wtorek, 28 kwietnia 2015

Czas na podbiał!

Wybraliśmy się ostatnio na wieś. Zazwyczaj otwieramy sezon majówką, ale tym razem kwietniowa pogoda była zbyt ładna, żeby zostać w domu. Po drodze, w niemal każdym rowie, kwitły sobie podbiały.

Podbiały. Pierwszy znak wiosny z mojego dzieciństwa. Ale zaraz, zaraz. Czy przypadkiem ciocia E. nie robiła z nich... syropu?

No to dalejże!
Tym razem zgodnie z zielarskimi zaleceniami poczekałam, aż rosa obeschnie i kwiaty podbiału ładnie się otworzą. I do rowu. Rów taki bardziej z dala od cywilizacji, parę razy na dzień przejedzie któryś sąsiad. Więc bez zastrzeżeń. Przy zbieraniu pomagała mi Joasia, która lubi się przyglądać moim zielarskim i kuchennym zabawom -  a jeszcze bardziej w nich uczestniczyć.

Zebrany podbiał wrócił z nami do domu, a ja zaczęłam szukać przepisu na syrop.
I tu zaczęły się małe schodki, bo okazało się, że surowcem są nie tylko kwiaty, ale przede wszystkim liście (dobra wiadomość!), które się suszy (aha), a potem zaparza według bieżących potrzeb.
No dobra, ale ja syrop chciałam. Na cukrze taki, albo na miodzie.
Ciocia E. robi ponoć tak, jak z mlecza. Ale w przepisie na syrop z mniszka lekarskiego - o, tutaj - mam proporcję na 250 kwiatów, które są od podbiałowych większe. A ja bym chciała, żeby był choć odrobinę "standaryzowany".

I w końcu - jest przepis.

1 litr surowca - kwiatów albo liści podbiału 
pół litra wody
pół kilo cukru
kilka kropel cytryny


Podbiał wrzucamy do gara, zalewamy wrzątkiem, zagotowujemy i zostawiamy na noc. Zielarska noc - dla tych, co jak ja sypiają raz cztery godziny, a raz dwanaście - trwa od pięciu do dziesięciu godzin. Potem odciskamy zielsko, a do maceratu wsypujemy cukier i na małym ogniu odparowujemy go powolutku, aż uzyska pożądaną konsystencję. Czyli półpłynny. Uwaga, gorący syrop wydaje się o wiele bardziej płynny niż zimny. Z mojego niemal-litra kwiatów wyszło prawie 500 ml syropu. 

Syrop, jak to wiosną, zaczęliśmy pić od razu.

Na co?
Na górne drogi oddechowe, oczywiście. Kraków, smog, te rzeczy.  A podbiał podobno znaczy po łacinie "przepędzający kaszel".
Podbiał działa osłaniająco, wykrztuśnie, przeciwkaszlowo i przeciwskurczowo. Przy czym kwiaty bardziej wykrztuśnie, a liście bardziej osłonowo, bo w liściach jest więcej śluzów.  Dobry na chrypkę i "nauczycielskie gardło". 

Na koniec jedno zastrzeżenie. Przeglądając internet, trafiłam na informację, że podbiału nie należy stosować więcej niż sześć tygodni w roku. Dlaczego? Bo zawiera tussilaginę, czyli roślinny alkaloid, który przyjmowany w dużej ilości może uszkadzać komórki wątroby. Intrygujące, zwłaszcza, że nasza pani doktor nie widziała przeszkód, żeby podbiał dać maluchom, a farmaceutyczne zakątki internetu krzyczą, że od dwunastego roku życia. Chyba muszę uciąć sobie pogawędkę z dyżurnym toksykologiem. 

A w weekend czas na syrop z mniszka. Mlecze pięknie już rozkwitły. A syrop działa świetnie. 
W ogóle co druga roślinka w rowie ma działanie przeciwprzeziębieniowe. Najwyraźniej jesteśmy odgórnie wyposażeni w antychorobową broń, tylko... sami o tym nie wiemy. 

P.S. Obrazki nastąpią. 

6 komentarzy:

  1. O! Dziękuję za informację...o podbiałowym syropie nie słyszałam . Ten z mniszka już mamy , a jeszcze zamierzam z pędów sosny wyprodukować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. dodatek cukru dyskwalifikuje syrop jako zdrowotny, warto poczytać na ten temat

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...