sobota, 7 lutego 2015

Sprawa zaginionego kota. Odcinek 5

Makaron z rosołu rozprysnął się na podłodze. Rosół utworzył na stole kałużę, cienkim strumyczkiem zmierzającą ku krawędzi swojego świata.
- Aaaaa! – zawyła Natalka. – Nie chciaaałam! Obiaaaadek!
- Natalko, nic się nie stało, naleję ci jeszcze raz – łagodziłam.
- Kałuza – powiedział Józek tonem badawczym i bez namysłu sięgnął ręką.
Pac!
Teraz rosół rozprysnął się na Józku, Natalce, stole, szafkach i moich wyjściowych spodniach.
Minęła druga.

Jak na zamówienie, Kuba wszedł do domu. Prosto w chaos utraty obiadku.
- Dzieciaki, jestem w domu!
Rzucili się do drzwi z piskiem.
- Rozlała! Rozlała Talka!
- Nie mam już obiadku, łeeeeeee!
Pocałowaliśmy się w przelocie i następne trzydzieści sekund powitalnego przytulania poświęciłam na błyskawiczne naprawianie strat.
Kiedy wszyscy usiedliśmy spokojnie przy czystym stole, dzieciakom się przypomniało.
- Kot włócił, tatusiu, wies? Sam zadzwonił do dzwi i włócił.
- Kot! Kot! Mój! Chce! Tam jest!
- Ale mamusia mówi, ze musi go najpierw wykąpać, wies? Bo nie wiadomo, gdzie się włócył.
- A w środku ma jakiś gratis - uzupełniłam najcichszym szeptem.
Kuba trawił informacje.
- Jak to: wrócił sam? – zapytał w końcu.
- No, ktoś zadzwonił i podrzucił go na wycieraczkę.
- Zadzwonił? Byliście wtedy w domu?
- Tak, akurat rozmawiałam…
Kuba przerwał mi zdecydowanie.
- Chcesz powiedzieć, że jakiś przestępca ganiał sobie po naszej wycieraczce, mając was w zasięgu
ręki?
Dzieci chłonęły każde słowo.
- Co to jest psestępca? – zapytała Natalka z niepewna miną.
- Taki pan, który przestępuje z nogi na nogę – sprzedałam jej na szybko wersję lingwistyczną.
- Czyli chodził? – drążył Kuba.
- No, mógł to być jakiś goniec albo posłaniec.
- Goniec – powiedział Józinek.
- A zadzwoniłaś na policję?
- No, w zasadzie to właśnie rozmawiałam z Majewskim.
- I zgłosiłaś mu sprawę?
- W zasadzie to nie.
Zapadła cisza, a potem jeszcze zaczęła się przedłużać i próbowała stać się znacząca, ale przy dzieciach znacząca cisza ma marne szanse.
- Tatusiu, pobawimy się? – wykorzystała bezbłędnie ciszę Natalka.
- Powiem ci potem – rzuciłam i dodałam po angielsku, bo w tym języku moje dzieci nie rozumieją jeszcze zbyt wiele – pobaw się z nimi, a ja rozpruję tego kota i wyjmę z niego to coś.
- Co mamusia powiedziała?
- Bawimy! Bawimy! – pognał do pokoju Józek.
Upewniwszy się, że są zajęci budowaniem wielkiego garażu z klocków, zamknęłam się w łazience  z kotem, igłą, nicią i nożyczkami do paznokci.
Kot miał na brzuszku niewielki szew.
Rozprułam go delikatnie, a potem przesunęłam to coś ze środka w stronę otworu.
Mój umysł, wychowany na kryminałach i filmach sensacyjnych, bez trudu wyprodukował wizję małej a poręcznej bomby domowej roboty, która wyjęta z brzuszka pluszaka urywa mi rękę.
- Trochę mała jak na urywanie ręki – powiedziałam do siebie głośno, bardzo chcąc, żeby to była prawda. Przecież C4 czy innego świństwa chyba nie musi być dużo.
Umysł zajął się rozważaniem nad ilością materiału wybuchowego konieczną do spowodowania większych szkód, a ręce w tym czasie sprawnie wyłuskały ciało obce. No bo kto by podkładał bombę matce dwójki dzieci?
- Sąsiad – odpowiedział głosik z tylu mojej głowy.
Rzecz wyjęta z brzucha była mała, czarna i prostokątna. Na wierzchu miała napis Kingston i wyglądała jak zwyczajny, niewinny pendrive. Albo winny. Pendrive’om to chyba nie robi różnicy.
Obmacałam uważnie kota jeszcze raz i zaszyłam go starannie. Potem zafundowałam mu kąpiel w misce i mydle antybakteryjnym. Nawet nie miauknął.
Pendrive’a wpakowałam do zamykanej, plastikowej mydelniczki i schowałam na najwyższe półce w łazience.

Tymczasem w różnych miejscach Krakowa odbywały się rozmowy, o których nie miałam pojęcia.
Jedna z nich toczyła się na komisariacie.
- Szuka ciężarówki? A kto to jest?
- Taka jedna młoda, podobno dziennikarka.
- Dziennikarka? A gdzie pracuje?
- Nigdzie. Wolny strzelec.
- Nie ma redakcji?
- Nie ma.
- To dobrze. Sama wiele nie zrobi.
- Dzieci ma. Małe.
- A, to może i zrobi.
- Obdzwoniła wszystkie motele przy trasie na Zakopane.
- I co?
- I nic. Znaczy dla niej nic, oni wpadli w popłoch. Wiesiek zrobił portret pamięciowy faceta, który ją odwiedził, podając się za mnie.
- I co?
- Puściła go w Internecie.
- W Internecie?
- Tak. Na fejsie, na blogu, na forach, na twitterze, wszędzie.
- I co?
- Znajomi poudostępniali. A wcześniej rozesłała zdjęcie i rejestrację ciężarówki.
Drugi z mężczyzn zastanawiał się przez chwilę. Był krótko ostrzyżony, wysoki i ubrany w nienaganny garnitur. Nadkomisarz Majewski nie żywił chyba do niego większej sympatii.
- No to niech sobie szuka – oświadczył w końcu ten w garniturze.
- Tak po prostu? – zapytał Majewski.
- Tak po prostu. Sama się w to pakuje, no to pozwólmy jej.
- Ale ona ma dzieci.
Facet w garniturze przyjrzał się Majewskiemu uważnie.
- A pan nie ma?
- Mam.
- No to sam pan widzi.
Majewski nie widział, ale milczał.
Jego rozmówca wstał i wyszedł bez pożegnania.
- A idź w cholerę – szepnął sobie Majewski pod nosem.

Druga rozmowa odbywała się, cóż za niespodzianka, w garażu.
Nie było w nim żadnej ciężarówki. W ogóle nie było w nim żadnego samochodu. Nawet maluch by się nie zmieścił. Garaż był mały, ciasny i bez okien, zawalony różnymi narzędziami i częściami niewiadomego pochodzenia.
- Załatwione? – zapytał blondyn, który wyglądałby znajomo, gdybym mogła mu się przyjrzeć.
- Tak – odpowiedział mu drobny chłopaczek, na oko jeszcze przed maturą.
- Czyli co zrobiłeś? – dopytywał blondyn, przyglądając się kilkunastu zardzewiałym tarkom do warzwy, rzuconym na niedbały stos pod ścianą. Chłopaczek kręcił się niespokojnie.
- Zadzwoniłem i uciekłem.
- Kota zostawiłeś? – blondyn wziął do ręki wielki gumowy młot, obejrzał go uważnie i ostrożnie odłożył.
- Tak.
- Patrzyłeś, czy wzięła?
- Wzięła.
- Bardzo dobrze. Kamery tam nie ma?
- Nie ma.
- Dobrze. Jak coś będę miał, dam ci znać jak zwykle.
- OK. Mogę iść? Matka się wścieknie.
- Idź.
Chłopaczek uchylił drzwi i już go nie było.
Blondyn wyjął telefon i chciał dzwonić, ale nie było zasięgu, więc zaklął pod nosem i wyszedł na zewnątrz.
- Zostawił, wzięła, kamery nie ma – powiedział lakonicznie.

Ani on, ani ja nie wiedzieliśmy, że kamera jednak jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...