środa, 10 grudnia 2014

Kreatywnie. Fasola et consortes













Przesypywanie. Jedna z najulubieńszych zabaw maluszków - tych większych też. Pewnego razu, kiedy Witulek ucinał sobie słodką drzemkę, postanowiłam spacyfikować Joachę pomiaukującą, że nie ma się z kim bawić. Udało się świetnie.

Drobne rzeczy mają w sobie magnes. A ziarenka są przyjemniejsze niż mąka czy piasek, który klei się czasem do rąk i pozostawia na nich niemiły (dla niektórych) osad. Gładkie ziarna fasoli, chropowata cieciorka, maleńki szorstki mak. Różne faktury, różne kolory, różny stopień trudności przy przesypywaniu, chwytaniu, mieszaniu.

Po ziarenka udałam się do naszego warzywniaka, którego szefowa z miłym uśmiechem zważyła mi po pięć - lub dziesięć - deka tej i tamtej fasolki, czerwonej soczewicy i maku. Przy okazji porozmawiałyśmy sobie o urokach prowadzenia warsztatów dla dwulatków raz w tygodniu. Kolejka za mną czekała cierpliwie i dyskretnie oraz z zainteresowaniem podsłuchiwała naszą rozmowę o dzieciach. Kilka gatunków przywiozła też babcia I. Całość kosztowała nie więcej niż piątkę.

I co my tu mamy?
























Poza poznawaniem faktur i kolorów oraz próbowaniem, co się gdzie zmieści, jak wygląda wymieszane i czy łatwo się zbiera rozsypane ziarenka z powrotem do pojemniczka, ziarenka okazały się mieć jeszcze inny walor edukacyjny. Są bowiem jedzeniem. Łatwo więc o nich opowiadać w sposób przystępny - bo są czymś bliskim. Dzieciaki spotykają je przecież na co dzień. Mak - w makowcu i ciasteczkach, kasza jaglana - przy śniadaniu albo obiedzie, soczewica w kotlecikach, fasolka - w puszce.


Joasia po godzince była w stanie nazwać wszystkie - a kiedy czegoś zapomniała, dopytywała się, co to, i starała się zapamiętać. Wiedziała, co lubi (na przykład kaszę jaglaną), a czego nie bardzo (soczewicę w postaci niekotlecików). Do pojemniczków i łyżeczek dodałam jej kilka małych szklanych buteleczek, wyszperanych jeszcze na pchlim targu na którymś Jarmarku Dominikańskim. Kupione do malowania, odczekały swoje w piwnicy babci M. i dziadka K.: wyrzucić szkoda, bo śliczne, a czasu na ich kreatywne oporządzenie jakoś nie ma. No i trafiły w końcu dobre ręce. Czy raczej: rączki.









Było fajnie - wnioskując z tego, że Joasia chciała jeszcze raz. Co prawda obudzony Witulek narobił w ziarenkach zamieszania, a mnie nie chciało się bawić w Kopciuszka - ale za to wymieszane nasionka wykorzystaliśmy w inny sposób.
Ale o tym opowiem Wam innym razem.

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Albo nawet: pomysłowe, a jakże proste :D

      Usuń
  2. Ciekawe. Wykorzystam, kiedy już minie mojemu małemu człowiekowi okres jedzenia wszystkiego i zawsze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jeszcze nie minął - ale jedno pogryzione ziarnko fasoli dwulatkowi nie zaszkodzi. Przy maluszkach - gorzej.

      Usuń
  3. Cudny pomysł! I ładnie opakowany. Myśmy z chłopcami zawsze łuszkali fasolę, całe kosze, o dziwo, bardzo to lubili. Trzeba tylko uważać na maluchy, bo taka fasola w nosie to ojć. Starsi juz nie chcieli łuskać, no cos ty mamo. Ale jeść, to owszem, zwłaszcza po bretońsku. Kocham fasolki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pamiętam łuskanie bobu i groszku i pamiętam, jak sama się bawiłam kolorową fasolą. To dopiero był skomplikowane fabuły z podziałem fasoli na role :D A ziarenka a w nosie - masz rację! Dramat, nie dość, że nie ma jak wyjąć, to jeszcze może zakiełkować. Na szczęście u nas póki co spokój w tej kwestii. :)

      Usuń
  4. fajna zabawa :) szkoda, że mojej córki nigdy to nie interesowało :( zawsze wolała pomagac w kuchni przy czyms bardziej konkretnym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super! Ja po prostu czasami nie mam cierpliwości do dziecięcego "pomagania" - wiem, że krojenie pomidorów jest super, ale czasami wolę zrobić to sama:)

      Usuń
  5. Kreatywna zabawa! co do kreatywnosci to polecam stronke http://bajkotwory.pl/, natknelam sie na nią ostatnio w internecie i jest pod wielkim wrazeniem. dzieciaki moga tworzyc tutaj wlasne bajki i podkladac glosy. SZczerze polecam kreatywnym dzieciaczkom! moje sie zakochały i teraz chca zeby im na swieta kupila pakiet na tej stronie, co uwazacie. czy to nei przesada?

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam pewien problem z bajkotworami - miałam chyba nawet jakąś propozycję testowania tej strony. Ale uważam, że im mniej dziecko spędza czasu przy komputerze, tym lepiej - zwłaszcza dwu-trzylatki, jak u mnie. Dzieci bardzo szybko się przyzwyczajają. No i jeszcze to, że trzeba wykupić abonament - a kiedy stanie się tak, że nie będzie można wykupić, a dziecko będzie już przyzwyczajone do takiej zabawy - nie będzie fajnie.
      Nie wiem, jakie masz duże dzieci, ale dla moich się nie nadaje.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Witam i zapraszam do zabawy! Nominuję i pozdrawiam:

    http://poslubionaksiazce.blogspot.com/2014/12/nominacja-liebster-blog-award-jest.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne, dzieci chyba bardziej cieszą takie zabawy, niż najwymyślniejsze zabawki kupowane w sklepie, tak przynajmniej jest w przypadku Pawła. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny pomysł i jeszcze lepsza frajda z zabawy. ;)
    Dopiero do Ciebie trafiłam, ile lat ma Joasia? Wydaje mi się, że mój roczny Oluś będzie chyba jeszcze za mały do takiej zabawy, ale w przyszłości na pewno skorzystamy z pomysłu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pomysł genialny. Zabawa obłędna. Po prostu super (:

    OdpowiedzUsuń
  10. Edukacja na naprawdę dobrym poziomie. Sami moglibyśmy się nauczyć dokładniejszego rozróżniania gatunków nasion, jednak fasola jest u nas jedna, podobnie jak z innymi roślinami. Było kolorowo i smacznie :)

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...