niedziela, 7 września 2014

Matka na niedzielę. Jak Judyta

Są takie dni, w których nic nie wychodzi. Mam wtedy poczucie, że wszystko jest na mojej głowie i jestem z tym wszystkim zupełnie sama. I nie dam rady ani chwili dłużej. Jestem sfrustrowana, rozżalona, wściekła i przerażona naraz.

Na szczęście jest Judyta.

Judyta, kobieta sprzed ładnych paru wieków. Prapraprawnucza Izmaela, która nie mogła patrzeć na to, że jej naród stawia Bogu żądania. Chociaż było źle. Holofernes, niepokonany jak dotąd dowódca wrogich wojsk, od ponad miesiąca oblegał żyjących w górach Hebrajczyków, odciąwszy im źródła wody. Więc nie mieli już tej wody, kończyło im się jedzenie, a alternatywą było poddanie się Holofernesowi, który od swojego króla, Nabuchodonozora, dostal polecenie wycięcia w pień wszystkich, którzy się nie poddadzą. A gdyby się poddali, Holofernes miał zniszczyć wszystkie miejsca kultu. Bo jedynym bogiem miał być Nabuchodonozor. Co istotne, Hebrajczycy wrócili właśnie z wygnania i dopiero co uporządkowali świątynię w Jerozolimie - dzięki temu, że nawrócili się do swojego Boga.

Co zrobiła Judyta?
Odcięła głowę niepokonanemu dowódcy wrogich wojsk, który od ponad miesiąca oblegał Hebrajczyków. Uratowała tym swój naród od grzechu.
Wyszła z sytuacji bez wyjścia.
Poradziła sobie z czymś, z czym nie mogli dać sobie rady wszyscy meżczyźni z jej miasta.
Więcej. Dokonała czegoś, czego mogła dokonać dlatego, że była kobietą. Myślącą kobietą.

No i najważniejsze: nie była z tym sama.

Wszystko zależało od niej, ale ona zależała od Boga. 
Wiedziała, że z Nim wszystko, a bez Niego - nic.


 Poprzednia matka na niedzielę:



 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...