środa, 4 lutego 2015

Głupia sprawa

Nie mam tysięcy fanów na fejsie. Nie mam setek komentujących. Nie mam zbyt wiele poza nadzieją. I pewnym rodzajem zażenowania.

Zażenowania, bo po raz trzeci biorę udział w konkursie na Blog Roku. Do trzech razy sztuka. Po raz trzeci proszę Was o głosy i po raz trzeci czuję się z tym nie do końca komfortowo. Jak żebrak.

Biorę udział, chociaż długo się zastanawiałam i zgłosiłam się niemal w ostatniej chwili. Bo konkurs, którym "żyje cała blogosfera", jest dla mnie wielką nadzieją i potencjalnym wielkim rozczarowaniem. I chociaż porażki to mój chleb codzienny, a lekcje pokory przyjmuję przynajmniej dwa razy dziennie, zgodnie z zaleceniem Lekarza, ta porażka boli mnie jakoś bardziej. Bo mówi, że to w zasadzie wszystko jedno: czy mój blog jest w sieci, czy go nie ma. Że to, co jest dla mnie ważne, dla innych jest niedostrzegalne.

Biorę udział i czuję się głupio. Bo muszę Was prosić, namawiać, przypominać, sprawdzać. Pisać i mówić. Truć cztery litery. Dobrze, że w tym roku głosowanie trwa tylko tydzień. Bo mam poczucie, że macie mnie dość. Bo z niemal każdego bloga krzyczy konkursowy obrazek, na niemal każdym blogu ktoś żebrze o sms-a, który przecież nie jest za darmo, nawet, jeśli pieniądze idą na dobry cel.

Dlatego głupio mi prosić: bo nie proszę o wasz uśmiech, tylko o bardzo konkretne złoty dwadzieścia trzy. Trzy bułki. Danio w promocji. Pół czekolady. Symbolicznie, mało, ale dużo. Może specjalnie, żeby głosy wysłali tylko ci najbardziej przekonani. Może nie.

Po zeszłorocznym konkursie, w którym doszłam do miejsca w trzeciej dziesiatce, okazało się, że głosowali na mnie wcale nie ci, na których liczyłam i byłam pewna, że wyślą tego jednego smsa. A przynajmniej nie wszyscy. Z jednej strony byłam bardzo mile zaskoczona - tymi głosami, których się nie spodziewałam. Z drugiej strony było mi przykro, bo ci, którzy obiecywali, zapomnieli. Nie zdążyli. Nie uwierzyli, że to jest dla mnie ważne, ten jakiś dziwny konkurs na śmiesznego bloga roku. Uznali to za fanaberię, wybryk, zachciankę. Nieważną.

Może powinnam wtedy trąbić na prawo i lewo o nagrodach - ale nawet nie wiedziałam, jakie są. W tym roku już wiem: że samochód, że wycieczki, że publikacja książki, że vouchery na to i tamto. Ale to nie jest dla mnie ważne. Ważne jest dla mnie zwycięstwo, tak, jak ważne jest dla mnie - i dla każdego - poczucie docenienia. 

Wygrana jest jak zbiorowy okrzyk: "Dobra robota!". 
A ja piszę bloga tylko dla takich okrzyków. 

Nie mam na blogu zakładki "współpraca". Nie ma mnie w nadziejach blogosfery Kominka. Nie współpracuję ze sklepami, markami ani firmami, bo nie chcę Was namawiać do zakupów, chlastać po oczach reklamą, zarzucać nędznymi konkursikami, wysilać własnej kreatywności do wykonywania żenujących ukłonów i reklamowych podrygów. Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś zarabia na blogu. Jeśli tylko tego chce. Ale to nie moja droga.

Nie mam na pisanie bloga sześciu godzin dziennie. Ani nawet trzech. Zazwyczaj mam mniej niż trzydzieści minut w ciągu doby. I same przeszkody. I dalej piszę. I będę. Choćbym miała co chwila czytać takie komentarze jak ten, który dostałam zaraz po opublikowaniu na fejsbuku prośby o głos. Gdyby ten komentarz był realnym działaniem, byłby jak splunięcie pod nogi. Ale jest jeden, a Waszych dobrych słów o wiele więcej. 

Wasze komentarze i pochwały to miód na moje serce. I nie chcę tego przekuwać na smsy. Na głosy. Ale bez tego nie trafię nawet i do pierwszej setki. Tak działa ten konkurs. Weryfikacja zaangażowania. Waszego. Gdyby co piąty z Was wysłał sms, byłabym na pierwszym miejscu. Ale to Wy musicie chcieć, nie ja. Ja mogę się zachcieć na śmierć, ale bez Was nie mogę nic, i to nie jest zabieg mający Was przekonać do wysłania tego nieszczęsnego smsa. Zazwyczaj radzę sobie sama i proszę o pomoc wtedy, kiedy naprawdę jej potrzebuję. I boli, kiedy jej własnie wtedy nie dostaję.

A z drugiej strony co mam powiedzieć? Jak mnie lubisz, to zagłosuj? A jak nie zagłosujesz, to znaczy, że mnie nie lubisz? A może po prostu masz dość brania udziału w cudzych konkursach, wysyłania sms-ów, lajkowania, komentowania. Może uważasz ideę konkursu za głupią. A może masz na głowie ważniejsze sprawy. Może chciałbyś zagłosować, ale masz na karcie dwa złote i wypłatę po dwudziestym. Chcesz pomóc, ale nie możesz. A może nie wierzysz, że ten Twój jeden głos cokolwiek da. Zostawiasz to innym.

A to jest pomoc. Nie zachcianka. Bo zarabiam na życie pisaniem, a to nie jest łatwy kawałek chleba. Wygrana to nowe otwarcie. Nowe możliwości. Wielka szansa. Widzę to, kiedy przyglądam się działaniom zeszłorocznego zwycięzcy, Konrada Kruczkowskiego. Byłam dumna, patrząc, jak po raz czwarty - w jednej edycji konkursu! - wchodzi na podium. I wiem, że też tak chcę.
Ale nic ode mnie nie zależy.
Głupia sprawa.

Wybaczcie, że tak osobiście, ale nie ma jeszcze szóstej rano, a nad ranem zazwyczaj miewam napady nadszczerości.

10 komentarzy:

  1. Napady nadszczerości gdy rodzina śpi? Znam to:D A z zagranicy na ten sam nr czy dodaje kierunek/prefix (jak to tam się zwie)?

    OdpowiedzUsuń
  2. A z zagranicy to się nie da.
    Ale za to podtrzymanie na duchu warte więcej niż głos:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale to niesprawiedliwe! Wyklęty naród ten co śmiał wyjechać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy nie: inaczej. Głosować można tylko z polskich numerów telefonu, niezależnie od tego, czy jest się w Polsce, czy za granicą.
      Autorzy blogów "emigracyjnych" też na to narzekają. Głupio trochę.

      Usuń
  4. Zagłosowałam z przyjemnością. Lubię tu zaglądać, lubię zwyczajne życie i niezwyczajne osoby:) Powodzenia i nawet gdyby nie trafiłas na podium, to na moim prywatnym podium jesteś za odwagę i wiarę w marzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też biorę udział w konkursie - bo, dlaczego nie? Nie liczę na jakieś szczególne wyniki, ale blog to też zabawa, a takich kategoriach traktuję ten konkurs :). Mój głos masz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że napisałaś, bo robię listę blogów do zagłosowania:)

      Usuń
  6. co roku brałam udział w tym konkursie od samego początku jego istnienia kiedy nie był aż tak komercyjn w tym roku powiedziałam nie bo i tak nie mam szans na wygrana nawet na wejsćie do pół finału... więc przestałam się w to bawić...prowadzę bloga prawie 13 lat więc to jest długo bardzo dług a wygrywają blogi które mają kilka miesięcy czy 2 lata a potem znikają z sieci...

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie zagłosowałam.
    Bo za poźno trafiłam. Trafiłam własnie przeglądając spis tych, którzy brali udział.
    Także ja się cieszę, że wzięłaś udział.
    I bardzo Ci za to dziękuję, bo czuję się tu wyśmienicie.
    Jak już dawno nigdzie ;)

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...