wtorek, 28 października 2014

Katharsis i kije-samobije

O braciach Grimm już pisałam, i o bajkach z przemocą. Książkowych, nie telewizyjnych, żeby było jasne. Starałam się ich nie ruszać, bo obawiałam się, że są dla Joasi nieodpowiednie, zresztą widziałam, jak na nie reaguje. Te wszystkie niemiłe rzeczy, które przydarzyły się Calineczce, trzeba było ułagodzić, oswoić, zmienić, żeby bajka była do czytania. 

Mamy na półce bardzo ładne wydanie bajki opartej na "Stoliczku, nakryj się" - z kijami samobijami w roli głównej. Pamiętacie fabułę? Trzech braci. Pierwszy został stolarzem i dostał od swojego mistrza stoliczek "nakryj się". Drugi został młynarzem i dostał w prezencie na koniec nauk osiołka załatwiającego się złotem. Trzeci za to dostał od mistrza-tokarza kije-samobije. Naiwni dwaj bracia dali się oszwabić karczmarzowi, który podmienił ich atrakcyjne prezenty na podróby, a trzeci brat odzyskał i stolik, i osiołka, zastawiając na karczmarza pułapkę z kijami-samobijami w roli głównej. Kije sprały karczmarza, bezosobowo, choć na polecenie właściciela, zbity karczmarz oddał, co zabrał, i wszyscy żyli długo, szczęśliwie i bez gotowania forever.

Czytaliśmy tę bajkę przed południem, a potem Witulek zasnął, natomiast Asia marudziła, żeby się z nią bawić, po czym wyszło słońce i zajęła się sama sobą, tłukąc piłki plastikowym kijkiem, pokrzykując na nie "idź sobie" i na koniec wołając: bijcie, kije-samobije! Potem odwróciła się do mnie i wyjaśniła, że kije zabiły dwie piłki.

Hm.
Po pierwsze, Asia nie ma świadomości, co znaczy "zabić" i używa tego słowa jako synonimu "zbić".
Po drugie, zaczynam się zastanawiać, czy nie doszła już aby do wieku, w którym potrzebne są bajki z przemocą.

Uwaga na marginesie: bajkami z przemocą - a właściwie "bajkami z przemocą" nazywam ironicznie na przykład baśnie braci Grimm, którzy nie byli bajkopisarzami dla dzieci, ani troszeczkę, a ich zebrane podania ludowe w formie nieco zmienionej przekazywane są kolejnym pokoleniom. A w bajkach tych pojawiają się motywy bycia zeżartym przez dzikie zwierzę, obcinania głowy, bicia, ogólnej niedoli, zmuszania do rzeczy, na które człowiek nie ma ochoty (nawet, jak ma cal), porywania i więzienia, bicia i odrzucenia przez grupę równieśniczą i tak dalej. 

No i wracamy do meritum. 

Życie dziecka nie składa się z samych pozytywnych uczuć, miłości, radości, satysfakcji, przyjemnego uczucia relaksu i bezpieczeństwa. Czytam ostatnio Korczaka (ponury, że hej) i jednak trochę się z nim zgadzam: dzieciństwo to cierpienie. Lęki przed ciemnością, samotnością, byciem zabranym gdzieś w obce miejsca bez mamy i taty, przed burzą, psami - i to tylko te najczęstsze. Dzieciństwo to rozdarcie między "chcę" a "mogę", trudne próby bawienia się w piaskownicy na polecenie mamusi ze wszystkimi dziećmi, tymi miłymi i uprzejmymi i tymi, co biją, sypią piachem i wyrywają cudze zabawki ich właścicielom. Bycie dzieckiem jest nieustanną próbą przeprowadzenia własnej woli, a dziecko bywa pełne gniewu i zazdrości. 

Widziałam dzisiaj, że Joasia, oglądając obrazek z niemiłym karczmarzem, obrywającym kijami, i słuchając mojej dość scenicznej narracji, miała frajdę. Tak jakby fakt, że ktoś w bajce, nieprawdziwy, stłukł kogoś innego kijem, w pewnym sensie ją usatysfakcjonował. Dał ujście negatywnym emocjom. 

Dygresja. Taki na przykład Witulek, kiedy jest w gorszym humorze, bierze młotek i wali nim, w co się da. Idzie i tłucze. Ściana, drzwi, łóżko, parapet, szafa, drzwi, ściana, ściana, drzwi, noga mamy, ojej! Joasia nie wali młotkiem, Joasia chowa się w łóżeczku pod kocykiem. To nie znaczy, że nie ma w niej negatywnych emocji. Ale czasami sobie z nimi radzi lepiej, a czasami - wcale. Widzę, że próbuje ostatnio różnych sposobów: ryczy jak tygrys (mały, ale bardzo głośny), czasami czymś rzuca (ciekawe, u kogo to zaobserwowała, hm), wrzeszczy na całe gardło. 

Może to jest właśnie czas na bajki z przemocą. W końcu po to jest literatura i sztuka: żeby doznać katharsis. Oczyszczenia. Uwolnienia stłumionych emocji. A spoleczeństwo wymaga przecież tłumienia negatywnych emocji - zamiast uczyć ich przeżywania (moje ulubione inaczej hasło, na które nóż w kieszeni otwiera mi się ze zgrzytem - "nie wolno płakać, to brzydko!") 

A jak to wygląda u Was?



10 komentarzy:

  1. Te bajki mają w sobie jakąś mądrość. Wyrosły na nich pokolenia. Coś w tym musi być. U nas na nie za wcześnie... na razie lecą proste wierszyki, a najchętniej wierszyki w formie piosenek. ;) Natomiast negatywne emocje uchodzą nadal przez krzyk/płacz. Wyłącznie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzyk jest prostszy. I czasem chyba skuteczniejszy:)

      Usuń
  2. Sądzę, że dziecko samo wie i czuje w jaki sposób może rozładować swoje negatywne emocje. Rola rodzica, żeby je w tym wspierać ale również żeby to kontrolować (nie dopuścić do zachowań, które mogłyby wyrządzić krzywdę samemu dziecku lub innym w jego otoczeniu). Czy do tego potrzebne są bajki z przemocą? Chyba nie. Raczej jestem przeciwna - może nie dotyczy to wszystkiego, ale natrafiłam na kilka motywów, które totalnie zniechęciły mnie do dalszego czytania. Przykładowo przeczytałam w Tomciu Paluchu, że rodzice mieli siedmioro dzieci, byli biedni więc postanowili wyprowadzić dzieci do lasu i tam je zostawić! Bajka o dziewczynce z zapałkami - masakra (do teraz pamiętam jak sama płakałam przy tym jak bóbr). I na koniec bajka z cyklu opowieści o Basi - fajne, pouczające książeczki ale żeby w jednej opowieści umieścić (i) temat katastrofy, która zmiata wszystko z ziemi, (ii) śmierci rodziców, (iii) adopcji, (iv) rasizmu i (v) problemu z przystosowaniem się dziecka do nowej sytuacji - zdecydowanie tego za dużo! Rozpisałam się ale temat ostatni dla mnie bliski bo sporo o tym myślałam. Nie uważam, że dziecko powinno żyć pod kloszem ale jeszcze jest czas na zaznajamianie go z całym tym paskudztwem. Niech ma trochę bezstresowego dzieciństwa i nie przejmuje się pół nocy tym, że Baba Jaga zjada dzieci... Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też teraz przeraża wizja zostawiania dzieci w lesie i Baba Jaga jest na cenzurowanym. Próbowałam sobie przypomnieć, jak to było, jak ja byłam mała - i chyba miałam świadomość, że to jest bajka, że to nie jest naprawdę. Ale miałam pewnie z pięć lat. A nie dwa albo trzy.

      Usuń
  3. Dla mnie ciekawe jest to, że choć mnie rodzice opowiadali całe mnóstwo bajek, ja kompletnie nie pamiętam, żebym się ich bała. A przecież musiały w nich być te elementy, które teraz wydają mi się kontrowersyjne. Czy Wam też bliscy opowiadali o sroczce? Są różne wersje, nasza kończyła się tak: "a temu główkę ukręciła, ukręciła.i fur, fur do lasu poleciała". No, błagam. Ale co jest w tym najlepsze... Zauważyłam to dopiero teraz, kiedy moja mama opowiadała to mojemu dziecku... A przecież sama się na tym wychowałam! O co chodzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm. Moje dzieci aktualnie są na etapie: "Traktor przejechał kurczaka, hahahaha!"
      Sama nie wiem, co o tym myśleć.

      No i mnie też przecież opowiadali straszne bajki. I na koniec ktoś zostawał zjedzony. Ale chyba chodzi też o sposób narracji - ja po prostu wtedy wiedziałam, że to nie jest naprawdę.

      Poza tym życie jako takie pełne jest kiepskich rzeczy. I strasznych. I nie chodzi mi nawet o medialne niusy - tylko o realia. Ktoś na kogoś krzyczy, bije, zmusza do jedzenia obiadu, jest niemiły, ci wszyscy pomarszczeni staruszkowie, którzy na widok dziecka skrzypią "Zabiorę cię, jak będziesz płakał!". Dzieci generalnie boją się nieoswojonego świata. Może dlatego takie bajki.

      Usuń
  4. Bajki są na pewno wartościowe, pytanie tylko, kiedy jest dobry moment, by te akurat czytać dziecku? Ja mojemu 3-latkowi jeszcze bym się nie odważyła... Pozdrawiam :) (i zapraszam "do mnie").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie czytam, ale ostatnio Joasia dostała Bilię w obrazkach. Komiksowych takich, dośc realistycznych. Stary Testament też. I jej się podoba, chce czytać, a ile można oglądać cudowne rozmnożenie chleba, skoro jest tyle innych obrazków wcześniej? Ech.

      Usuń
  5. Moim zdaniem takie bajki też są potrzebne, bo nie uchronimy dzieci przed przemocą. A bajki mogą pomóc nam łagodnie wprowadzić pociechy w temat. Swoją drogą, te popularne u nas bajki są bardzo łagodne w porównaniu z bajkami kultury afrykańskiej. Tam często jedyną słuszną karą jest śmierć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle bajki ludów pierwotnych są hardkorowe!

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...