niedziela, 25 stycznia 2015

Matka na niedzielę. Nie moje

Z dzisiaj.
"Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim." 
Zostawili ojca swego, Zebedeusza.
Przy pracy.
Z najemnikami.
Jego własne dzieci poszły za kimś innym.
Dzieci nie są moją własnością. Nie są dla mnie. To ja jestem dla nich.
Zebedeusz nie woła za synami: nie po to was wychowywałem, żebyście mnie zostawili samego z robotą!
Dzieci nie są tylko moje.
Owszem, ja za nie odpowiadam, za ich wychowanie, za ich rozwój.
Za ich dobro.
Ale potem mają iść i dawać siebie innym.
Nie tylko mnie.



6 komentarzy:

  1. trudna lekcja ale prawdziwie przydatna

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawda, bolesna, ale prawda. Teraz martwimy się o ich przeziębienia, odparzenia tyłeczków, albo spanie i niespanie w nocy... Kiedyś będziemy się martwić o to, czy są szczęśliwe w małżeństwie lub zakonie. I najważniejsze, że martwiąc się - będziemy musieli je komuś oddać. Taki już los rodzica. :) W takich chwilach chciałabym zatrzymać czas. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda, trudne to ale prawdziwe. Bardzo lubię czytać Ciebie jako matkę na niedzielę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Taaak, też o tym myśleliśmy z mężem. My - jednym, a one na jakiś czas szczęścia dane, czasem krótszy, czasem dłuższy.
    (Świetny okrzyk włożyłaś w usta Zebedeusza! :D Bardzo... taki życiowy.)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja o tym myślę obecnie w kontekście relacji z rodzicami/teściami. Nie wiem jaką sama będę mama/teściową za lat dwadzieścia, ale, daj Boże, żebym pamiętała te słowa!

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...