poniedziałek, 6 października 2014

Nie czytaj przy karmieniu!

Wiele razy ktoś doradzał mi, żebym dobrze wykorzystała czas karmienia. Czytaj. Módl się.Wykorzystaj ten czas dla siebie. Przy karmieniu Joasi nawet tego próbowałam: czytałam książki, robiłam to i owo w laptopie albo próbowałam z kimś rozmawiać. I to było bez sensu.


Świetnie to ujmuje Lisa Miller*: "(...) podczas karmienia [niemowlęta] przyswajają sobie coś więcej mleko; wśród wielu innych rzeczy także doświadczenie stanu, w którym jest się obiektem czyichś myśli. "Obiektem czyichś myśli - czyli podczas karmienia mama musi o nim myśleć. O nim; nie o książce, gazecie, tekście, innym rozmówcy.

Dzieci tego chcą. Dzieciom na tym zależy.

Dzieci protestują, kiedy przy karmieniu piersią nie otrzymują pełnej uwagi. 


I nic dziwnego, bo przy karmieniu dziecko nie tylko zaspokaja głód i pragnienie oraz potrzebę przytulania. Tworzy się więź, intymna więź między matką a dzieckiem.

I znowu Lisa Miller: "Karmienie piersią ma tę dodatkową zaletę, że gwarantuje dziecku pewien czas przeznaczony tylko dla niego, kiedy jest przytulane, może się swobodnie nassać, ma zapewnioną intymność fizyczną i ściśle z nią związaną intymność psychiczną".

Czas karmienia nie jest moim czasem. Owszem, jest to chwila relaksu. Bo muszę sobie usiąść w spokojnym kącie, porzucić swoje zajęcia, poprzebywać w bezruchu dłuższą lub krótszą chwilę. Ale to jest wspólny czas: mój i mojego dziecka. Bycie razem. Budowanie relacji. A tak łatwo jest odpłynąć, przebywać myślami gdzie indziej. Czasami, kiedy mam dużo do przemyślenia, do zrobienia, do ogarnięcia, mój mózg pracuje na wysokich obrotach, a ja gapię się w przestrzeń. Witulek bardzo tego nie lubi: łapie mnie za nos albo pac! - uderza rączką w mój dekolt. Popatrz na mnie. Tu jestem! Zwróć na mnie uwagę! 

To taki bonus dołączony do karmienia. Myślę sobie o tym zawsze, kiedy mamy niemowlaczków dzielą się doswiadczeniem wspólnym dla wszystkich chyba karmiących matek: wiszeniem na piersi. Chce być przy piersi co godzinę, co czterdzieści minut, w ogóle cały czas. Mamy mają serdecznie dość. Ale jest pewna prawidłowość w tej chęci bycia przy piersi: u nas zazwyczaj pojawiała się w momencie, kiedy wydawało mi się, że mam system opracowany i wiem, kiedy moje dziecko mnie nie potrzebuje i mogę sobie zrobić coś swojego. Kiedy moje myśli były zajęte czym innym - pisaniem, gośćmi, planowaniem, czymś na tyle absorbującym, że przy dziecku byłam bardziej fizycznie niż psychicznie, niemal zawsze kończyło się "wiszeniem".

Myśl o mnie, mamusiu.

I jeszcze raz Lisa.
Według niej bycie obiektem czyichś myśli w przypadku niemowlaka jest niezbędnym elementem w nauce... myślenia.
Dobre, co?


*Lisa Miller, "Niemowlę", w książce "Od niemowlęcia do dwulatka".





2 komentarze:

  1. Oj tam, mi się czasem zdarza :) Nie zawsze oczywiście, ale i tak jestem w 100% dla dzieci - a czasem potrzebny jest reset...

    OdpowiedzUsuń
  2. No, i wreszcie przeczytałam cały cykl, od deski do deski. :) Kłaniam się w pas.
    Bardzo, bardzo było mi potrzebne takie wsparcie i poparcie.:)))) Wielkie dzięki! :*

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...