poniedziałek, 8 września 2014

Lenistwo i taniocha

- Jeszcze karmisz? Podziwiam cię, że ci się chce! - słyszę często, coraz częściej.
Ano chce. Z lenistwa. I z oszczędności.
Poważnie.
Dlaczego z lenistwa?
To proste.
Jest środek nocy. Zasnęłaś przed kwadransem, a mały ssak postanowił właśnie się obudzić się na nocne co nieco. Budzi się i płacze, więc bierzesz je na ręce. Jesteś w domu sama z dzieckiem, więc po prostu bierzesz je do swojego łóżka, kładziesz je obok siebie, wyjmujesz pierś, przystawiasz, dziecko wypija, ile chce, i słodko zasypia. Ty też, może nawet wcześniej niż ono.
Tyle na piersi.

A jak jest z modyfikowanym?
Jest środek nocy. Zasnęłaś przed kwadransem, a mały ssak postanowił właśnie się obudzić się na nocne co nieco. Budzi się i płacze, więc bierzesz je na ręce. Jesteś w domu sama z dzieckiem, więc próbujesz namówić łkające stworzonko, żeby poczekało chwilę w łóżeczku, ale wtedy łkanie zamienia się we wrzask. Półprzytomna wędrujesz do kuchni, a tam jedną ręką szukasz czystej butelki, nalewasz wody do czajnika, gotujesz, studzisz do odpowiedniej temperatury, sprawdzasz na nadgarstku, czy jest odpowiednia, nie jest, zbyt ciepła woda sika z butelki i oblewa ciebie i dziecko, studzimy jeszcze, dziecko też chce łyżkę i mieszać. Jedną ręką otwierasz puszkę z mlekiem, odmierzasz te idealnie płaskie łyżeczki, wsypujesz, przy trzeciej dziecko potrąca ci rękę i mleko się rozsypuje, w końcu gubisz się w liczeniu i nie wiesz, czy wsypałaś siedem, czy osiem miarek. Jedną ręką trzymasz marudzące dziecko, które jest coraz bardziej rozbudzone, drugą ręką trzymasz butelkę, trzecią ręką mieszasz mleko. A nie, pardon, nie masz trzeciej ręki, butelka tańczy po blacie w rytm intensywnego mieszania, zgodnie z przepisem na opakowaniu. Nie spada. Zwycięstwo. Idziemy do łóżka. Dziecko łapczywie chwyta smoczek, wpija trzydzieści mililitrów i zasypia. Ty nie zasypiasz. Wylewasz pozostałe dwieście trzydzieści mililitrów mleka do zlewu - dziecko piło z butelki, mleka nie można już przechowywać. Świadomość tego, ile kasy wylałaś już do zlewu, sprawia, że ledwo zaśniesz, już jest rano. 

No właśnie: pieniądze. 
350 g mleka kosztuje średnio 20 zł. I wystarcza na cztery-pięć dni. Miesiąc ma trzydzieści dni. Czyli wychodzi około 200 zł miesięcznie. A ile z tego wypijało moje dziecko? W najlepszym przypadku połowę, zazwyczaj mniej. Czyli miesięcznie wylewałam do zlewu około 100-150 zł.

Gdybym karmiła mlekiem modyfikowanym - jak zalecają - do trzeciego roku życia, wylałabym do zlewu nowego laptopa. 


Albo niezły obiektyw. Albo tydzień wakacji na Korfu. 

I mówimy na razie o samym mleku. A do tego jest potrzebne:
- butelka - średnio 30 zł, jeśli karmi się od urodzenia, zalecane jest mieć około sześciu.
- smoczek - wymieniany raz na trzy miesiące lub cześciej, około 6 zł.

Można jeszcze mieć sterylizator, szczotki do butelek, specjalny płyn do mycia, podgrzewacz, pudełko na porcje mleka, torbę termiczną na butelkę - ale nie trzeba. 

No i cóż. Trudno oprzeć się wrażeniu, że na karmieniu mlekiem modyfikowanym jednego dziecka zarabia mnóstwo ludzi. A że nikt mi jeszcze nie odpowiedział na pytanie, ile kosztuje wyprodukowanie 100 g mleka modyfikowanego (firmy zajmujące się produkcją zasłaniają się tajemnicą firmową - sprawdzałam), podejrzewam, że koszty są nie aż tak wielkie. Tymczasem litr mleka modyfikowanego kosztuje osiem razy więcej (średnio) niż litr zwykłego mleka z proszku. Osiem.

Wiem, że są przypadki, w których dobre sztuczne mleko okazuje się błogosławieństwem, nawet, jeśli użyje się go raz. Rozumiem. Doceniam.
Ale uważam, że lekarze, którzy nie tyle proponują, co nakazują dokarmianie dziecka po szóstym miesiącu życia, niezależnie od jego potrzeb, a potem źle patrzą na matki, które nie dokarmiają, jest po prostu przykre. I ten tekścik, jak refren zgranej i denerwującej piosenki: bo pani mleko już mu nie wystarczy, kiedy to raczej mnie nie wystarczy... na sztuczne mleko.
Sorry, taki mamy budżet.





18 komentarzy:

  1. Zostałaś nominowana przeze mnie do akcji blogerek LIEBSTER BLOG AWARD Miło mi będzie jeśli weźmiesz udział i odpowiesz na moje pytania ;)
    http://szalejemytestujemy.blogspot.com/2014/09/nominacja-do-liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech podpisuję się pod tym ręcami i nogami :) Tak jest taniej i wygodniej. I nakarmić można od razu w każdym miejscu, czy to autobus, czy góry, czy galeria handlowa. Mleczko zawsze ciepłe i świeże ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. teraz jak lekarz nie jest w stanie mieszanki ,wcisnąć, bo dziecko na cycu to specjalny proszek do dodania do mleka matki ,zleca,. Żeby kalorii i witamin więcej było. Czego to te koncerny nie wymyślą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak. Mnie też pani doktor, jak jasno się określiłam w kwestii mleka modyfikowanego, "przepisała" inne paskudztwo. Cóż.

      Usuń
  4. I ja otwarcie przyznaję, że karmię nada i jak pomyślę, że mam przestać to wiem, że mi będzie trudniej niż Zosiakowi :D choć sama się już powoli odstawia i cyco jest rano, wieczorem i w nocy właśnie. Ale to nasze chwile. Przytulasy. Czułość. Miłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też miałam plan, żeby odstawić Witula po półtora roku, potem przesunęłam to na dwa lata, a im bliżej dwóch, tym bardziej widzę, że będzie ciężko. lenistwo jak nic:)

      Usuń
  5. Pod każdą kropką się podpisuję. Jako Mama, która własną piersią wykarmiła Sześcioro:) i tęsknię za tym czasem tak by the way:)...

    OdpowiedzUsuń
  6. Też jestem leniwa i karmię już 21 miesięcy, i ciągle słyszę: jeszcze karmisz? Ostatnio moja pani ginekolog poradziła mi, żebym natarła piersi burakiem, zabandażowała i powiedziała dziecku, że już nie ma. Nie pamiętam tylko, czy miałam powiedzieć, że mleka nie ma, czy że cycki sobie ucięłam? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, matko! A po co burakiem?! Jakoś drastycznie. ;)

      Usuń
    2. Oj, ubawiłam się! Dobrze, że nie musztardą! I ja nasłuchałam sie podobnych opowieści, a że mleko matki było za chude, a ze za tłuste - nigdy w takie bajki nie uwierzę, założe się o milion, że było jakie miało być - Stwórca matki mi świadkiem:)

      Usuń
  7. Burakiem, bo miało być na czerwono, żeby udawać krew. Serio, nie mogłam wyjść ze zdumienia, jak to usłyszałam. I że moje mleko już mu NIC nie daje... Trochę się boję, co będzie jak zajdę w drugą ciąże i będę chciała nadal karmić pierwszego. Choć podobno przez poziom prolaktyny związanej z karmieniem to może nie być takie hop siup z tym zajściem - i to była jedyna w miarę sensowna rzecz, którą od niej usłyszałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko! w zasadzie to nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Z tego buraka. Ja jeszcze słyszałam o smarowaniu piersi solą albo czymś gorzkim, żeby dziecku się odechciało. Cóż, głupota nie boli... a czasem szkoda.

      Usuń
  8. Ja karmiłam sporo ponad dwa lata, przestałam jak zaszłam w ciążę z drugim synem. Wtedy sama uznałam, że organizm powinien się skupić na ciąży. Nikt mi nigdy nie odradzał karmienia piersią, nie polecał domieszek czy innych specyfików. Nie ostrzegał, że powinnam dziecko odstawić od piersi, skoro chcę zajść w ciążę. Nie mieszkam w Polsce, ale pewnie wszystko zależy od lekarza, a nie kraju. Jednego jestem pewna - UWIELBIAŁAM CZAS KARMIENIA PIERSIĄ! Było mi bardzo żal jak mój drugi syn po roku odmówił cysia. PS. Genialny tekst. Prosty, a trafia w samo sedno. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale miałaś fajnie!
      Ja też bardzo lubię karmić piersią.
      P.S. Ależ mi miło, dziękuję! :)

      Usuń
  9. Komentarz mocno spóźniony ale oprzeć się nie mogę:D.
    Pierwszą córeczkę karmiłam gdy byłam w ciąży z kolejną, polski ginekolog straszył mnie poronieniem, norweska położna była za nami:), więc córka ssała dopóki chciała, a gdy jej się odechciało tak pusto się zrobiło:).
    Cudny artykuł.

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...