niedziela, 30 listopada 2014

Matka na niedzielę. Skrwawiona szmata

Zaczął się adwent, zaczął się Izajasz. Konkretnie się zaczął.
Dzisiaj dłuższa kompilacja, a w niej - Iz 64,5.
"My wszyscy byliśmy skalani, a nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata".

Co to takiego - ta skrwawiona szmata?
Dobrze to wyjaśnia Kpł 15, 19-24 -  i przeczytajcie ten fragment cały, proszę:
"Jeżeli kobieta ma upławy, to jest krwawienie miesięczne ze swojego ciała, to pozostanie siedem dni w swojej nieczystości. Każdy, kto jej dotknie, będzie nieczysty aż do wieczora. Wszystko, na czym ona się położy podczas swojej nieczystości, będzie nieczyste. Wszystko, na czym ona usiądzie, będzie nieczyste. Każdy, kto dotknie jej łóżka, wypierze ubranie, wykąpie się w wodzie i będzie nieczysty aż do wieczora. Każdy, kto dotknie jakiegokolwiek przedmiotu, na którym ona siedziała, wypierze ubranie, wykąpie się w wodzie i będzie nieczysty aż do wieczora. Jeżeli kto dotknie się czegoś, co leżało na jej łóżku albo na przedmiocie, na którym ona siedziała, będzie nieczysty aż do wieczora. Jeżeli jaki mężczyzna obcuje z nią wtedy, to jej nieczystość udzieli się jemu i będzie nieczysty siedem dni. Każde łóżko, na którym się położy, będzie nieczyste."

To właśnie jest skrwawiona szmata: efekt okresu. Okresu, który czynił kobietę nieczystą - i wszystko, co miało z nią kontakt, też.

Izajasz mówi o grzechu. Że grzeszymy przeciwko Ojcu, a wtedy wszystkie nasze czyny, które uważamy za dobre, są jak zużyta podpaska.

Zdarzają mi się takie dni, kiedy wszystko idzie jakoś nie tak. Niby dobrze, niby się staram, niby spokój - ale wcale nie. Zazwyczaj wtedy, kiedy rano nie ogarnę się przed Ojcem. Brakuje mi wtedy tego muru ochronnego, jaki daje modlitwa, i jestem bardziej podatna na różne próby ze strony rogatego. I wtedy wszystkie dobre pomysły okazują się w trakcie realizacji niedobre. Działania, które (chwilowo) uważam za słuszne - na przykład karanie dziecka za to, że rozlało (z premedytacją) kubek herbatki - okazują się głupie i niesprawiedliwe. Co gorsza, dzieci zaczynają emocjonalnie uczestniczyć w tym moim głupim działaniu. Następuje płacz, chaos i zgrzytanie zębów. Krótko mówiąc, też jest im źle.

Bardzo mi się to kojarzy z tą skrwawioną szmatą. Wszystkie czyny, które uważam za dobre, słuszne, potrzebne - okazują się czymś zupełnie innym. Przez moje oddalenie się na chwilę od Ojca zaczynam działać źle, a to wpływa na wszystkich, którzy mają ze mną do czynienia. Zwłaszcza na dzieci.

Strefa rodzicielskiej odpowiedzialności rozciąga się aż do rzeczy, które wydają się być bardzo prywatne. Jak na przykład osobista modlitwa.


2 komentarze:

  1. Dobrze napisane. Pamiętam, jak kiedyś czytałam "akty wiary" - powieść taka. I właśnie o tej "szmacie" było ale po stronie żydowskiej.
    Modlitwa to jest mur ochronny - zgadzam się w pełni. Bez Niego wszystko się sypie. Czasem gdy się też nie ogarnę to w drodze w myślach pogadam z nim, no ale to jednak nie to samo.

    OdpowiedzUsuń
  2. To bardzo ważne, o czym piszesz. Ciekawe refleksje. (Napisałabym więcej, ale mnie dziecko kopie w ramię, rzekomo usypiając:))

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...