sobota, 22 listopada 2014

Joanna, Zenit i dzielenie się


Dzisiaj ostatni dzień wyzwania u Uli. Prosiła o "ważny szczegół". I zastanawiam się nad tym ważnym szczegółem od wczoraj. Pomyślałam najpierw o przytulaniu, a potem o skupieniu na drugiej osobie. Ale napiszę Wam o czymś innym. O dzieleniu się.

Na zdjęciu widzicie Joaśkę w towarzystwie Zenita. To bardzo wstępna faza przygotowania mojego kolejnego projektu. Ale o projekcie opowiem Wam na końcu. Co Zenit ma wspólnego z dzieleniem się? To mój stary aparat. Jak sobie policzyłam, wyszło, że czwarty w życiu. Podzieliłam się nim z Joachą. Jest "prawdziwy": można naciagnąć nieistniejący film, ustawić to i owo pokrętłem, spuścić migawkę, włączyć samowyzwalacz. To nie cyfrak, więc zdjęcia bez filmu nie robią się naprawdę. Bałam się, że to będzie rozczarowanie. Ale Joasi to nie przeszkadza. Pstryka bez kliszy, a potem przychodzi do mnie i opowiada mi, co jest na fotografii. Próbuje uchwycić ważne momenty. Marudzi coś pod nosem, że nieostre albo prześwietlone (sic!) Czasami otwiera aparat i pokazuje mi zdjęcia w środku, na kurtynie migawki. Że o, tu są. 
- To jest mój aparat! Nie chcę, żebyś mu porysował obiektyw! - ustawiała dzisiaj Witulka. 
Podzieliłam się z nią moim aparatem, ale także czymś ważniejszym: pasją.
Dzielenie się jest ważne.

Może dlatego nie sprzedaję ubranek, z których moje dzieci wyrosły, na internetowych aukcjach albo w komisie. Połowę z nich dostałam, połowę kupiłam, wszystkie oddaję. Bo urodził się mały K., potem mała Z., a potem mały M., a potem mała J., a teraz mała A. I nie chodzi tu tylko pomoc materialną, o koszty wyprawki. Dzielę się rzeczami materialnymi, ale czymś ważniejszym też: troską. Wsparciem. Kto z Was jest matką, wie dobrze, że chodzi o poczucie, że nie jestem sama ze wszystkim, co mi się przydarza. 

Dzielenie się jest ważne. Dlatego z Wami też chcę się dzisiaj podzielić. 
Wiem, że część z Was pisze swoje blogi, na które zaglądam zdecydowanie za rzadko. Wiem też, czego potrzeba do tworzenia dobrego bloga, poza świetną treścią. 

Proste wyjaśnienia trudnych rzeczy związanych z dostosowywaniem szablonu znajdziecie je w Tajemniczym Ogrodzie - blogu o blogowaniu. Całkiem dobre i darmowe zdjęcia bywają na stronie Flickr.comdeathtothestockphoto.comPhotopin.comgratisography.comunsplash.comsplitshire.com czy magdeleine.co (jak wiecie, sama nie korzystam na blogu z cudzych zdjęć, ale do innych celów bywają mi czasem potrzebne).

Ogarnianie blogowej grafiki robi się całkiem proste, jak się człowiek zarejestruje na stronie canva.com - tam, mając trzy w miarę dobre zdjęcia, w zasadzie da się zrobić wszystko z niczego, i to za darmo. 

Podstawy blogowania, czyli rzeczy, o których dobrze jest nie zapominać, przedstawia bardzo przystępnie Ula Phelep - autorka tego właśnie wyzwania oraz bloga o blogowaniu i marketingu pod adresem urszula-phelep.com. Nie przypadkiem właśnie blog Uli pojawia się w tym miejscu. Trafiłam do niej - jak to zazwyczaj bywa - nie wiadomo skąd, przeczytałam bloga niemal od deski do deski (zostało mi parę wpisów do nadrobienia). Co prawda większość rzeczy, o których pisze, zdążyłam już odkryć samodzielnie, bo bloguję już trochę - ale jest w jej pisaniu coś niesamowitego. Ula sprawia, że chce się działać. A wiedzieć, co robić, i mieć ochotę, żeby to robić, i to z przyjemnością, to są dwie różne sprawy. 
Dzięki, Ula.

Teraz jeszcze o projekcie, tak, jak obiecałam.
To nietypowy projekt fotograficzny dla dzieci. Małych. Takich, które zazwyczaj aparatu do ręki nie dostają, bo popsują. Dlaczego? Bo uważam, że dzielenie się pasją z małymi dziećmi ma głęboki sens. Na razie jestem na etapie testowania formuły i zbierania aparatów fotograficznych wszelkiej maści (od Czajek po cyfrowe gupiki). Sprawnych i niesprawnych. Gdyby ktoś z Was miał ochotę mi taki podarować, bardzo się ucieszę. 
A projektem będę dzielić się z Wami sukcesywnie w miarę robienia postępów. 

9 komentarzy:

  1. Świetny projekt, trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj! Bo jak już o nim napisałam, muszę go przecież zrealizować;)

      Usuń
  2. Zdecydowanie popieram pomysł!! Rzeczywiście, my dorośli zbyt często nie pozwalamy dzieciom wziąć czegoś do ręki "bo popsują"! Swoją droga jak inaczej mogą się czegokolwiek nauczyć? Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlaśnie nie mogą - trzeba pozwalać, byle rozsądnie.
      Dzięki! :)

      Usuń
  3. Bardzo fajny pomysł. Sama zaczynam troszkę bawić się w fotografię. Mój synek obserwował mnie i zapytał, dlaczego robię zdjęcie tej filiżance. Więc się zastanowiłam ... i odpowiedziałam, że mi się podoba i chcę mięć ją na zdjęciu. I tak zaczęła się nasza przygoda, bo od razu miałam stos zabawek do fotografowania :) Nie mam niestety innego aparatu fotograficznego, ale wręczyłam mu stary telefon z możliwością robienia zdjęć. I tak teraz robimy zdjęcia razem, bo pomimo że ma dopiero 4 latka potrafi już "swoim aparatem" takie zdjęcie sam zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry myk z tym starym telefonem:) Najgorzej jest, jak się dziecko przepędza, żeby mieć spokój. Zamiast rozwijać w sobie pasję, czuje się niepotrzebne. Powodzenia w fotograficznych zmaganiach!

      Usuń
  4. A ja zabieram Tymona na warsztaty szycia ozdób choinkowych. Powiedział, że chce się nauczyć odrysowywać i wycinać. Uwielbia przesiadywać ze mną w pracowni, wycinak szablony, układać guziki i malować farbami. Fakt, nie wymaga to inwestycji w żaden szczególny sprzęt ale wszystko zaczęło się od tego że obserwował mamę i stwierdził, że on też tak chce. No i teraz idziemy razem na warsztaty, mimo że są dla dorosłych ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mała J. dziękuje za Waszą troskę i wsparcie w kompletowaniu Jej ubrankowej wyprawki. :)

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...