poniedziałek, 17 listopada 2014

Sto tysięcy


Jako outsiderka z trudem budująca relacje, zwłaszcza w sieci, unikam zazwyczaj jak ognia konkursów, wyzwań i wszystkiego, co się wiąże z umieszczaniem gdzieś komentarzy. Ale wyzwania lubię. Lubię też bloga Uli. Więc właściwie czemu nie.
Ula na swoim blogu co miesiąc ogłasza wyzwanie, które ma pomóc blogerom zmobilizować się do pisania. Mnie akurat motywacja nie jest tak bardzo potrzebna, raczej dwie dodatkowe godziny gratis do każdej doby, ale za to chciałabym, żebyście poznały Ulę, a to jest całkiem niezły sposób. Więc przez następne pięć dni zapraszam Was do czytania wyzwaniowych wpisów.


Dzisiaj numer pierwszy. Pytanie brzmi: co bym zrobiła, gdybym miała sto tysięcy złotych na koncie w banku.
I to wcale nie jest łatwe pytanie. 

Na pierwszy rzut oka wydaje mi się, że zrobiłabym mnóstwo. Ale potem zaraz włącza się myślenie, że czas nie zacząłby być przez to rozciągliwy. 
I wcale nie zaczęłabym od zrobienia szalonych zakupów. Najpierw odłożyłabym dziesięć procent. Potem pozbyłabym się wszystkich finansowych zobowiązań, które się od ślubu nagromadziły - czy raczej od czasów, kiedy kryzys zaczął gryźć. 
A potem...

Potem pewnie pojechałabym do Ikei i kupiła te wszystkie meble, na które zawsze mam ochotę, a nigdy nie mam pieniędzy. Zwłaszcza dla dzieci. A z Ikei pojechałabym do stolarza i zamówiła resztę mebli, które trzeba koniecznie zrobić na wymiar. A kiedy już ekipa montująca sprzątnęłaby po sobie, zrobiłabym wielkie porządki, pozbywając się wszystkiego, co niepotrzebne, i kupując to, co naprawdę przydatne.
Potem pewnie siedziałabym ze dwie godziny, podziwiała zmiany i miała satysfakcję. 

Podejrzewam też, że następnym krokiem byłaby wizyta w dwóch sklepach: z zabawkami i z zabawkami dla dorosłych - ale wcale nie to, co myślicie: w sklepie fotograficznym i w sklepie modelarskim. Ostatnio oglądaliśmy z ojcem dzieciom takie piękne, zdalnie sterowane helikoptery, ach! A nasz fotograficzny park maszynowy wymaga odświeżenia i uzupełnienia. Do kompletu pewnie nabylibyśmy jeszcze jednego wszystkoodpornego cyfrowego gupika dla Witulka, żeby oboje z Asią mogli robić zdjęcia. Myślę też, że część pieniędzy poszłaby na różne mniej lub bardziej drobne prezenty dla naszych bliskich. Których moglibyśmy zabrać na Wigilię do pięknego domu w górach, wynajętego na tydzień. 

A reszta?
Reszta zostałaby dobrze zainwestowana. W promocję. W reklamę. Taki krok do robienia tylko tego, co kochamy - ojciec dzieciom i ja. 



8 komentarzy:

  1. Na resztę już by nie zostało ;) Powodzenia z wyzwaniem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne plany, nic tylko życzyć takiej gotówki na koncie :))

    OdpowiedzUsuń
  3. a potem przdalaby sie jeszcze raz taka suma na koncie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie, ile bym nie wydała na urządzanie domu, to i tak pewnie po tygodniu chciałabym coś zmieniać. Więc taki wydatek raczej by się nie opłacił ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślisz, że na to wszystko starczyłoby 100 tysięcy? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak liczyłam, pisząc, to zostałoby około 35 tysięcy:) Więc spoko:)

      Usuń
  6. Przemyślane plany ;-) życzę, by te 100 tys. przypłynęło do Ciebie znienacka

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale czy gdyby kupila Pani w s z y s t k i e te meble, to czy zmiescilyby sie one w Waszym mieszkaniu?... ;)

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...