niedziela, 15 lutego 2015

Matka na niedzielę. Blisko

Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
wszystkich wzywających Go szczerze.
(Ps 145, 18)


Pan jest blisko swoich dzieci.
A ja nie.
Przynajmniej w połowie przypadków.

Kiedy moje dzieci wołają mnie ładnie i miło, pewnie, że jestem.
"Mamusiu, zrobisz mi pić? Mamusiu, pomóż mi z tymi klockami!" "Mamusiu, siku!"

Gorzej, kiedy właśnie robią awanturę.
"Nie ubiorę się sama! Ubierz mnie! Ubierz mnie, mamo!!!" - krzyczy moja za chwilę czteroletnia córka. Która potrafi się ubierać sama od dłuższego czasu. I która potrafi wrzeszczeć tak, że słyszy ją chyba cały pion.
"Daj! Mamusiu! Daaaaj mi! Daj!" - zbliża się do histerii Witulek, któremu właśnie zabrałam kubek pełen wody, przyniesiony z łazienki na dywan. Krzyczy, chociaż przez poprzednie cztery minuty tłumaczyłam mu bardzo spokojnie, dlaczego tego właśnie nie wolno.

Nie jestem wtedy blisko, o, nie.
Chcę być najdalej, jak się da, zamknąć się w jakimś miejscu, do którego ten wrzask nie dochodzi, poczekać, aż się uspokoi, i wtedy przyjść. I wtedy być blisko.
Chociaż wzywają mnie szczerze.
Do bólu szczerze.






1 komentarz:





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...