piątek, 28 listopada 2014

Witold Bardzo Rozgadany

Po osiemnastym miesiącu w komunikowaniu werbalnym Witulka nastąpił przełom, po dwudziestym pierwszym miesiącu - kolejny, a teraz - ho, ho! Rozgadał mi się syn na dobre.
Bardzo lubię z nim rozmawiać.


- Mamuusiu! - obudził się ostatnio rano. - Nie ma! Psijć! Psijć!
Przychodzę.
- Tulić!
Przytulam.
- Byłaś! - oznajmia z satysfakcją.

Ostatnio dosypia (albo nawet całkiem śpi) w naszym łóżku. I wcale mu się nie chce z niego wychodzić. Leży sobie albo buszuje, patrzy i opowiada.

- Ooo! Kowa! Kowa! Tam jest! - zagląda za łóżko do schronienia wszystkich naszych maskotek. - Miła - oznajmia i wyciąga do niej rączkę.
Krowa nic nie odpowiada.
- Choć! Choć! Nie bój! - zachęca ją Witulek, ale krowa nie idzie. Wyciąga ją w końcu za uszy (i okazuje się, że to nie krowa, ale mała żyrafka z pluszowej serii "mam za dużą głowę"). Przytula ją, a potem sadza na poduszce.
- Dzonko! - podsuwa jej pod nos raczkę z niewidzialną karmą.
- Mniam, mniam - mówi krowożyrafa głosem Witulka.
- Ziadła! - obwieszcza mój syn zadowolony.

Poza łóżkowym dosypiaczem Witulek jest też oswajaczem potworów. Oswaja je w najprostszy możliwy sposób: przytula. Kiedy wielki tygrys goni po domu Asię i Witulka - Asia ucieka z krzykiem, a Witulek z okrzykiem "Miły!" pakuje się tygrysowi pod brzuch. I przytula.
Kiedy jesteśmy w sklepie, w którym pod sufitem wisi wielki i paskudny wilk (a może wilkołak), szczerzący się szyderczo (sklepy z tanią odzieżą rządzą się własnymi prawami) - Witulek nieco drżącym głosikiem mówi:
- Boję!
- Faktycznie, jest straszny - mówię.
- Miły? - pyta z nadzieją.
- Niezbyt.
- Tulić?
- Nie bardzo.
- Głaskać!
Wyciąga rączkę i głaszcze go z daleka.
- Poziądku!
"W porządku" połączone z głaskaniem po głowie - oto, jak mój syn będzie sobie radził z wilkami.
O co zakład, że będą wtedy miłe? 

Główną cechą języka Witulka jest olewanie przyimków. 
- Idziemy lasu gziby? - pyta, łapiąc małe wiaderko, kiedy jesteśmy na wsi.
Albo, już w mieście:
- Idziemy? - pyta mój syn.
- Gdzie?
- Sklepu. Mlećko! Józkiem! Jazem!
No i jedziemy do sklepu razem. Wózkiem.

Czasami nie możemy się dogadać. Zwłaszcza wtedy, kiedy Witulek przychodzi z jakimś wyrazem, a ja nie znam kontekstu sytuacyjnego.
- Tonik!
- Tonik? - pytam zdziwiona. Ani chybi ma ochotę się pobawić moimi kosmetykami.
- Tanik! Tonik! - próbuje dalej.
- Nie wiem, Witulku - przyznaję.
- Tajnik! Cajnik! - denerwuje się Witu.
No tak. Czajnik. Zagadka rozwiazana.

Jeszcze gorzej jest, kiedy zjada pierwszą sylabę. Tawka, gatka, rówka, chewka, dzalnia, zecka. Kto zgadnie?

Do tego wszystkiego - ponieważ języka uczy się głównie od dwóch kobiet w domu, małej i dużej, mówi o sobie w rodzaju żeńskim. Lecz nie zawsze, bo od pewnego czasu tłumaczymy sobie, że dziewczynki mówią "zjadłam", a chłopcy - "zjadłem". 
- Zjedłam - mówi w efekcie Witu, bardzo próbując wstawić "e" gdzie należy.

Olewa za to na przykład kolory. Przez chwilę byłam tym nawet zaniepokojona, bo nazywał je bardziej losowo i mylił zielony z czerwonym. Ale zaraz okazało się, że kiedy potencjalny daltonista chce czegoś konkretnego, świetnie potrafi nazwac i przedmiot, i kolor. Facet. Ale facet dwudziestopierwszowieczny. Kiedy chodzę po domu z kolejnym paskudztwem na twarzy, przychodzi zaintrygowany i pyta:
- Ojej? Maska?
Uwielbiam z nim rozmawiać. 

13 komentarzy:

  1. Skąd ja to znam :) Moja córka gada odkąd skończyła roczek!!! ma takie fazy , o których mówimy "przesilenie", oznacza to nic innego jak fakt, że w krótkim czasie kolejny raz poszerzyła swoje słownictwo :) Co do rozróżniania kolorów, spokojnie, opanuje to!!! Moja Iza nauczyła się na pisakach, chcąc rysować opanowała kolory pisaków i mówiła np zielony jak trawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasia też gadała, jak miała rok, jak małe radyjko:) I też się bardzo syzbko uczyła nowych słów - to było fascynujące, swoją drogą.
      Na pisakach? fajnie:) u nas to chyba nie zadziała, Witulek zdecydowanie woli używać pisaków, niż nazywać kolory. Babska sprawa najwidoczniej.

      Usuń
  2. Moi - co prawda starsi - nadają dzień cały niczym "Wolna Europa"...;). Tak więc- wszystko przed Tobą :))). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czym się różni radio od dzieci?
      Radio da się wyłączyć.
      P.S. To nie ja, to moja mama wymyśliła. Nie miała przy mnie szans słuchać radia:)

      Usuń
  3. Dzień dobry mamom:) To najprzyjemniejsze, serdeczne i zapamiętywane na zawsze chwile, gdy mały, wielki człowiek zaczyna komunikować się z własnego wszechświata. Jak kontakt dwóch cywilizacji. Swoich pamiętam i wzruszają mnie ciągle, dlatego zaczęłam pisać blog, by zapamiętać i zapisać, to co umykało. Wielu rozgadanych wieczorów juz wkrótce życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, obserwowanie, jak dziecko zaczyna werbalizować myśli, jest fascynujące.
      Powodzenia w blogowaniu! :)

      Usuń
  4. Huśtawka, hmm, żarówka, marchewka, zjeżdżalnia, łyżeczka. Jak mi poszło? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie!
      To drugie - to "zagadka".
      A Witulek od czasu opublikowania wpisu zaczął wymawiać pierwsze sylaby. Chyba wyczuł pismo nosem:)

      Usuń
  5. Świetnie :-)) To są super uroki :))) Mojemu synowi długo zajeło zanim się rozgadał a teraz już nie pamiętam jak to było jak nie mówił hihi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to tak szybko mija... Staram się nagrywać, żeby potem móc sobie przypomnieć:)

      Usuń
  6. Ciekawa jestem czy Jachol z gadaniem wda się w Pietruszkę (któremu się nie spieszyło) czy w Zochacz (aż nadmiernie elokwentną).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właściwie to życzę Ci tego pierwszego:)

      Usuń
  7. Cudne te dialogi :) Nagrywaj koniecznie! Ja mam kilka takich rozmów nagranych (filmiki kręcone z komórki) z moją córcią gdy była młodsza. Nie ma nic przyjemniejszego niż wracanie teraz do tych nagrań! Takie słodziaki te maluchy!

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...