, a nie zmywaj, kiedy jedzą. I to nie jest potrzeba przypisana do wieku dziecięcego.

Dorośli mają tak samo, ale nauczyli się to ukrywać, bo ogromna i szaleńcza tęsknota jest źle widziana. 


Opanowanie, emocje w kieszeń, nie wypada. Która żona się przyzna, że w ciągu tych ośmiu czy dziesieciu godzin, kiedy mąż jest w pracy, ona zdąży się porządnie stęsknić? Dzieci przyznają to od razu. Biegną pędem i wpadają w wyciągnięte ramiona.  Może dlatego, że dzieci są mniejsze - więc mieści się w nich mniej tęsknoty. Nie ma miejsca na więcej. 


Na deser - dwa poprzednie dniomatkowe teksty. 


Jeden o twardych realiach:



A drugi o tym, że być matką oznacza być dobrze.




Wszystkiego najlepszego, drogie Mamy, które to czytacie.







3 komentarze:

  1. wiem nie jest łatwo czasami też mam dość ... tydzień jakoś daje sama radę ale jak przychodzi samotny weekend i potem kolejny tydzień bez taty oj to już padam nerwy w strzępach itd...

    OdpowiedzUsuń
  2. Marta, dzieki za ten tekst;) choć już zapomniałam że był jakiś dzień matki;/

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...