sobota, 8 listopada 2014

Wróciłam!

Październik. Najdłuższy październik w moim życiu, a z drugiej strony nie mam pojęcia, kiedy minął. Było mnie tutaj dużo mniej, i wpisów tez było o połowę mniej. Więc w ramach rekompensaty poopowiadam Wam dzisiaj kilka historii. Z dygresjami.




Lepiej zróbcie sobie kawy, zanim zaczniecie czytać. 

Skoro już o kawie - przestałam ją pić. Zupełnie. Bo piłam już dwie filiżanki dziennie. I okazało się, że owszem, mniej po kawie zasypiam, ale jestem taka jakby bardziej nerwowa. Chcę wszystko zrobić szybko i sprawnie, a najlepiej bez przerw. Dzieci skutecznie w tym przeszkadzają, co mnie denerwuje, więc krzyczę. A nie lubię krzyczeć na własne dzieci. Oczywiście zrzuciłabym winę na stres i dużo nowych obowiązków, gdyby nie to, że pewnego dnia zabrakło u nas mleka, a że z chorymi dziećmi wyjście do sklepu jest niemożliwe, podobnie jak wypicie czarnej kawy (tak, wiem), nie piłam jej wcale. I pod koniec dnia okazało się, że nie tylko nie zasnęłam około trzynastej gdzie popadnie, ale przez cały dzień miałam w sobie dużo cierpliwości. I spokój. Postanowiłam sprawdzić to następnego dnia. I jeszcze następnego. I tak od lepszych dwóch tygodni obywam się bez kawy. 

No dobrze, nie do końca. 
Piję zbożową.
A kiedy zaczyna mnie ogarniać senność, robię szybką serię ćwiczeń, wieszam pranie na balkonie albo myję podłogę. Do kawy nie zamierzam wracać. Skoro mogłam jej nie pić przez większość życia, dlaczego teraz nagle miałabym zacząć?

Dygresja numer jeden.

Kiedy byłam bezdzietną studentką, często brakowało mi doby. Robiłam dużo, czy może raczej: czego ja nie robiłam! Motto ze studiów wzięłam sobie z reklamy pewnego dezodorantu, nieco je modyfikując: bo nigdy nie wiesz, gdzie i kiedy skończy się dzień. Czasami nie wracałam do mieszkania przez dwa dni, a podręczny zestaw kosmetyczny miałam zawsze w torebce. Wielkiej i ciężkiej torebce. Ale spokojnie, prowadziłam się przyzwoicie. Kiedyś przez pół roku żywiłam się głównie Jogobellą, bo taki miałam kaprys, poza tym nie trzeba jej było gotować - i potem nie mogłam na nią patrzeć przez następne półtora roku. 

Kiedy przeglądam stare foldery na dysku, odkrywam, że nie zawsze prałam, zmywałam, sprzątałam, gotowałam i wycierałam nosy, pupy i podłogi. Śpiewałam w scholi. Robiłam zdjęcia - analogowe, jeden film tygodniowo. Robiłam plakaty dla duszpasterstwa. Jeździłam do pustelni. Grałam w studenckim teatrze. Redagowałam magazyn o sztuce. Pisałam zupełnie innego bloga. Piekłam przed świętami Bożego Narodzenia torby pierniczków i rozdawałam znajomym. Pisałam, czytałam, recenzowałam książki i prowadziłam portal literacki. Grałam w Farmville!
Czasami za tym tęsknię. 

Do września wydawało mi się, że to wszystko za mną i na razie nie ma powrotu, bo dzieci za małe. A tutaj - niespodzianka! - dzieci urosły. I trochę więcej się da.

Da się na przykład zrobić gazetę.

Pisałam Wam, że prowadzę zajęcia dla studentów. Studentów dziennikarstwa, gazeta jest więc jak najbardziej na miejscu. Ale gazeta to też sporo pracy, nawet, jeśli to miesięcznik. Trzeba ją ogarnąć od wielu różnych stron, stworzyć format, złożyć draństwo, poprawić teksty, dołożyć obrazki. Planowałam działać nocami, ale że mój laptop odmawia współpracy z InDesignem, musiałam podbierać komputer ojcu dzieciom, który pracował przy nim po powrocie z pracy. No i okazało się, że jak matka spędza przy komputerze dzięsieć dni, dzieci bawią się grzecznie same, nie za bardzo nawet przeszkadzając i nie marudząc co chwilę "Mamusiuuuu, pobaw się ze mną!"* 

Przy okazji mój umysł, zmuszony do pracy, wspiął się na wyższy poziom organizacji. Zaraz za nim wspiął się bałagan, ale szybko przywołałam go do porządku. Jak wygląda dzień Matki Składajacej Gazetę? Pobudka. Witulek zaczyna dzień od wiadomo czego (Cycek! Pyśne! Pyśne!), Joasia od kakałka (Tatuuusiu! Z(r)ób mi kakałko!). Potem ojciec dzieciom wychodzi do pracy, reszta je śniadanie i po śniadaniu matka, zamiast zmywać, zmyka do komputera. Najedzone dzieci bawią się ładnie i kreatywnie. (Dzisiaj na przykład bawiły się, że wchodzą na drzewo - zmyślone - i z niego spadają. "I rozbijasz sobie buzię, nie kolanko! - tłumaczyła Witulowi Joasia zawiłości fabuły). Około jedenastej czas na drugie śniadanie. Potem spacer lub nie, w zależności od tego, jak się czuje smog. Kiedy dzieci jedzą, matka nastawia obiad, który robi się sam, po czym spędza  z dziećmi intensywne pół godziny, bawiąc się w tygrysy, łaskotniki, krokodyle, bujak i co tam jeszcze się uda. Obiad, drzemka Witula lub nie - jeśli nie, dzieciaki bawią się znowu razem, a ja składam. Potem jeszcze jedna przerwa na wspólny czas i wraca z pracy ojciec dzieciom. Po paru godzinach razem dzieci wreszcie idą spać. Matka też. Budzi się, kiedy ojciec idzie spać, i siedzi do rana z dwoma lub trzema przerwami na "Mamuuusiu!. 

Efekty uboczne gazety są więc dwa. Po pierwsze - dzieci przyzwyczaiły się, że bawią się same, zamiast snuć i nudzić. Po drugie - matka ma o wiele więcej spokoju i cierpliwości w sobie, bo ma satysfakcję z tego, co robi, a że skutki robienia pozostają widoczne o wiele dłużej niż kwadrans, jest to satysfakcja z przedłużonym działaniem. 



Dygresja numer dwa.

Dzieci utrudniają wychodzenie z domu. Nieważne, czy do sklepu, czy na kawę, czy do pracy. Utrudniają. Jeśli się ich nie zabiera, trzeba przygotować je do zostania z kimś w domu, jeśli sie je zabiera, trzeba zabrać mnóstwo rzeczy, bez których wyjście może się okazać klęską. Wraz z Wielorybką doszłyśmy do wniosku, że samotne wyjście do sklepu choćby na dziesieć minut jest teraz dla nas sporą atrakcją. A bywa, że jedyną rozrywką. 

Zajęcia i warsztaty zmuszają mnie do wyjścia z domu. Bez dzieci.

Zajęcia mam po południu, więc po zajęciach mam wychodne i czas na to, żeby spokojnie spotkać się z kimś, kto akurat ma ochotę. Wracam, kiedy dzieci już śpią (choć czasami Witulek na mnie czeka). Co lepsze, w tym samym dniu rano mam warsztaty z dziećmi, na które własnych dzieci nie zabieram. W ten sposób jeden dzień w tygodniu spędzam raczej poza domem. Do jednych i do drugich zajęć muszę się przygotować, jedne i drugie wymagają uważnego bycia dla innych - a jednak odpoczywam. Naprawdę odpoczywam. A może raczej męczę się w inny sposób. 

A teraz idę spać, bo jest trzecia w nocy, a jutro bladym świtem jedziemy do krainy czystego powietrza. 
Ciąg dalszy po powrocie. 









*Choć istnieje możliwość, że mój mózg przestał po prostu odbierać ten komunikat. 



14 komentarzy:

  1. Wróciłaś powiedzieć, że znów Cię nie będzie (tyle, że może nieco krócej)? Ojjjj - grożę Ci paluchem, widzisz? P. S. Bawcie się dobrze i oby Wam się udała pogoda. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym rodzaju:) ale teraz już wróciłam na dobre, sama widzisz, że nawet na komentarze odpowiadam wreszcie:)

      P.S. Udała się! I to jak! :)

      Usuń
  2. Bardzo pozytywny post. Powodzenia w bieganinie codziennej :). Pozdrawiam (i zapraszam "do siebie")

    OdpowiedzUsuń
  3. Też się cieszę. Ja przy dzieciach odkryłam, że można dużo. Serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zazwyczaj odkrywam, że mozna dużo,a potem odsypiam przez tydzień. Na głupotę nie ma rady:D

      Usuń
  4. Ja z reguły byłam w miarę zorganizowana ale dopiero przy dzieciach się dowiedziałam co to znaczy prawdziwa organizacja i logistyka i tego jak dużo można zrobić w jedną dobę i to z Młodym na biodrze, ręce czy przy nodze :) I W OGÓLE mi to nie przeszkadza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przy dziecku, nie dzieciach :) Jedno mam :)

      Usuń
    2. W sensie nie że jedno, tylko że nie przeszkadza!!!

      Usuń
  5. Dzielna Kobieta z Ciebie! Powodzenia! Nasz jeden brzdąc w przedszkolu, drugi ze mną w domu. Próbuję pracować - niestety nie zawsze wychodzi ;) Pozdrowienia M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzielna od dzielenia się na kawałki:)
      mnie też w dzień nie zawsze wychodzi, a potem się dziwię, że jest druga w nocy, a ja przy komputerze. A czasami nawet świta. ech. Pozdrawiam też:)

      Usuń
  6. Nooo mnie też na studiach się wydawało że na nic czasu nie mam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I też Ci się wydawało, że jak wreszcie skończysz studia, to będzie go więcej? :D

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...