sobota, 13 września 2014

Twórczość, dzieci i pokora

Napisałam książkę. Wyszła w jednym z porządniejszych wydawnictw. Czytelnicy są zachwyceni. Mój ostatni tekst publicystyczny wywołał małą burzę, która się skończyła zaproszeniem do radia. Blog ma się coraz lepiej. I co to zmienia w moim życiu?
Odpowiedź jest oczywista: niewiele. Bo mam dzieci. I nie jestem pewna, czy woda sodowa przy karmieniu jest wskazana.
Po co o tym piszę, skoro nie załączę Wam tu linka do tego tekstu ani nie wrzucę okładki książki?*
Bo to jest piękne: że dzieci dają pewną stabilność, która rzutuje na całe życie, zawodowe i prywatne.

Mam spotkanie autorskie. Gdybym nie miała dzieci, spędziłabym pewnie przed lustrem godzinę,  a przed szafą półtorej. Ale mam dzieci. I pół godziny na wszystko, łącznie z zawiązaniem butów i znalezieniem kluczy, musi mi wystarczyć. Nie mam czasu wpadać w pychę, bo mój umysł jest zajęty zastanawianiem się, czy babcia, która się dziećmi zajmie, ma wszystko wygodnie przygotowane, i o której powinnam być z powrotem, żeby maluchy dały radę. I że nie kupiłam mleka!

Radio. Wchodzę na antenę. W nocy, przez telefon, bo radio daleko. Dyskusja robi się ciekawa, ale zanim zacznę czuć się nieomylna, w tle zaczyna płakać Witulek. Słyszę to dobrze. Prowadzący też, a że jest przytomny, wie, że czas mnie pożegnać. I nie mam potem czasu na odsłuchiwanie audycji i analizowanie tego, jak mądrze mówiłam, ach, och! Ojciec dzieciom mówi, że było dobrze? Znaczy było dobrze,  a teraz trzeba położyć spać Witulka i powiesić pranie, bo znowu będę musiała prać je jeszcze raz.

Mam świetny pomysł na tekst i gdybym do niego siadła od razu, byłby gotowy w godzinę. On dopiero wywołałby burzę. Bo ja przecież tak wspaniale... Zrobiłaś kupę? Tak, Joasiu, zaraz ci wytrę pupę. Już idę. 

Ta stabilność, którą dają dzieci, to przedkładanie ich potrzeb nad swoje - jakie by te moje nie były ważne i poważne. Nie zawsze mi się udaje. Ostatnio pisałam tekst w środku dnia, zbywając marudzące dzieciaki farbami i ciastoliną. Czasami dom wygląda jak po przejściu tajfunu, a ja przygotowuję coś tam na fejsa, bo przecież promocja jest ważna i w ogóle. Ale na ostatniej prostej zawsze wygrywają dzieci. Bo jestem najpierw mamą, a potem pisarką, dziennikarką, blogerką. 

Sukcesy zawodowe, małe czy duże, zmieniają w zasadzie tylko jedną rzecz. Mam satysfakcję. 
A spełniona matka to szczęśliwsze dzieci.

Na zdjęciu: mój stół rano, jakby kto pytał.


*Dlaczego nie? Bo to jest blog o macierzyństwie, a nie moja platforma reklamowa. Żeby się dowiedzieć, wystarczy do mnie napisać. Na przykład mail. Odpowiem.



7 komentarzy:

  1. O, miska z praniem. Też masz wrażenie, że one są wszędzie, wszędzie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha i widzę, że nie tylko mi zdarza się prać to samo kilkakrotnie. :D

      Usuń
    2. Bo są WSZĘDZIE! koszmar dla młodych matek zaczynałby się tak: młoda kobieta odkłada śpiące dziecko do łóżeczka, przytula się do męża, a z miski z praniem zaczynają wypełzać rajstopy, które idą w jej kierunku i zaczynają się zamieniać w potwora:)

      Usuń
    3. Matko! Rozumiem, że to pomysł na kolejną książkę... Horror?
      P.S. Kto czyta blogi w sobotę rano, kiedy wszyscy śpią? Młode matki. :)

      Usuń
  2. Zdjęcie mojego stołu rano nie nadaje się do publikacji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zupełnie tak, jak mojej CAŁEJ kuchni... Ciekawe... Czyżbyś miała dzieci? :)

      Usuń
  3. Czuje sie podbudowana;) ze nie tylko moj dom rano nie wyglada reprezentacyjnie- mimo ze wieczorem ogarniam😊

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...