wtorek, 17 lutego 2015

Moja nowa obsesja

Nie, żebym miała zestaw starych obsesji. No i obsesja pasuje mi jakoś bardziej niż pasja. Przynajmniej tym razem.

Już wyjaśniam.
Otóż moja nowa obsesja to pestki.
Nasionka.
Zalążki nowego życia.

Kiedy wyciskam cytrynę, wyskakują pestki. Dawniej je wyrzucałam, nie poświęcając im więcej uwagi. Ale przecież może  z nich wyrosnąć nowa roślinka! Głupio tak je wyrzucić i zmarnować ich potencjał. Więc odkładam pestki do słoika.
Podobnie się dzieje z pestkami z jabłek, gruszek, grejpfrutów, granatów, pomarańczy. Nawet pomelo ma w moim słoiku swoją pestkową reprezentację. No dobrze, nie ze wszystkimi pestkami. Ale co trochę przy obieraniu owoców i warzyw nachodzi mnie myśl, że przecież z tych maleństw może coś wyrosnąć.
Ot, nowa odsłona konsekwencji macierzyństwa.

W zeszłym roku siałam z dziećmi zioła. Wyrosła nam też na balkonie fasola, soczewica i rzodkiewka - dowody tutaj. W tym roku siejemy wszystko.
Zaczęliśmy nieco za wcześnie - a właściwie zaczęłyśmy, bo Witulek akurat spał, a my z Joasią szalałyśmy ogrodniczo. Siać się powinno w marcu - kwietniu, a tu dopiero luty. Jako że na przedwiośniu cierpię na ludzką odmianę niecierpliwości łap*,  a Joasia najwyraźniej cierpi na nią razem ze mną, postanowiłam zaeksperymentować i zacząć wcześniej.

W ten sposób w ciągu tygodnia stałam się szczęśliwą posiadaczką kiełkującego tymianku, majeranku, bazylii i cząbru. Oraz pomidorków koktajlowych.

Zakiełkowała mi też czarnuszka, którą kupiłam dawno temu do bułeczek, potem w otwartym opakowaniu znalazł sobie przytulny domek mól, na szczęście nie poczynił większych szkód, więc nasionka zostały przesypane do słoiczka.
Nasionka. No właśnie. Co mi szkodzi spróbować?
No i wyrosła.

Razem z Asią oskubałyśmy też z nasionek czerwoną paprykę. Joasia posiała ją hojnie w kilku pojemniczkach, korzystając z tego, że została w kuchni sama, bo potrzebował mnie śróddrzemkowo Witulek.
Już kiełkuje.

Akurat w tym dniu, w którym zabrałyśmy się za sianie, kupiłam dzieciakom (zamiast żelków) borówki amerykańskie. Kilka było przejrzałych. Hmmm.
Jedna już zerka na mnie z pudełka po jogurcie zielonym kiełkiem.

Poszłam też na całość i wsadziłam do ziemi orzechy laskowe i jednego włoskiego. A co mi szkodzi.
Wszystkie stoją sobie na pokojowym parapecie.
A na kuchennym pyszni się fasola, cieciorka i szczypiorek. I nie tylko.
Wiosna!



*Pisze o niej Terry w "Kocie w stanie czystym".







4 komentarze:

  1. nawet soczewica??? ale super! a ja nie mam balkonu, nie mam nawet parapetu, a w moim okropnym pokoju wszystkie roślinki umierają...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesli ci dobrze kiełkują znaczy masz dobrą rękę do roślin :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szalona ogrodniczka! :))) Ja się piszę na pomidorki koktajlowe i wszelkie zioła, jakich zaszczepek mi udzielisz. :D
    Po raz kolejny podziwiam Cię. :)

    P.S. Powiedz jeszcze, jaką ziemię do tego trzeba kupić? Siejesz w doniczkach, czy pojemniczkach po jogurtach (nie przewrócą się)?

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas jedynie szczypior rośnie. A właściwie próbuje wyrosnąć, gdyż go wszyscy namolnie podskubują do kanapek.

    Czasami warto spróbować czegoś nowego, by odkryć nieznaną siebie. Prawda ?

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...