piątek, 23 stycznia 2015

Sprawa zaginionego kota. Odcinek 3

Promienie słońca przedarły się przez nieco używaną szybę i próbowały przeniknąć przez kłąb papierosowego dymu. Na próżno. Kłąb zachowywał się jak ciało stałe, a przynajmniej jak stały bywalec. Jedyna różnica była taka, że nie stało przed nim nic do picia. Chociaż przepraszam, stało. Moja herbata.
- Herbata – powiedział Andrzej z niesmakiem, kiedy barman odchodził od naszego stolika.
- Ale dobra.
- Ale herbata.
Upił łyk swojej kawy. Bez mleka, brr. Potem rozejrzał się po sali. Poza dymem i lekko zaspanym barmanem w „Gruszce” nie było oprócz nas nikogo.
- Przyjdzie jeszcze taki Karol.
- Aha – wyraziłam uprzejmie brak zainteresowania. Bo naprawdę było mi wszystko jedno.
Kiedy człowiek raz na ruski rok wychodzi na miasto na kawę – przy założeniu, że człowiek jest matką dwójki dzieci, oczywiście – jest mu zupełnie wszystko jedno, czy znajomy, z którym się umówił, będzie sam, czy też w towarzystwie. Byle był w towarzystwie dorosłych. 
- Karol jest ciekawym człowiekiem.
- Aha.
Andrzej zamilkł, i to była właściwa reakcja.
Po co mącić przyjemną ciszę mówieniem o tym, co i tak zaraz się okaże. 
Siedzieliśmy więc w milczeniu, barman znalazł płytę, podobno jedyną, którą można tu było puszczać, i ją puścił, płyta skrzypiała i trzeszczała, choć nie była ani trochę gramofonowa, dym unosił się majestatycznie, promienie słońca się nie poddawały. Andrzej opowiedział się po stronie dymu i wyjął papierosy. Zapalił.
- Słyszałam, że nie palisz.
- Tylko jednego.
Herbata stygła, płyta trzeszczała, dym się unosił. Po prostu: klub dziennikarza w sobotę w samo południe. Przynajmniej nie musiałam się wstydzić, że nie potrafię połączyć twarzy z nazwiskiem.
Bo to głupio tak: ktoś mnie zna, ja kojarzę jego twarz, ale skąd? czemu? A jeśli jeszcze mam dopasować nazwisko – to koniec. Uśmiecham się uprzejmie i potakuję z nadzieją, że padnie jakiś szczegół pozwalający na identyfikację. Kiedyś specjalnie dla mnie neurolodzy wymyślą prozognozję.
Dopiłam herbatę. Andrzej udusił resztkę papierosa.
- Co ty w ogóle teraz robisz? – zapytał.
- Siedzę w domu z dziećmi – rzuciłam ironicznie, bo oboje dobrze wiemy, że z dziećmi w domu się nie siedzi. A przynajmniej nie w odcinkach dłuższych niż kwadrans.
- Piszesz gdzieś?
- Trochę.
- Płacą?
- Na ogół nawet tak. A ty piszesz?
I tak sobie przyjemnie rozmawialiśmy o niczym, aż zjawił się Karol. Był gruby, łysy i z zadyszką, bo razem z brzuchem musieli we dwóch wejść po stromych gruszkowych schodach.
- Cześć, Andrzej – wysapał.
Andrzej mnie przedstawił.
- Karol – powiedział Karol, całując mnie w rękę. Nie ma to jak stara szkoła.
Kiedy panowie wymienili uwagi wstępne, a całkiem już obudzony barman przyniósł dwie filiżanki kawy, Karol spojrzał na mnie trochę z ukosa i powiedział:
- To pani szuka ciężarówki?
No ładnie.
- Skąd pan… – zaczęłam, ale ubiegł mnie Andrzej.
- Ja mu powiedziałem.
Trybiki w mojej głowie zaczęły się obracać nieco szybciej.
- Przecież ty o tym nie wiesz – powiedziałam w końcu. Co prawda dzwoniłam do Andrzeja, ale przecież wtedy nie odebrał.
- Wiem. Od Jurka. A Jurek wie od Zbyszka.
- Kto to jest Jurek?
- Majewski.
No tak, zapomniałam. To jest Kraków, tu się wszyscy znają. I każdy już słyszał, co u ciebie, więc jak pyta, to tylko dla zachowania pozorów.
- A ja wiem od Andrzeja – dodał radośnie Karol.
- Naprawdę chcesz szukać po Polsce jakiejś ciężarówki? Przecież ten kot spadł na pierwszym zakręcie.
- Podobno ona jest kradziona. To musiałby być wyjątkowo uprzejmy złodziej.
- A może nagrasz z tego reportaż? Takie „Z kamerą wśród ciężarówek?”
No cóż. Postanowiłam im nie przeszkadzać. Śmiech to zdrowie, w przeciwieństwie do papierosów. Po namyśle podzieliłam się tą uwagą. A potem postanowiłam odrobinę zmienić atmosferę.
- To może wiecie, kim był mój gość – powiedziałam i streściłam im odwiedziny niby-Majewskiego.
Kiedy skończyłam, miny mieli nieco poważniejsze.
- Pani chyba jednak powinna na siebie uważać. I na dzieci – powiedział Karol.
- Zadzwońmy po Wieśka, opowiesz mu, jak ten facet wyglądał, a on zrobi portret pamięciowy – olśniło Andrzeja, więc wyjął telefon i zaczął dzwonić.
Portret pamięciowy.
Właściwie czemu nie.

***

 Kiedy dotarłam do domu i zaprezentowałam efekt sobotniej kawy poza domem mężowi, Kuba przyjrzał się kartce sceptycznie.
- Kto to rysował?
- Policyjny rysownik – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- A już się bałem, że ktoś, kto nie dostał się na ASP, ale mu to nie przeszkadza.
Fałszywy Majewski łypał z nieco topornego szkicu ołówkiem.
- I co z tym zrobisz? – zainteresował się mój mąż.
- Wrzucę na fejsa.
- Chyba żartujesz.
- Pokas! Pokas! Pan! – wyciągnął lepkie łapki Józek.
- Mamusiu, a kto to łysował? – zainteresowała się natychmiast Natalka.
- Pan Wiesiek.
- A narysuje mnie?
- Może lepiej nie.
- A jak będę duza? – badała szanse Natalka.
- Tym bardziej nie – powiedział stanowczo jej ojciec. – Ja cię narysuję. Chodź!
I poszli.
- Mnie tes! Mnie tes! – popędził za nimi Józinek.
Zostałam w kuchni bez dzieci, za to z kanapką z twarożkiem. I z portretem nie-Majewskiego.
Po namyśle odpaliłam komputer i wrzuciłam zdjęcie na fejsbuka. Tyle czasu na nim marnuję, niech się w końcu do czegoś przyda.

***

W tym samym czasie, o wiele bliżej, niż mogłam się spodziewać, pewna ciężarówka nabierała zupełnie nowych kolorów. A miejscami kształtów też. Pewien blondyn stał z daleka, żeby lakier nie pobrudził jego jasnej kurtki. Brunet za to sterczał lakiernikowi za plecami i patrzył mu na ręce. Kiedy ci dwaj się nudzili, a lakiernik stresował, dwóch osiłków nosiło do prowizorycznego magazynu paczki. Paczek było dużo i wyglądały z daleka jak bożonarodzeniowe prezenty zapakowane przez człowieka z upośledzonym zmysłem estetyki i wzroku najwyraźniej też.

A w kabinie ciężarówki, w towarzystwie klubowych proporczyków i imponującej liczby podróżnych dewocjonaliów wylegiwał się szary kot Józka. Wyglądał na zmartwionego.

czytaj dalej - odcinek 4

Tutaj znajdziesz odcinek pierwszy,
 a tutaj odcinek drugi

5 komentarzy:

  1. śmiesznie się to czyta, średnio w połowie odcinka przypominam sobie, że to fikcja :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przed chwilą przeczytałam odcinek pierwszy (bo link wyświetlił mi się na fejsie). Potem wróciłam na facebook, a tam informacja, że jest już trzeci! I zamiast pędzić do pracy (!) to siedzę i czytam! Wciąga! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No, ulzylo mi, ze kot nie spadl na pierwszym zakrecie!

    OdpowiedzUsuń
  4. No to my się domagamy okazania portretu pamięciowego! Może go znamy ;).

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...