niedziela, 21 września 2014

Matka na niedzielę. Rachunek sumienia

Zaczęłam ostatnio rozmowę z proboszczem. I zdaje się, że źle zaczęłam, bo zamiast dać mi dokończyć zdanie, przerwał mi po jego pierwszej połowie. I zaczął krzyczeć. Krzyczał, krzyczał, a potem powiedział, że nie będzie ze mną rozmawiał, i poszedł, po drodze uprzejmie rozmawiając z kimś innym, mniej więcej w moim wieku.

Poczułam się oszołomiona i zawiedziona, bo nie tego się spodziewałam.
Proboszcz. Ojciec parafii w końcu. Powinien wysłuchać, a nie się drzeć.
I jeszcze do tego na mnie krzyczał i nie chciał się uspokoić, a dziesięć - dosłownie! - sekund później potrafił się opanować i rozmawiać normalnie. Tyle, że nie ze mną. 
Proboszcz ma być jak ojciec, prawda? Dla wszystkich parafian. No to kiepski z niego ojciec.

Wracałam do domu zraniona i upokorzona, próbując sobie przypomnieć, kiedy ktoś ostatnio potraktował mnie jak smarkacza. 
I nagle poczułam się, jakby ktoś wylał mi na głowę wiadro zimnej wody.

A ile razy ja tak krzyczałam na moje własne dzieci?
I to o wiele młodsze, niż ja? Więc mniej odporne emocjonalnie, o ile w ogóle odporne?
A ja jestem ich rodzoną mamą, jedną z dwóch najbliższych osób, nie kimś obcym.

Ile razy interweniowałam, widząc, że robią coś, czego teoretycznie im nie wolno, nie pytając, dlaczego to robią? Ile razy zabierałam im coś z rąk, oceniając, że chciały zrobić coś źle, kiedy... no właśnie: kiedy wcale nie chciały?

Witu włazi na ubikację, żeby bawić się wodą w umywalce. To zakazane, a ja jestem akurat bardzo zajęta  w kuchni, więc bez ceregieli biorę go pod pachę jak kota i wynoszę z łazienki. Płacze. A ja odkrywam, że po prostu ubrudził sobie rączkę i chciał ją umyć. 

Joasia wyciera podłogę w kuchni ścierką do naczyń. Krzyczę. Bo to ścierka do naczyń, a ja mam zły dzień i jestem w złym humorze i nie chce mi się opanowywać i zapytać, dlaczego wyciera. A to po prostu woda wylała się z kwiatka, który ja sama podlewałam, i moja mała córeczka chce mi pomóc i sprzątnąć. Po mnie. Tak, jak potrafi. 

Przykłady można mnożyć, przez ponad trzy lata trochę sie ich nazbierało. Nie jakoś bardzo dużo. Ale wystarczająco, żeby zrobiło mi się głupio. Bo chcę być dobrą mamą. 

Jasne, że dzieci potrzebują wychowania. Że posłuszeństwo jest ważne. 
Tylko, że nie ma po co krzyczeć. Wystarczy myśleć. I słuchać, nawet, kiedy mam zły dzień.
A przede wszystkim kochać. Cierpliwie. Z szacunkiem. 
Tak, jak potrafi zupełnie inny Ojciec.

P.S. Bardzo bym nie chciała, żeby ten tekst posłużył za pretekst do dyskusji o cudzych sumieniach. Jakoś wolę, kiedy każdy mówi o własnym.

2 komentarze:

  1. To jest coś co mnnie gniecie prawie codziennie. Zloszczę, się na Piotrka, że umywalka w kuchni cała pookryta mydlinami, że kapie na pdodłogę, a on taki dumny, że ją umył.... codziennie takie sytuacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko się cieszę, że nie jestem z takimi rzeczami jedyna:)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...