czwartek, 5 lutego 2015

Wojna o antybiotyk

Dzisiaj historia z życia wzięta. Z mojego. Opowiem Wam o wojnie o antybiotyk.O wojnie, którą wygrałam. Chociaż przez cały czas zastanawiałam się, czy przypadkiem nie zwariowałam. Przeczytajcie, proszę, do końca. Może Wam się przyda. 


W zeszły czwartek w nocy Witulek zaczął kasłać. Dużo. I dziwnie. Po średnio przespanej nocy uprosiłam przyjęcie do lekarza. Wcześniej też pokasływał, a raczej odkasływał, osłuchiwaliśmy się kilka dni wcześniej – i nic się nie działo poniżej gardła. Ale w piątek ten kaszel wydał mi się dość niepokojący. I słusznie, gdyż po osłuchaniu okazało się, że moje dziecko ma zapalenie oskrzeli. Z obturacją.  I że słychać coś bardzo delikatnie w lewym płucu, więc można też do oskrzeli dodać zapalenie płuc.
Tydzień wcześniej wirusowe zapalenie oskrzeli miała Joasia, ale kasłała inaczej, bo bez obturacji. Kilka dni na Nebbudzie (czyli Budesonidzie) i wróciła do formy.
- Oskrzela, lewe płuco, no i ma czerwone uszy – powiedziała miła pani doktor. – Proponuję włączyć antybiotyk.
- Ale przecież to wirus – zdziwiłam się.
- Tak, ale te uszy.
- Córka miała niedawno wirusowe zapalenie oskrzeli i po Nebbudzie w ciągu doby nastąpiła poprawa.
- Tak, ale jednak zalecałabym. To jego pierwszy antybiotyk?
- Pierwszy. A może jednak spróbowałabym najpierw nebulizacje, a gdyby nie było poprawy, wtedy antybiotyk?
Doktor przyjrzała mi się uważnie.
- Ale musiałaby pani jutro przyjechać i dziecko osłuchać.
- Nie ma problemu.
- To ja pani wypiszę receptę na antybiotyk i jutro pani poda, jeśli nie będzie poprawy.
Pojechaliśmy do domu – ja, dość zmartwiona, ale nastawiona optymistycznie, i blady, kaszlący Witulek, z podkrążonymi, załzawionymi oczami. Siedem nieszczęść.

Na drugi dzień grzecznie stawiliśmy się do osłuchania – do innej pani doktor, bo poprzedniej nie było. Oskrzela były lepsze. Ale uszy czerwone i dalej zapalenie płuc. Więc antybiotyk.
- Ale skoro to jest wirusowe – zaczynam.
- Tak, ale jest jeszcze zapalenie uszu. - mówi pani doktor, patrząc w kartę. 
- JAKIE zapalenie uszu?
- No, zapalenie uszu. Obustronne. Uszy czerwone.
- I jak czerwone, to zapalenie uszu?
Lekarka spojrzała na mnie z urazą, jakbym próbowała podważać jej autorytet.
- Pytam, bo nie wiem, nie dyskutuję – oświadczyłam na wszelki wypadek.
- Uszy mogą być zaróżowione i kataralne albo zainfekowane bakteryjnie i czerwone. A kiedy występują razem dwie infekcje, zaleca się podanie antybiotyku. Co tam pani ma? Augmentin? – przeliczyła dawkę.
- Proszę podawać przez tydzień.
Wróciłam do domu z poczuciem porażki. Zapalenie uszu nie dawało mi spokoju, więc przekopałam się przez internet (uwaga, nie fora, tylko strony dla otolaryngologów, pediatrów i tak dalej). Dowiedziałam się, że zapalenie uszu ma sześć rodzajów. A może więcej. Tylko jaki rodzaj zdiagnozowano u Witulka? Nasza prywatna przychodnia ma system on-line, w którym można podejrzeć rozpoznania z ostatniego roku, więc zerknęłam sobie w pierwsze rozpoznanie z piątku. A tam jak byk stoi: ostre ropne zapalenie ucha.
Ciekawe. Bo ja na wizycie dowiedziałam się tylko, że zapalenie oskrzeli i płuc, a uszy czerwone. Czyli czerwone to ostre ropne zapalenie? Aha. I matce się takich informacji nie udziela, chociaż to ma istotny wpływ na decyzję o podaniu antybiotyku, moją, podkreślam, decyzję? Aha.
Za to rozpoznanie z soboty – zapalenie uszu. Nieokreślone. Nie ropne. I nie ostre.
Jeszcze ciekawsze.
No to skoro nie ma ropnego zapalenia uszu, to po co antybiotyk?
Przy okazji wyczytałam, że przy wirusowym zapaleniu płuc często dochodzi do zapalenia ucha, które samoistnie przechodzi do 48 godzin. I należy obserwować i czekać, a antybiotyk podać, jak nie przejdzie. I to po dwóch innych lekach nieantybiotykach, jeśli nie zadziałają.

No dobrze, ale przecież nie jestem lekarzem. Może czegoś nie wiem. Może coś przegapiłam. Cała głupia, zestresowana i z głośno krzyczącą intuicją przechodziłam resztę soboty. Antybiotyku nie podałam. Witulek na oko czuł się lepiej.
W końcu zadzwoniłam do znajomego lekarza.
- Ja bym na twoim miejscu poszedł na dyżur i osłuchał. Nic nie mówił o wcześniejszej diagnozie. I zobaczył, co wyjdzie. 
Więc w niedzielę pojechaliśmy się osłuchac 
na dyżur. Witulek o wiele żywszy i w o wiele lepszym stanie.
Na dzień dobry dyżurna pani doktor zapytała, dlaczego dziecko nie ma rajstopek, skoro na dworze jest zimno. Trochę się zdziwiłam, bo w dyżurnej przychodni gorąco, a chyba lepiej dziecko w samochodzie przykryć kocem niż przegrzać w długim oczekiwaniu na wizytę, a potem wyjść z nim na mrozik. Ale nic nie powiedziałam, bo po co. Za to powiedziałam o zapaleniu oskrzeli i płucu. O uszach nic, bo byłam ciekawa, jaka tym razem będzie diagnoza.
A pani doktor przyłożyła stetoskop z przodu, potem z tyłu, raz-dwa, wróciła za biurko i pyta:
- Jakie antybiotyki dziecko dostawało?
- Żadne. A co mu jest? – pytam.
- Ma zapalenie płuc – powiedziała pani doktor tonem niezbyt uprzejmym. – Dostanie Klacid.
- A jaki jest stan?
Popatrzyła na mnie zza okularów.
- Ma zapalenie płuc.
- Tak, ale chciałabym wiedzieć, czy po dwóch dniach na Nebbudzie jest jakaś różnica.
Brwi podjechały jej do góry. Popatrzyła na mnie jeszcze uważniej.
- Nie wiem, bo dziecka wcześniej nie osłuchiwałam.
- Ale jak wiem, jak było poprzednio, jak mi pani opisze, jak jest teraz, będę może wiedziała, czy jest zmiana. Chcę wiedzieć, bo będę to musiała opowiedzieć naszej pani doktor.
- Ja tu napisałam rozpoznanie i pani doktor wszystko będzie wiedziała.
- A jakie ma uszy? – zapytałam, bo do uszu przecież nie zajrzała.
- A co to za różnica? I tak ma zapalenie płuc.
Poddałam się, myśląc sobie to i owo o lekarzach, którzy jako pierwszy w życiu antybiotyk podają Klacid. O Klacidzie pisałam już tu. Postanowiłam podać Augmentin. Ale najpierw - niespodzianka - skonsultować się z dyżurnym lekarzem naszej opieki prywatnej. Bo na dyżurze pracuje tam jedna z najbardziej ogarniętych lekarek, jakie poznałam przez ostatnie cztery lata. A było ich trochę.

Czekając, aż pani doktor oddzwoni, zastanawiałam się, czy nie oszalałam. Czy walka o to, żeby nie dać dwulatkowi antybiotyku, w ogóle ma sens. Czy ja mu nie zaszkodzę - a co, jeśli tylko mi się wydaje, że to wirus? Co prawda 90 procent infekcji jest wirusowych, z domu nie wychodzimy od dłuższego czasu, bo chorujemy, a Joasia miała wirusowe zapalenie oskrzeli dwa tygodnie temu, ale może przypałętała się do nas znikąd jakaś bakteria? Upieram się jak dziki osioł przy tym, że to nie bakteria, leczę dziecko objawowo, wydaje się, że reaguje na leczenie, ale co, jeśli się tylko WYDAJE?

Kiedy wreszcie zadzwoniła pani doktor, opowiedziałam jej zwięźle a rzetelnie przydługą i smutnawą sagę o złej diagnozie ucha, o niepodanym antybiotyku, o moich wątpliwościach i obawach. Wysłuchała mnie uważnie i zleciła badanie krwi. Na cito. Więc w poniedziałek rano pojechaliśmy do pobrania - pierwszego w życiu, Witulek zniósł je niewiarygodnie dzielnie, bez jednego jęknięcia, a ja się podziewałam dantejskich scen. To było rano. A o ósmej wieczorem - czwarta doba bez antybiotyku - przyszły wyniki. Zaraz potem zadzwoniła inna pani doktor dyżurna. Powiedziała, że zapalenie płuc w stu procentach wirusowe. 

Wtedy poczułam, jak przestaje mnie nagle boleć brzuch, jak rozluźniają się kamienie, które miałam na plecach zamiast mięśni przy kręgosłupie i jak kolana robią mi się miękkie.
Miałam rację. Ale to było najmniej ważne.
Leczenie było dobre. Intuicja była słuszna. Upór i zamieszanie nie było bez sensu. 
Nie jestem wariatką.

Wczoraj byliśmy na kontroli.
Czyste płuca. Czyste oskrzela.
Zdrowe dziecko.
Ulga jak nigdy.
I jeszcze ja, pochwalona przez drugą sensowną lekarkę za to, że nie podałam antybiotyku. Bo był niepotrzebny. 

Jeśli dotarłeś aż dotąd, drogi Czytelniku, chcę Ci podziękować, bo to długi tekst. I powiedzieć, że zamierzam ten temat kontynuować. Bo denerwuje mnie, jak lekarze traktują małe dzieci i ich odporność. I jak traktują matki, które chcą wiedzieć, co się ich dziecku dzieje, a nie tylko, kiedy i jaki lek podać.
Takie zapiski z prywatnej wojny i dokształcania to będą. Nieregularne, ale przydatne - mam nadzieję.


P.S. Konkurs wciąż trwa.  Sms o treści A11838 na 7122 = wielki uśmiech na moim matczynym pysku. 



11 komentarzy:

  1. Brawo! Bitwa wygrana!
    A Witulkowi zyczymy zdrowia!
    :)
    P.S. Skad ja to znam?...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to zawsze mówię "zdrowy rozsądek rodzica jedyną bronią dziecka w starciu ze służbą zdrowia". Smutne to poniekąd.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rutyna lekarska zabija empatię, wrażliwość i .... prawdziwą chęć leczenia. Najprostsze rozwiązania nie zawsze są najlepsze. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. widze ze nie tylko ja mam taki problem z lekarzami.. najwazniejsze ze Maluszek zdrowy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. o jeden lekarz to gorszy a najgorzej jak wszystkich traktuja jednakowo!! Wiadomo przeciez nie od dziś, że to co pomaga jednemu szkodzi innemu! Moja babcia dostałą antybiotyk w takiej dawce , że jeszcze trochę a przekręciłaby się na tamten świat!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję wygranej bitwy :-))) Cykl arykułów na pewno będzie super. Proponuję się zająć jeszcze samymi lekami. Ostatnio odkryłam, że syropy o różnych nazwach a tym samym składzie (pulmeo, elofen, fosidal, fenspogal) zostały wycofane np w Norwegii ze wzgledu na to, że zawierają żółcień pomarańczową, która może wywoływać raka nerek. Śledztwo wykazało, że zawiera je zarówno pulmeo jak i fosidal. Fenspogal i elofen nie. Ale dlaczego lekarze o tym nie wiedzą i przepisują? Dlaczego wzruszają ramionami i mają to gdzieś? wrrrr

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem bo u nas podobnie. Ja się jednak z 9 miesięcznym Mieszkiem poddałam. Po dwóch wizytach u lekarza (środa i sobota) w niedzielę Mały miał już zapalanie oskrzeli i ... czerwone uczy. Brak zgody pomiędzy lekarzami kiedy w oskrzelach było coś słychać a kiedy nie oraz które ucho bardziej czerwone. Każdy ma inną koncepcję... Tak czy się na augmentinie od niedzieli jesteśmy a poprawa nieznaczna ... Już sama nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nauczona doświadczeniem od razu żądam skierowania na badanie krwi albo robię sama prywatnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Poruszyłaś u mnie jedną z najczulszych stron...dostaję spazmy, kiedy lekarz przepisuje antybiotyki jak cukierki.
    Boże widzisz to i nie grzmisz!

    Polecam Ci ogromnie inhalacje, jako uzupełnienie kuracji zdrowotnych.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mamy podobnie. Wczoraj dr zapisała mojej 20 miesięcznej coreczce Klacid. Na zapalenie oskrzeli. Gryzlam się z tym pół dnia. Zrobiłam badania krwi. Wirus! Walczymy od dzisiaj Nebbudem. I mam nadzieję, że wygramy. Tak mi się wydaje a mamy mają przecież intuicję. Cieszę się, ze nie tylko ja jestem taką nieudaną w stosunku do lekarzy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nebbud dobrze działa. I badanie krwi też dodaje pewności w upieraniu się przy leczeniu bez antybiotyku.
      Powodzenia i zdrowia!

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...