środa, 17 września 2014

Dzieciom należy się prawda

Im dzieci starsze, tym trudniej je zmusić, żeby robiły to, co chcą dorośli. Tym bardziej chcą stanowić o sobie i tym gorzej reagują na zakazy - zwłaszcza, gdy są w trakcie buntu dwulatka. 
Większość znanych mi dorosłych idzie w sytuacjach konfliktowych na łatwiznę i próbuje dzieci oszukać.

Brzmi to poważnie, tymczasem są to małe, błahe kłamstewka. Małe dziecko nie może się bawić długopisami, bo pobrudzi siebie i ściany? Zabieramy mu z ręki z hasłem "wypisały się i już nie piszą". Maluch krzyczy, bo chce oglądać bajkę w telewizji? Wyłączamy po cichu telewizor z gniazdka i mówimy, że się zepsuł. Przykładów można wymienić bardzo, bardzo wiele.

Jest w tym pewna naiwność dorosłych, przekonanie o własnym sprycie i potędze. Bo dziecko tak łatwo daje
się nabierać, bo wierzy we wszystko, co powie mu mamusia, tatuś, babcia.
Ano wierzy. Bo rodzic jest dla dziecka jak wyrocznia. Jest wielki, mądry i potężny. I wszystko wie. Więc skoro mówi, że się zepsuło, to znaczy, że wie na pewno.

Po ogłoszeniu, że się zepsuło, dzieci zazwyczaj rezygnują. Czasem aż przykro się patrzy. Bo wiem, że nadejdzie moment - o wiele szybciej, niż rodzic się tego spodziewa - że dziecko zauważy, iż jest oszukiwane. Zwyczajnie okłamywane małymi, błahymi kłamstewkami. Działającymi tak samo, jak te duże. Wprowadzającymi w błąd, nie pozwalającymi mieć pełnego zaufania. Pozornie uspokajającymi, chociaż tak naprawdę robią więcej złego, bo nie dają się dziecku zmierzyć z rzeczywistością. Choćby i z krzykiem w pakiecie. 

Zawsze wtedy się zastanawiam, czy ci wszyscy dorośli, którzy z powodzeniem stosują takie sztuczki, chcieliby być w taki sposób oszukiwani. I jestem pewna, że nie. Czasami słyszę, jak się jedna z drugą panią oburzają, że w sklepie na półce cena była inna niż przy kasie i zapłaciły dwadzieścia groszy więcej. I mają rację, bo od sprzedawcy wymaga się uczciwości. A od siebie - jakoś nie do końca.

Kiedy szczepiłam Joaśkę, denerwowało mnie za każdym razem, kiedy pielęgniarka wpierała jej, że to nic nie będzie bolało. Owszem, będzie bolało. Albo kiedy kazała jej oglądać za oknem ptaszka, którego tam nie było. Tylko po to, żeby szybciej przestała płakać. 

To nasze, dorosłych, wygodnictwo każe nam okłamywać wierzące nam bez zastrzeżeń maluchy. Dla własnego świętego spokoju. Łatwiej jest skłamać, że telewizor zepsuty, niż zmierzyć się z wrzaskiem wściekłego dwulatka. Smutne to, zwłaszcza, że oszukiwane są te najbardziej prawdomówne, te "naiwne" - czyli nie podejrzewające niczego złego maluchy. 

A konsekwencje?
Po pierwsze - dziecko odkrywa, że jest oszukiwane. I traci zaufanie. 
Po drugie - rodzic traci autorytet. 
Po trzecie - dziecko uczy się, że tak można.

P.S. Zdaje się, że mogłabym zacząć kolejny cykl pod tytułem "Ciężka środa". 

7 komentarzy:

  1. Eh, wystukałam długi komentarz w telefoniku (takim dotykowym co to ich nie lubisz:):) kliknęłam i bach! .... zniknął. Ani śladu. No to tylko napiszę: Tak. Właśnie tak popieram rękami i nogami. Nie oszukujmy dzieci, źle na tym wyjdziemy:) Dlatego Łobuzy wiedzą od maleńkości, że Św. Mikołaj to już naprawdę dawno umarł i tylko nam z nieba pomaga być szczodrymi dla innych:). I zawsze mówimy naszym dzieciom jak jakiś zabieg/szczepionka mogą boleć. I jesteśmy z nimi żeby pomóc. ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (To już wiesz, czemu nie lubię:) )
      Ach, te krasnale z brzuchem i workiem prezentów. Jak wiatraki:)

      Usuń
    2. Staram sie prawdziwie tlumaczyc synkowi. Ale kwestia Mikolaja to u nas tradycja, ktora i mnie sprawia frajde jak dziecku😊

      Usuń
  2. Też tego nie lubię i czasem muszę stopować (wspaniałych zresztą) Dziadków Rybki, którzy w newralgicznych chwilach mówią jej np. "O, ktoś puka!". A ja już się martwię, że ona pewnie myśli, że to Tatuś i będzie jej żal, że nie przyszedł. I inne tego typu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana! Z pukaniem mam DOKŁADNIE tak samo. Z tych samych powodów:)

      Usuń
  3. Zgadzam się z tym. Sama nie lubię, kiedy ktoś tak robi i - wydaje mi się - unikam takich "sztuczek" ze swoją dwulatką. Drażni mnie szczególnie mówienie "nic się nie stało" po tym, kiedy np. mała się uderzyła albo przewróciła. Albo kiedy jakaś pan/pani w dobrej wierze podchodzą i mówią, że ją zabiorą, jak będzie płakać. Gr....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak. A z tym zabieraniem - chyba kluczowy jest tu brak wyobraźni. I to jest jak walka z wiatrakami.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...