sobota, 3 stycznia 2015

Kublik, kupa i kolacja

Miało nie być, ale będzie. 
O kupie. Publicznej. I publicznym zgorszeniu higienicznym.  Oraz egoizmie i dziennikarskim nadużyciu.

O co chodzi? Wszyscy już chyba wiedzą. 
Otóż dziennikarka Gazety Wyborczej, Agnieszka Kublik, zabrała swoich przyjaciół ze Stanów na kolację. W Polsce zabrała. I trafiła pechowo, bo do restauracji (jak mniemam) dobrej, za to w towarzystwo - złe. Ojciec z dwójką znudzonych gimnazjalistów oraz dwie pary, każda z jednym małym dzieckiem.W głównej roli tego dramatu - dziennikarka, której robi się niedobrze, bo ktoś na jej oczach przewinął dziecku pupę.

Po co w ogóle ruszam ten temat? Banalny. Odwieczny niemal. Dzieciaci kontra bezdzietni - pewnie najstarszy konflikt świata. Otóż ruszam, bo dobrze pokazuje pewne społeczne zachowania - i sama bardzo bym chciała, żeby się zmieniły. 

Jasne, że nasza polska rzeczywistość jest mocno niedoskonała, żeby nie powiedzieć - siermiężna. Restauracje oferujące usługi dla rodziców z dziećmi prezentują poziom mocno zróżnicowany. Jedne uważają, że jedno wysokie krzesełko na knajpę wystarczy, w innych - full wypas, z pieluchami włącznie.

Te dwa światy: ludzi z dziećmi i bez dzieci nie mają punktów wspólnych. Tylko czasem się stykają, a raczej wpadają na siebie, zupełnie się nie rozumiejąc, ba, nawet nie chcąc się zrozumieć - i od razu wpadając w konflikt.
Co powoduje brak punktów wspólnych?
Nic nowego. Egoizm. Brak szacunku.

Ale nie o tym chciałam tak naprawdę. Nie było mnie na miejscu, nie mogę wysłuchać historii tamtej przewijającej matki, nie będę osądzać. Za to jednego odpuścić nie mogę. 

Otóż dziennikarce wydaje się, że wie.
Widać to w dalszej części tekstu - kiedy przypomina sobie inna niehigieniczną sytuację: chłopczyk sika na trawę na placu zabaw. A konkretnie to mamusia go "odsikuje". A na uwagę dziennikarki, że może dziecko mogłoby wysikać się tam, gdzie zwykle, czyli we własnej łazience - reaguje wulgarnie. Mamusia, znaczy. Ale zostawmy ją.
We własnej łazience.
Łapiecie to? Bieganie z kilkulatkiem do domu, żeby się wysikał? Nawet, jeśli ten dom jest tuż obok placu zabaw? Idę o zakład, że każda matka popuka się w głowę bez słowa.
Dziennikarka nie zna realiów. Że się oburza - rozumiem. Ale jeśli nie wie, nie powinna się publicznie wypowiadać. Nawet jeśli to ma być komentarz lub opinia.

Skąd wiem, że nie wie? Nic trudnego: skoro zastanawia się, czy matka nie powinna pojechać z tym reatauracyjnym dzieckiem i jego kupą w pieluszce do domu, od razu - oznacza to ni mniej, ni więcej tyle, że Agnieszka Kublik nie ma bladego pojęcia o byciu rodzicem małego dziecka. Nie ma pojęcia, ale za to ma tupet i "wywołuje powszechną dyskusję". O tym, czy w knajpie można dziecko przewinąć przy stole, jesli jest zima, nie ma przewijaka w toalecie i ogólnie to chyba nie jest restauracja przyjazna dzieciom. O higienie i tym, że matkom się w głowach poprzewracało. Bo chcą z dziećmi z domu wychodzić i przeszkadzać. O publicznym obnażaniu dziecka, na które dziennikarka nie mogła przestać patrzeć. Jakoś tak, bo ja wiem, głupio, prawda? Jak ktoś dorosły się obnaża publicznie, chcący lub nie, dobre wychowanie nakazuje wzrok odwrócić, a nie się gapić. Ale z dzieckiem - co innego.

Tak, ja wiem, że dzieci potrafią bardzo przeszkadzać. I że nie każdy może mieć na to ochotę. Ale nie zgadzam się na to, żeby dziennikarz robił coś takiego. Żeby w ramach swojego zawodu uprawiał prywatę. Bo to właśnie prywata jest, nic innego. Mnie było niewygodnie, więc zauważyłam problem: ludzie przewijają dziecko na kanapie obok swojego stolika, kiedy ja przy swoim jem kolację. Gdyby zamiarem było pokazanie problemu społecznego, trzeba by było zapytać tę matkę, czemu to zrobiła. Trzeba by było zapytać restauratora, czemu przewijaka nie ma. Innych gości, czy im przeszkadza. A tak nic nie trzeba, jest wygodnie, och, jak wygodnie, walniemy sobie komentarzyk, zaasekurujemy się, że to nie przeciw matkom, poprosimy o komentarz do komentarza amerykańską znajomą, która powie, że w Ameryce takich rzeczy nie uświadczysz (chociaż jej komentarz był jakby nieco bardziej ogarnięty). Blogosfera zawrze. Portalowi klikalność skoczy. Ludzie się przez parę dni nie będą nudzić. Same plusy.

I te sugestie, że dla towarzystwa matki takie przewijanie to "normalka". Taka patologia, rozumiecie. I puenta, że redaktor Kublik nie jest aż tak rozzłoszczona na tę matkę jak profesor Mikołejko. Bo on to dopiero był rozzłoszczony na "wózkowe". Ale tematu "wózkowych" nie tykam, już o tym pisałam tutaj - raz a dobrze, wystarczy. No i Mikołejko nie jest dziennikarzem. A Agnieszka Kublik jest. 

Z drugiej strony to smutne: że kobieta, która mogłaby być babcią tej przewijanej dziewczynki, tak egoistycznie patrzy na świat. Mogła przecież zapytać, czy jakoś nie pomóc, skoro uważnie obserwowała sytuację. Ale nie. I nie napiszę, że takie rzeczy to nie w Polsce, bo właśnie w Polsce. Bo ludzie potrafią. Widzą, pytają, pomagają, nie oburzają się. Tylko trzeba trafić na takich, co zagadną, zamiast bez pytania postawić pod pręgierzem.

"To nie jest felieton przeciwko matkom. To jest felieton przeciwko tym, które uważają, że mogą więcej tylko dlatego, że mają dziecko."
Tylko, pani Agnieszko, one mogą na ogół o wiele mniej. W sklepach, poczekalniach, komunikacji, w pracy, w restauracji. Mniej. Gdyby to była jakaś mniejszość, pewnie byłaby dyskryminowana. Ale matki to większość, nie mniejszość, a większość nie bywa dyskryminowana, ona właśnie dyskryminuje, choćby i kupą w pampersie. Choćby i wózkiem na chodniku. Choćby i odrzuceniem na rynku pracy. 

Rozumiem, że Pani pokolenie zostaje właśnie babciami i dziadkami, a jeśli nie zostaje i nie ma w pobliżu małych dzieci, to czasem nie do końca może pojąć, o co chodzi z tym wychodzeniem z dziećmi z domu, z tymi przewijakami tu i tam, z tymi wózkami tarasującymi przejście do baru i rodzicami "ciągnącymi" dziecko wszędzie, z urlopem tacierzyńskim i ojcem wreszcie trochę bardziej obecnym. Jako osoba prywatna może Pani nie rozumieć i na to narzekać. Ale jako dziennikarka - nie. 
Nie w ten sposób. 

21 komentarzy:

  1. Jestem za murzynami, bo o tym nie słyszałam. Masz rację zupełnie ta pani nie ma pojęcia o byciu matką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Ci dobrze! Ja mam skrzywienie zawodowe i czasami robię prasówkę:)

      Usuń
  2. Mieszkam w Niemczech i tutaj taka dyskusja raczej nie miałaby miejsca. Prawie w każdym lokalu jakoś umożliwia sie przewijanie dzieci - jeśli nie ma przewijaka, to personel zwykle udostępnia jakieś miejsce na zapleczu. Trzeba tylko popytać i próbować. Też uważam taką dyskusję matki - nie-matki za nietrafioną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że w Polsce też tak jest? jak się człowiek uśmiechnie i poprosi, to bardzo wiele można zdziałać i dostać :)

      Usuń
  3. Ależ mnie wkurzył jej artykuł! I komentarze - że tak, że matkom wszystko wolno... Masz rację, ta pani nie ma pojęcia o opiece nad dzieckiem. Rozbawiła mnie jej rada z pójściem na siku do domu. Ehhh!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa. Nie wiem, to się wypowiem.
      W sumie to mi jej trochę żal.

      Usuń
  4. oj tak Pani dziennikarka nie ma pojęcia... to jak ma się dziecko nauczyc ogłady i kultury jeśli z dzieckiem do restouracji nie można wejśc. tak może być tylko w polsce...
    hehe ja tez miałam podobną sytuacje tylko moje dziecie siusiało na dworze pod murek gos c mi zwrócił uwage, że będzie śmierdziało to mu powiedziałam że jak pies sika też smierdzi i nikt nie ma pretensji a jak dziecko to mnie tu uwagę zwraca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Psy mogą, pijacy mogą, a dzieci, które nie wytrzymają - nie mogą. U nas na osiedlu ponoć kiedyś straż miejska dawała mandaty za sikanie na trawę. Sikało dziecko. Dobrze, że nie trafili na mnie.

      Usuń
  5. No przyznaję się, że i ja pierwsze słyszę. Jednak sobie wygooglowałam i cóż mogę napisać? Napisałaś wszystko, to samo co myślę ja. Zgadzam się pod każdym względem. Lepiej bym tego nie ujęła.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tez o tym nie słyszałam, ale z tego co czytam u ciebie to juz mam dość - masz absolutna rację i przyklaskuję ci w 100%!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego się długo zastanawiałam, czy o tym napisać - bo po co sobie głowę zawracać. Ale tak mnie zeźliła, że ruszyłam temat.

      Usuń
  7. Super post!
    Gdy jeździmy do i z PL najbardziej lubię podróż Finlandię (cudowne łazienki dla rodziców, luksus i wygoda) a na matkę malucha patrzą wszyscy jak na złoto:) i wszystko jej wolno:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcę do Finlandii!!!
      Chociaż w Polsce jakoś bardzo nie narzekam:)

      Usuń
  8. P.S. Piękna nowa fotka profilowa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mikołejko swoją drogą, bo trochę racji jednak miał, ale tutaj rozumiem oburzenie. Z jednej strony trudno oczekiwać pewnego rodzaju wrażliwości od osoby "nie w temacie" ale z drugiej pewnych standardów warsztatowych można i trzeba. Takie to dobre dziennikarstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę racji miał, ale właśnie: trochę. I dlatego jego tekst uważam za niesprawiedliwy. Żeby nie powiedzieć: krzywdzący.
      Dziennikarstwo upada, wiadomo :D

      Usuń
  10. Gazeta Wyborcza to sam w sobie specyficzny temat. Chyba szkoda nerwów...
    Mama trójeczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiast kawy jest w sam raz :)

      A poważnie: gdyby nie "Wyborcza", nie zostałabym dziennikarką. Ale to była "Wyborcza" sprzed kilkunastu lat. Teraz kijem nie tykam, jeśli naprawdę nie muszę.

      Usuń
  11. Kublik to nie dziennikarka. To sfrustrowana psychopatka.

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...