środa, 12 listopada 2014

Góry moje góry

Co prawda nie mam cór, tylko córę*, ale nic to. No i się skończyło: czyste powietrze, słońce, przestrzeń, kominek. Kraków wita chmurami i mgłą. Ale naładowaliśmy bateryjki. Plener dobrze nam robi. Jedna wycieczka w tygodniu na łono natury i zdrowie psychiczne jest zdrowsze, a zmęczenie mnie zmęczone**. 

Było pięknie.



Poza tym, że było pięknie, było też ciepło. Taki niespodziewany dodatek pogodowy, można by rzec. Zazwyczaj, kiedy jedziemy w nasze góry, mam nadzieję, że będzie ciepło i słonecznie. I na ogół jest zimno i pada. Tym razem było mi wszystko jedno, liczyłam się z deszczem, śniegiem, mrozem i praniem żabami. 
A tu piękne słońce, wrzesień zamiast listopada, dwadzieścia stopni z górką - złota polska jesień w pełnej krasie. Dzieci były zachwycone. My jeszcze bardziej. Bo nasze dzieci są już duże, co znaczy, że można je wypuścić do ogródka i pozwolić się bawić, nie chodząc za nimi krok w krok. No i wchodzą oraz schodzą po schodach bez spadania. Fantastyczna zmiana - trzy miesiące temu jeszcze tak nie było. 


Najbardziej jednak byliśmy zachwyceni wycieczką nad jezioro. 
Cisza, spokój, bo dzień teoretycznie powszedni. Para z wędką na odległej ławce. Słońce odbijające się od jeziora, cienie drobnych fal tańczęce ze światłem na piszczystym dnie. Świetliste południe, lekko przymglone rude buki na zboczach pagórków kapiących się odbiciami w wodzie. I radosne piski małych królików.

Brzeg. Woda. Żółty piaseczek. Dużo kamieni i patykow wyrzuconych przez wodę. Tatuś z uśmiechem i aparatem. Mamusia leżąca na drewnianym pomoście i leniwie obserwująca, jak Joasia robi zamek z piachu, a Witulek sprawdza, czy buty się zmoczą i co z tego wyniknie. Zmoczyły. Wlazł w nich do wody. Uznałam, że jest ciepło i nie szkodzi. Kiedy w samochodzie zdjęliśmy buciki, stópki okazały się cieplutkie, chociaż woda była lodowata. Ale zanim wróciliśmy do samochodu, z pół godziny poleżeliśmy na brzuchach na pomoście, mocząc ręce w wodzie, łapiąc przepływające listki i patyki. Asia łowiła patykiem liściaste ryby,  ale tylko te dla dziewczynek, Witulek radośnie witał się ze sporym kawałkiem pnia, który do nas dopłynął, poklepując go jak psa. 




Woda ma w sobie coś niesamowitego. Nie wiem, czy dla wszystkich, ale dla mnie tak. I dla dzieci też. Ojciec dzieciom twierdzi, że to dlatego, że jest materią najłatwiej dającą się kształtować. Jest w tym coś. Ta zmienność, poczucie sprawczości, gdy się wpływa na jej kształt, tworzac dołki, rowki albo zwyczajnie ją rozchlapując małą łapką - to wszystko działa relaksująco. Witulek w towarzystwie wody, którą może bawić się, jak chce, ma na pyszczku namalowany czysty zachwyt. Asia promienieje, już nie tak po niemowlęcemu, ale oczy jej się śmieją, ma w nich głęboką radość. Taką, że chciałabym, żeby była tam zawsze i nigdy nie znikła. 

A teraz patrzę sobie już nie z gór, tylko z góry, z siódmego piętra. Zawsze po powrocie z domu z ogródkiem mój umysł przeżywa rodzaj szoku. Przestrzenno-wolnościowego. Do ogródka daleko, a i tak nie jest nasz, tylko Jordana, osiedlowych meneli, innych dzieci, sparowanej młodzieży szkolnej i starszych pań, co to sobie przysiadają na ławeczce w cieniu. Dookoła sąsiedzi, którym na pewno przeszkadzają tygrysie ryki, radosne piski i tupot małych stóp - tam i z powrotem, tam i z powrotem. Podskórny stres, nie do końca uświadomiony, że ktoś słyszy, że nie jesteśmy sami. Ciasno. Niby łatwiej się mieszka w bloku, ale jakoś nie do końca. 

Gdyby ktoś chciał oddać dom w dobre ręce, chętnie przygarnę. Choćby i dziś. 

*Taki tam wierszyk o górach.
**Masłowska sparafrazowana. 

16 komentarzy:

  1. Jakie piękne okoliczności przyrody, rozmarzyłam się... A temperatura, po prostu bajka :). Pozdrawiam (i zapraszam do dołączenia do mojego blogu)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajka, i to taka bez przemocy:)
      Odwiedzam Cię, odwiedzam. I szybko nie przestanę. Dobre pióro masz:)

      Usuń
  2. Raju, ja kocham góry. W górach jest wszystko to, co kocham. Kocham i uwielbiam. Jeżdżę jak tylko mogę, dobrze, że mam blisko. Ten post, to miód na me serce :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam kocham morze, a góry traktuję zastępczo:P Ale że też mam bliżej, jestem tam częściej niż na drugim końcu Polski:)

      Usuń
  3. Przepiękne zdjęcia. I to nie tylko zasługa widoków, masz rękę!!! Ja to zanim złapię aparat, to Gabrychmen już robi całkiem co innego ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ale ja jestem nieuczciwą konkurencją:) Policzyłam właśnie, że robię zdjęcia od szesnastu lat. Bardzo ciekawe, biorąc pod uwagę to, że mam osiemnaście:)

      Usuń
  4. Cudnie. I pomyśleć, że u nas -20 C albo gorzej... Ale pięknie też. Słońce i jego tańce na śniegu, lodzie, w powietrzu. I błękit nieba. Tyle, że lepiej obserwować przez szybkę. Nawet lepsze efekty wizualne są. Gdzieniegdzie się coś tam rozszczepia, faluje. Mróz na oknie cudeńka zostawił. Tylko, brrrr... zimno:)
    Jak ja dawno w polskich górach nie byłam... A kiedyś..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. -20! Rety! Juz prawie zapomniałam, jak to jest! Ale do nas też pewnie zima przyjdzie. W marcu.
      W sumie to lubię mróz.
      A masz jakieś góry zastępcze w pobliżu? :)

      Usuń
  5. Jej, mnie też pociągnęło na wieś. Chyba po Wnuczce do orzechów. Oj tak. Bardzo to poczułam :) Fajnie Wam!
    Ps. Jak to możliwe, że Twoje dzieci są już takie duże!!!! Kiedy?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem, kiedy! Dziwne rzeczy się dzieją, one coraz starsze, ja coraz młodsza... ani chyba przez te dziwne meteorologiczne zawirowania. :D

      Usuń
    2. Aaa! Dopiero teraz zaczaiłam! Po Wnuczce do orzechów! też chcę:D

      Usuń
  6. Witam! Zaczynam pisać swojego bloga i robię tzw rekonesans :) Wpadłam na Pani bloga przypadkiem i baaaardzo mi się spodobał :) Będę tu zaglądać! Rzuciło mi się w oczy hasło "góry" tak więc zajrzałam ;) Przepiękne zdjęcia!!! Sama kocham góry!

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak jak u nas w Rivendell...

    OdpowiedzUsuń
  8. A z czego zostala zbudowana piramidka?

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...